Mądrość wiary

Dzisiaj już prawie nikt tak nie pisze. Trzeba mieć w sobie dużo odwagi i wiary w klasyczny sens języka, by po tych wszystkich światowych rewolucjach ideowych i artystycznych chwycić za pióro i pisać tak, jak pisali twórcy przed wiekami. Właśnie takiego czynu dokonał Stanisław Melski, ceniony wrocławski aktor i znakomity reżyser Witkacego „Szewców”.

Melski pisze tak, jakby nie było impresjonizmu, ekspresjonizmu, dadaizmu, kubizmu, fowizmu, surrealizmu, prymitywizmu, abstrakcji, poezji lingwistycznej i poezji konkretnej, a także postimpresjonizmu.

Pisze tak jakby się świat nie zmienił. A przecież świat się nieustannie zmienia. I nie posądzajmy Melskiego, że o tym nie wie. On o tym doskonale wie. Ale to go nie obchodzi.

Jakby chciał powiedzieć, że najważniejsze rzeczy nie dzieją się przy burzeniu, destrukcjach i rewolucjach, tylko przy ciągłości, jedności i trwaniu. I jakby dodaje, że najistotniejsze sprawy tego świata wciąż pozostają takie same. Życie jest życiem. A śmierć śmiercią. Miłość raduje, a nienawiść smuci. Ból i cierpienie wpisane są w nasz kod genetyczny. A zdrada, zaprzaństwo i niegodziwość to słudzy ciemności.

Jego nowy tom wierszy „Pater noster qui es” właśnie o tym opowiada. Opowiada, że życie ma sens. Że ten sens tkwi w naszym myśleniu, w naszej świadomości, w naszym poszukiwaniu źródeł dobra, piękna i prawdy.

Zatrzymajmy się przez chwilę przy tytule. Brzmi on w języku łacińskim, a więc w języku, jak powiadają specjaliści, martwym. I tutaj także objawia się filozofia twórcza Melskiego. Po pierwsze, powiada on przez ten tytuł, byśmy mieli szacunek dla tradycji i historii. Po drugie, to co dla jednych jest martwe, dla innych jest wciąż żywe. I po trzecie, odwoływanie się do Istoty Najwyższej przez słowa modlitwy, to nic innego niż hołd złożony wierze, jako aktowi Bożej łaski.

Pater noster, qui es… czyli Ojcze nasz, któryś jest… I to wystarczy. Już dalej nie musi mówić, bo z tego „jest” wynika reszta. Jak więc widzimy poeta odwołuje się do znaków i symboli ponadczasowych, jakby mówiąc, dla mnie jest ważne tylko to, co trwa wiecznie.

Melski świadomie nie mówi o poezji i wierszach. Nie odwołuje się do elegii i pieśni, do ody i hymnu, do trenu i sonetu, choć przy wnikliwszej analizie znaleźlibyśmy echa każdego z tych gatunków.

Melski daje swojej książce podtytuł: „modlitwy, listy, raporty”, a więc zaprasza do wspólnego przeżywania jego świata duchowego, a także składa nam zeznania z tego, co jest mu bliskie i co dalekie – stąd liczne dedykacje i odwołania do Waszyngtonu, Berlina, Paryża, Madrytu, Rzymu i Moskwy – no i koresponduje z nami w sprawach niebanalnych, bo kieruje swoje listy do znanych poetów i pisarzy, a także do wielkich postaci literackich i teatralnych, choćby takich jak Hamlet i Ofelia.

Znakomita badaczka literatury, prof. Dorota Heck z Uniwersytetu Wrocławskiego tak charakteryzuje w posłowiu do książki twórczość poety: Jako człowiek teatru, poeta posługuje się motywami najbardziej znanych dramatów w literaturze światowej. Wymiana fikcyjnych listów między księciem Danii a Ofelią – to (…) forma, w którą pisząc artysta sceny, ujął uniwersalną problematykę miłości, która kontrastuje z otaczającymi ją realiami zbrodni, intrygi, fałszu, zdrady. Topos „miłość i śmierć” raz jeszcze, w XXI wieku we Wrocławiu, zaktualizował się w konwencji fikcyjnej korespondencji lirycznej.

