Osiemdziesiąt lat temu, 8 maja 1945 roku zakończyła się w Europie druga wojna światowa. Osiemdziesiąt lat temu Polska wyszła z tej wojny pokonana, choć to nie z Polską walczono. Ba, Polska była pierwszą ofiarą II wojny światowej.
Ofiarą dwóch totalitarnych sąsiadów – Niemiec i Związku Sowieckiego, którzy działając wespół, dokonali najazdu na nasze państwo. Ale sześć lat później, w maju 1945 roku, sowiecki agresor, był już po stronie zwycięskiej antyniemieckiej koalicji. Zakrawa na ironię? Nie pierwszą i nie ostatnią. Oto podczas podpisania aktu bezwarunkowej kapitulacji z niemieckimi przedstawicielami, w gronie koalicji znalazła się nieoczekiwanie delegacja francuska. Jej obecność w tym gronie wprawiła w osłupienie niemieckich reprezentantów. Do tego stopnia, że zadali oni pytanie, w jakim charakterze Francuzi będą akt podpisywać – zwyciężeni czy zwycięzcy. Było wiadomym bowiem, że Francja po krótkiej walce w 1940 roku została podzielona i część jej terytorium stała się sojusznikiem Niemiec, biorącym aktywny udział w walce po stronie III Rzeszy.
Ironią było nazwanie „zwycięstwem” sytuacji, w której połowa Europy została wchłonięta w strefę wpływów sowieckich. A bezpieczeństwo pozostałej części, czyli Europy Zachodniej, było uzależnione od obecności wojsk amerykańskich na europejskim kontynencie. I ten stan trwa do dzisiejszego dnia mimo, że nastąpił rozpad Związku Sowieckiego i jego wpływów oraz powstała Unii Europejskiej.
W tym czasie Europa „zdipisiała”, jak pisał po wojnie Andrzej Bobkowski. Pisarz antycypował wydarzenia, które rozgrywały (i rozgrywają) się w Europie – zepchnięcia starego kontynentu na margines globalnej dynamiki politycznej, gospodarczej i cywilizacyjnej. I to jest cały obraz tamtego „zwycięstwa”! A co z Polską?
Polska po wojnie znalazła się nie tylko w gronie przegranych. Przegranymi byli Niemcy, bo na to zasłużyli. I tylko przegranymi. Polska, chociaż oficjalnie „zwycięska”, została pozbawiona nie tylko połowy swego terytorium i ponad 6 milionów ofiar ludzkich. Polska straciła status niezależnego państwa, bo tak zadecydowali tzw. nasi sojusznicy. Przypominam – sojusznicy, którzy we wrześniu 1939 roku nie udzielili nam pomocy, a jeden z „sojuszników”, później okazał się być sojusznikiem naszego wroga. Jak na ironię (kolejną zresztą), Polsce po wojnie przypisano „sojusz” z państwem, które dokonało agresji na nasz kraj w 1939 roku.
Na czym więc to „zwycięstwo”, tak chętnie przez niektóre środowiska fetowane, polegało?!