W walce rodzi się styl

Z młodym poetą, Jakubem Fornagielem rozmawia Stanisław Srokowski

Przypomnij swój debiut poetycki. Kiedy to było? Gdzie?

Mój debiut to tomik „Granica Oblicza” – wydałem go własnym sumptem w maju 2020 roku w nakładzie zaledwie stu egzemplarzy. Byłem wtedy nastolatkiem szukającym ujścia dla swojej twórczości w pandemicznej rzeczywistości. Dziś mam do tego wydania ambiwalentny stosunek – z jednej strony żałuję, bo zamknąłem sobie drogę do konkursów na debiut, z drugiej – to ważna część mojej literackiej historii, dla której zachowuję sentyment.

Co się zmieniło w Twoim pisaniu od debiutu?

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dojrzałem (choć ten proces wciąż trwa), mój styl ewoluował – eksperymentuję z formą, porzuciłem rymowane wiersze, staram się być bardziej oszczędny w słowach. Chcę, by sensy kryły się między wierszami, uderzając czytelnika z podwójną mocą. Cel pozostaje ten sam: tworzyć wiersze, które wywołują silne emocje – niech czytelnik wyjdzie z nich albo z miłością, albo z nienawiścią do mnie jako do autora (śmiech). Obojętność to najgorsza możliwa reakcja.

Jaki nurt w poezji jest Ci najbliższy? Dlczego?

Najbliżej mi do poezjikonfesyjnej, choć nie lubię szufladkowania. Ważniejsza jest dla mnie szczerość niż etykietki – stąd też sięganie po narrację, dokumentalny pazur i mieszanie stylów.

Masz swoich mistrzów w liryce? Dlaczego ich cenisz?

Wolę przywiązywać się do wierszy niż do nazwisk, ale kilka postaci ukształtowało mój gust: Bukowski (Bluebird) – za brutalną czułość, Barańczak (Garden Party) – za ironię i precyzję, Ginsberg (Skowyt) – za chaos, który wciąż ma rytm.

Twoja poezja ma charakter narracyjny. Nie uważasz, że nadeszła pory, by poszukać więcej metafor, zwięzłości, dyscypliny?

Tak, moje wiersze są opowieściami – jak „Autobus przeciął pustynię”, czy „Walmart”, ale właśnie w tej narracji kryje się ich siła. Nie rezygnuję z metafor („Echo jej dni obija się głucho w walizce”, „Prozę życia spisaną nieznanym mi kodem”), lecz scalam je z konkretem. To świadomy wybór: chcę, by czytelnik czuł piasek pod stopami i słyszał klakson na Sunset Boulevard, zamiast tonąć w abstrakcji; zwłaszcza, że część z tych wierszy planuję włączyć do powieści. Czy pracuję nad większą zwięzłością? Tak – w „Roztrzaskanym lustrze” czy „Podeptanym ślimaku” każdy wers jest jak cięcie nożem. Ale nie zgadzam się, że narracyjność to brak dyscypliny. To dyscyplina innego rodzaju: kontrolowany chaos, jak w jeździe bez trzymanki przez Stany („Wpadłem w szaleństwo, kiedy pchnięto mnie w otwarte drzwiczki vana”). Metafora nie musi być ozdobnikiem – może być krwawiącą raną („Zasypiające w objęciach betonu”) lub żartem („Super gość! Grałam z Trumpem w golfa”). I choć czasem gubię się w słowach („Dlaczego nie potrafię nic dokończyć?”), to właśnie w tej walce rodzi się styl.

Co chcesz przekazać czytelnikom?

Bierzcie i czytajcie!

Kiedy prawdziwy debiut książkowy?

Mam nadzieję, że jak najszybciej. Jednak to może trochę potrwać, ponieważ kończę obecnie studia (twórcze pisanie i marketing wydawniczy na Uniwersytecie Śląskim) i praca nad pracą magisterską oraz drugi kierunek (gospodarka cyfrowa na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach) mocno ograniczają mój wolny czas. Niemniej wierzę, że do końca roku uda mi się zakończyć prace nad moją debiutancką powieścią.