I dalej badaczka stwierdza: cykl listów (…) zawiera wiele utworów bez tytułów. Ich funkcję po części spełniają dedykacje. Zdarza się również, iż incipit stanowi aluzję literacką. Wtedy tytuł wiersza innego poety przypomina się jakby w zastępstwie za niedopowiedziane słowa. „Barbarzyńcy tylko czekają…” – czytamy i już przychodzą na myśl Konstantinos Kavafis z „Czekaniem na barbarzyńców” oraz Tadeusz Różewicz z „Listem do ludożerców”. W odwoływaniu się do ich utworów, a także, w ostatnim zdaniu katastroficznego tekstu o barbarii, do „Piosenki o końcu świata” Czesława Miłosza, nie jest celem epatowanie oryginalnością ani okrucieństwem. Dokonana w literackich kontekstach rekapitulacja powszechnie znanych współczesnych lęków cywilizacyjnych pozostaje wyrazem kondycji człowieka lat dwudziestych bieżącego stulecia.

Przypomnijmy zatem przynajmniej fragmenty „Listu IX”

Barbarzyńcy tylko czekają
W swoich lepiankach i szałasach
Często ze szkła i betonu
Na nasze dusze zmielone
Na sieczkę
Tajemną wiedzą
Nowych proroków bez wiary
Nowych twórców nowego
Bardziej ślepych niż ślepcy
Wielekroć głupszych niż głupcy
Pysznych i butnych
Niby nieśmiertelni bogowie
Wszechczasów
Niezwyciężeni i dumni
Nieczuli na choroby
Mądrzejsi od mądrości
Dmący w trąby postępu
W rytmie gnijących ryb
I cuchnącej historii…

A w innym miejscu prof. Heck pisze: cykl „Raporty” raczej podsumowuje mroczne diagnozy stanu współczesnego świata, niż otwiera nowe horyzonty nadziei. Adresując raporty do papieża (…) wypowiada się jak Kasandra: „Pustka i mrok nadchodzą niechybnie / Imperia gniją powoli a upadają / Błyskawicznie i groteskowo”(…). „Raport z Berlina” oddaje degrengoladę lat dwudziestych XXI wieku: szpetotę, chaos, bezwzględność. Raport z Paryża, sięgając po historię z 1789 roku, nie obiecuje niczego prócz śmierci. W poszczególnych stolicach podmiot liryczny funkcjonuje jak dzisiejszy odpowiednik Mojżesza spierającego się z Bogiem o uratowanie miasta przed skutkami występków, przed bożym gniewem i unicestwieniem.

Dodałbym to tych trafnych spostrzeżeń i taką oto uwagę. Wiersze Melskiego aż proszą się, by można było je odesłać do wcześniejszej historii literatury. To wobec tego odsyłam do pierwszej poetki świata, sumeryjskiej księżniczki, Enheduanny, u której znajdujemy strofy mierzące się z głównymi problemami epoki. Odsyłam również wiersze Melskiego do hinduskich wed, pełnych blasków i cieni swojego czasu. Właśnie ta wspólnota ducha stanowi wartość najwyższą. Poprzez narracyjny styl literacki, odnajduje poeta dalekie związki ze wspólnotami duchowymi sobie podobnymi. Dzięki temu miłośnicy klasycystycznej literatury znajdą u Melskiego te ścieżki poznawcze, które prowadzą ku czytelniczej satysfakcji. Być może potrzebny jest w tym wielkim kryzysie wartości, jaki nawiedza nasz świat, także i taki poeta, który wyraźnie stanął po stronie życia, które ma sens. A jego biblijne tony niosą nadzieję.

Stanisław Melski, Pater noster qui es (modlitwy, listy, raporty), Klub Muzyki i Literatury, Akwedukt, Wrocław 2025.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *