Administracja 13 grudnia, która reklamuje się swoim rozumieniem prawa, ma również swoje rozumienie gospodarki.
Jeżeli premier chwali się oddaniem do użytku – po dwóch latach budowy – niewielkiego mostu na niewielkiej rzece, to rzeczywiście z gospodarką nie jest najlepiej. Trudno też tłumaczyć, że już trzeci rok z rzędu dochody podatkowe są niższe od planowanych. Mimo wzrostu PKB, brakuje dochodów budżetowych. Zadłużenie rośnie w tempie ponad 1,7 mld zł dziennie, a zadłużenie państwa przekroczyło już 2 bln zł. Perspektywa na koniec 2027 roku też nie najlepsza, bo dług publiczny przekroczy 70% w relacji do PKB.
W ten sposób nasz kraj znalazł się w unijnej procedurze nadmiernego deficytu. Komisja Europejska może realizować ostre mechanizmy interwencyjne. Nie mniej brukselokraci nie uwzględniają największego hamulca gospodarki, jakim jest unijny handel emisjami. KE nie rezygnuje z ambitnych celów redukcji CO2 kosztem konkurencyjności gospodarki, forsując inwestycje dekarbonizacyjne w przemyśle.
Jak na razie tylko 48% ankietowanych opowiada się przeciwko administracji 13 grudnia. Może ona więc liczyć na sporą wyrozumiałość. Wystarczy przypomnieć, że po katastrofie smoleńskiej partia Tuska wygrała wybory w 2011 roku. Teraz premier przekonuje, że „wszystko idzie z planem”, co w praktyce oznacza katastrofę państwa. Zresztą gołym okiem widać, że finanse publiczne są w ruinie, agonia w służbie zdrowia i nieopłacalność produkcji rolnej i przemysłowej. W ostatnich 12 miesiącach zbankrutowało 197 tys. małych firm, a 388 tys. zawiesiło działalność. W tej sytuacji premier „odlatuje” – zapowiadając budowę statku kosmicznego.
Prezydencki minister Paweł Szefernaker sprowadza go na ziemię. Od dawna wiadomo, że obecny premier jest gospodarczym dyletantem – pisze na X. – Teraz próbuje przekonać Polaków, że nałożenie nowego podatku na paliwa sprawi, że ceny na stacjach benzynowych spadną. Zamiast nakładać kolejne podatki, proszę obniżyć VAT i akcyzę, tak jak to robił rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Charakterystyczne, że za rządów PO spółki skarbu państwa pozostają na minusie (przysłowiowy premier-demolka). Nic dziwnego, że notujemy wzrost wynagrodzeń najniższy od 5 lat. Nie pomógł KPO, bo pieniądze nie poszły na inwestycje (m.in. nie rozwinął się przemysł farmaceutyczny). Skorzystała natomiast firma Orange Polska, uzyskując 770 mln zł na szerokopasmowy internet w całym kraju. Zagraniczny gigant został beneficjentem kosztem polskich firm.
Tymczasem Orlen współpracuje z ukraińskim koncernem Nova Post, który uzyskał dostęp do 15 tys. paczkomatów w całej Polsce. Pytanie – czy Orlen nie powinien współpracować z Pocztą Polską? Orlen odpowiada, że zwiększa zyski i zdobywa nowych klientów. Być może – dzięki takiej formie „polonizacji” – obniży ceny paliwa? W każdym razie nastąpiły eliminacja bądź spowolnienie inwestycji. Minister Marchewka zlikwidował komitet ds. inwestycji na śródlądowych drogach wodnych. Jak wiadomo, martwa Odra to interes Berlina. Administracja 13 grudnia hamuje rozwój kraju, symuluje realizację terminala kontenerowego w Świnoujściu. Terminal miał być portem zewnętrznym, punktem przeładunkowym wojsk NATO. Jest blokowany, bo byłby konkurencją dla portów niemieckich.
Przy całej mizerii budżetowo-gospodarczej, wydatki na wynagrodzenia to prawie 70% wszystkich nakładów na służbę zdrowia. Zadłużone szpitale stały się wymarzonym miejscem dorabiania się działaczy partyjnych, na przykład w Akademickim Centrum Zdrowia w Mikołowie sygnalista zgłaszający nieprawidłowości ma być zwolniony. Przypomina do aferę w warszawskim Szpitalu Południowym. Nie brakuje też resortowych kombinatorów. Minister energii Miłosz Motyka usuwa obowiązek informowania na fakturach za prąd o udziale ETS w cenie energii (system ETS to nawet 15-23% ceny końcowej energii). Minister Ireneusz Raś kolekcjonował mikrokawalerki, zarabiając na ich wynajmie. Teraz przygotowuje ustawę o wynajmie krótkoterminowym. Nie widzi konfliktu interesów. Bez refleksji pozostaje też 3161 pracowników TVP w likwidacji (8% więcej niż w ub.r.). Strata netto firmy – 176,3 mln zł (wpływy spadły o m1,1%). Niemiej średnia pensja przekracza 12 tys. zł. Nie można narzekać.
Recesja w przemyśle
Mówienie o „polonizacji”, czy „repolonizacji” gospodarki, gdy ona w kryzysie, a budżet w zapaści, zakrawa na kpinę, ale dla administracji 13 grudnia to normalność. Elektorat można bajerować, resztę zrobią media polskojęzyczne (o ich repolonizacji już dawno zapomniano). Swego czasu Donald Tusk „sprywatyzował” (zniszczył) stocznie, teraz doprowadził do upadłości fabrykę Polimery Police, najnowocześniejszą w Europie. Administracja 13 grudnia przerwała produkcję, a w końcu złożyła wniosek o upadłość (budowa kosztowała 7 mld zł). Niezależnie od tego, diagnozy i prognozy GUS o sytuacji gospodarczej firm przemysłowych w czerwcu były bardziej pesymistyczne niż w maju. Górnicy chcą pilnych rozmów z rządem, gdy branży grozi zapaść. Jastrzębska Spółka Węglowa znalazła się na skraju bankructwa (gdy ustępował poprzedni rząd w 2023 rok na koncie firmy było 8 mld zł zysku). Właśnie największe spółki – JSW, Orlen, Azoty w IV kw. 2025 roku zanotowały łącznie 14 mld zł strat. Nominaci administracji 13 grudnia dobijają państwowe spółki, a premier opowiada o jakiejś „polonizacji”.
Tymczasem wysokie ceny energii to dla konsumentów i klientów rosnące ceny towarów i usług, jak również rachunków za energię. Polska osiągnąła najwyższe ceny energii wśród państw unijnych (drożej tylko w Rumunii i Czechach). To konsekwencja systemu ETS, a nasz kraj jest podwójnie ograniczany. Z jednej strony energetyka w dużym stopniu oparta na węglu (koszty dekarbonizacji), a z drugiej dotowane OZE. Za wszystko płacą odbiorcy. Płaci też przemysł. Rosną koszty energii i opłat za emisję CO2. To kwestia być albo nie być unijnego przemysłu, bo system ETS prowadzi do katastrofy gospodarczej. Nie ułatwia bowiem zielonej transformacji (pomijając utopijność tej koncepcji), natomiast osłabia konkurencyjność gospodarki krajów unijnych wobec krajów azjatyckich, gdzie nie ma krępujących regulacji (Chiny, Indie). Wystarczy wspomnieć, że w 2017 roku tona emisji CO2 kosztowała 5 euro, a obecnie 60-70. Nic dziwnego, że produkcja stali w unijnych hutach jest najniższa w historii. To paradoks, gdy trzeba produkować stal na uzbrojenie, sieci energetyczne, turbiny wiatrowe czy samochody. W tej sytuacji „polonizacja” polskiego przemysłu polegałaby na odejściu od systemu ETS, ale w tej chwili trudno to sobie wyobrazić.
Jak na razie administracja 13 grudnia poprzestaje na likwidacji branży drzewnej i meblarstwa. Resort klimatu jest konsekwentny – od 2027 roku blisko 800 tys. ha lasów będzie wyłączonych z pozyskiwania drewna. Dotychczas polska branża drzewna i meblarstwo były unijnym liderem. Teraz przemysł meblarski, tartaczny, płytowy i papierniczy traci swoją przewagę rynkową i impet rozwojowy. Resort klimatu zapomina, że drewno jest surowcem ekologicznym. Odmawiając pracy firmom, umożliwia rugowanie ich przez zagranicznych przedsiębiorców. Taka to forma „polonizacji” wdrażana przez ekologistów.
Pułapka ekologizmu
Gdy resort klimatu zajmuje się dobrostanem niedźwiedzi (16 mld zł na ich humanitarne odstraszanie), mimo że zagrażają ludziom, to nie zapomina też o wilkach. Podobnie brukselokraci – przyjęli strategię ochrony różnorodności biologicznej do 2030 roku. Nie zważają na to, że populacja zwierząt przekracza naturalne pojemności środowiska. Nie zauważyli, że już wykształciła się miejska odmiana dzika. Za szkody powodowane przez dzikie zwierzęta, nikt nie chce płacić, a myśliwi obawiają się koniecznego odstrzału ze względu na histeryczną reakcję mediów.
Tymczasem rolników niepokoi także malejąca rentowność przetwórstwa rolno-spożywczego. W ostatnich 30 latach zniknęło z rynku 200 zakładów mleczarskich, bo coraz trudniej sprostać taniej produkcji spoza UE. Rosnące ceny energii i paliwa utrudniają działalność firm rolno-spożywczych. Niemniej wartość eksportu polskiego nabiału przekracza 4 mld euro, a krajowe firmy należą do najnowocześniejszych na rynku unijnym. Problemem są spadające ceny skupu. Według GUS w czerwcu br. spadły one do 1,8 zł za litr. To początek końca, tym bardziej że wielkie sieci handlowe dyktują ceny.
Nie inaczej jest z hodowlą wieprzowiny, w której polskie firmy znajdowały się w unijnej czołówce. Opłacalność produkcji mięsa wieprzowego spada, co widać po ilości stad hodowlanych. Kiedyś było ich ponad 200 tys., teraz – 42 tys. Ograniczanie produkcji rolnej oznacza przecież zmniejszenie suwerenności żywieniowej państwa.
Przetrwać
Gdy wielkie sieci toczą wojny promocyjne, to deregulują rynek detaliczny. Małe sklepy są zagrożone, także z powodu rosnących kosztów energii i transformacji energetycznej, wdrażania systemu kaucyjnego. Tak, jak za „pierwszego Tuska”, tak i teraz mali i średni handlowcy z niepokojem myślą o perspektywach działalności. Generalnie w gospodarce rośnie liczba upadłych przedsiębiorstw. Pod koniec 2025 roku liczba zawieszonych firm przekroczyła 850 tys. (15% wszystkich). Bezrobocie przekroczyło 6,1%. Administracja 13 grudnia nie przeciwdziała kryzysowi gospodarczemu, pracownicy nie protestują. Pomysły klimatyczne brukselokratów realizują się za cenę ubytku miejsc pracy, bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego. Kryzys atakuje wszystkie branże, nawet ceramikę, niszczoną przez regulacje brukselskie i nieuczciwą konkurencję.
Jak na razie rozprawiający o „polonizacji” gospodarki nie biorą pod uwagę tzw. czynnika ludzkiego. Przedsiębiorcy poszukują pracowników, często z egzotycznych krajów, gdy na terenach byłego Związku Sowieckiego pozostało tysiące obywateli II RP. Repatriacja przebiega jednak z oporami i w ślimaczym tempie. Gdyby przyjmować rocznie 900 osób z Kazachstanu, to potrzeba 20 lat, by zakończyć ten proces. Na lata 2024-2026 przewidziano na repatriację 137 mln zł, co pozwoli sprowadzić z Kazachstanu ok. 1600 osób. Można też skorzystać z 20-milionowej Polonii, gdyby powstał program powrotu Polaków z zagranicy. Ale przy takich rządach?!