Dziękuję. Ufam, że nie będziesz musiał pisać wierszy, korzystając ze sztucznej inteligencji. Choć takie próby widzę tu i tam. Ale to zła droga. Uciekaj z niej jak najdalej.

Jakub Fornagiel

WIERSZE

Autobus przeciął pustynię samotną drogą

Wyskoczyłem
Obojętny wobec tego czy nadjedzie kolejny
Ruszyłem szlakiem węży skrytych w piasku
A co gdyby zgubić się pośród gór
I tu kuć słowa niczym szept krzyk szmer
Co odbijają się echem o skalne ściany?
Może tu będą bardziej słyszalne
Gdy nie wystarczy już wyjść na rynek
I dokonać słowo-spalenia
Kilka dni szumu o Tobie
zagłuszy Cię równie szybko co rozsławi
Jak w ogóle ktoś ma Cię dostrzec
W amoku doniesień
Gdy tuż obok robi to samo
Kilku podobnych do Ciebie
Więc nim ruszę w głąb
Pozostawię rozrzucone kartki
Przeobrażę się w miejską legendę
A potem złapię autobus
I odjadę
Nie oglądając się za siebie
Bez ostatecznego celu

Pojechałem do kraju snów

By dowiedzieć się
Że deportowaliby mnie
Jeszcze 60 lat temu
Nieomal mnie nie wpuszczono i tym razem
Na szczęście byłem nie tyle sprytny
Co nieufny
Bo miałem atak 26 kwietnia
A lecieć mieliśmy 24 czerwca
I bez tego czuję się napiętnowany
Po miesiącu eksperymentu z lekiem na adhd
Który przychylił mi nieba
Spędziłem dwa miesiące w piekle otępienia
Biorąc tabsy od pani neurolog na padaczkę
Będąc świadkiem ataku
Krzyk a potem drgawki fotel obok w busie
Przerosło mnie to
Lecz musiałem zarobić studia zdać
I być uśmiechnięty zorganizowany
A także wsparciem
No i napisać nowy wiersz kontynuować powieść
Bym zapomniał
Chciałem zniknąć

Wyruszyłem ulicami dawniej odległymi

Co stało się na krótki moment
10 tygodni namacalne
Odetchnąłem wierząc w przygodę
Która czeka tuż za rogiem
Że będzie co opowiedzieć
Gdy bezdomny szeptał modlitwy aniołów
Co opuściły ulice miasta
Gdy ponosiła mnie ekstaza
Grzałem przez pustynie tchnące mirażami
Co zrodziły się
By zniknąć
Wciągnięte przez nozdrza
Wypuszczone-Odmienione
Przez przypadki
Co plątają się z kartonową walizką po barach
A prawda objawiła się pod marketem
Dopiero na dźwięk klaksonu
Gdy czarnoskóra matka krzyczała
Pytanie którego się najbardziej obawiałem
Czy myślisz że jesteś sam na świecie
Dopiero wtedy dostrzegłem
Jak wielu takich jak ja
Czyha na opowieść wartą utrwalenia

Pogrzebałem ich

Kiedy wychyliłem ostatnie piwo nad mogiłą
Przygasiłem kryptę ostatnim żarem
Zaprowadzili mnie tutaj
Przez kraju bezdroża i obłoki
Wepchnęli do rozpędzonego wozu
Gdy byłem małym świerszczem
Przejąłem kierownicę
Podniosłem walizkę z maszyną
Opuściłem miejsce pamięci
Gdzie pewnego dnia doszczętnie zwietrzeją
Wiersze i opowieści
Zasiedziałem się
Ciało bezwładne umysł zamglony
Palce cierpkie nie chciały krwawić
Wyskoczyłem
Potłukłem się
Lądując znów sam w pustym pokoju
Gdzie spędziliśmy niejedną namiętną noc
Tyle że coś przeskoczyło w głowie
Łatwiej mi uderzać słowem o papier

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *