Pojęcia „American dream” (amerykański sen) i sukces są kojarzone jednoznacznie: znakomita kariera zawodowa, głównie w biznesie, i pieniądze. W Ameryce udało się to milionom ludzi, w tym milionom emigrantów. Elon Musk, pierwszy bilioner ma świecie, emigrant z RPA, jest tutaj doskonałym przykładem. Jednakże według nowego sondażu coraz mniej Amerykanów uważa, że każdy może zrealizować „amerykański sen”.
Dzisiaj percepcja powodzenia w życiu się zmienia. „Sukces często staje się zarzewiem przyszłej porażki. Takie właśnie niebezpieczeństwo grozi obecnie Ameryce” – pisze na portalu The Patriot Post Wiktor Joecks. Dostrzega on pewien schemat, który daje się zauważyć w niektórych rodzinach. „Jedno pokolenie – wyjaśnia – wychodzi z biedy, ciężko pracując i czyniąc wyrzeczenia, by zapewnić dzieciom wykształcenie. Drugie pokolenie zna trudy ubóstwa, a jednocześnie dysponuje lepszymi perspektywami na osiągnięcie sukcesu finansowego – i rzeczywiście dobrze sobie radzi pod tym względem. Trzecie pokolenie ma przed sobą mnóstwo możliwości, lecz brakuje mu motywacji do podejmowania drobnych, codziennych wyrzeczeń, które prowadzą do sukcesu. Pokolenie to trwoni rodzinny majątek. Zjawisko to doczekało się nawet własnej nazwy: klątwa trzeciego pokolenia.”
Jest w tym dużo prawdy, bo zjawisko jest łatwo zauważalne.
Wielkie zmiany
Ameryka, jak każde państwo, przeszła ogromną ewolucję. W ostatnich 50 latach zmieniła się struktura społeczna i ideologiczna. Generalnie, po pierwsze, w kraju ubywa białych ludzi, po drugie – młodsze pokolenia zachłysnęły się lewicową ideologią. Czym jest amerykański sen? Pisze o tym Liz Peek na portalu Fox News: „Termin ten został po raz pierwszy użyty w 1931 roku przez historyka Jamesa Truslowa Adamsa, który w swojej książce „The Epic of America” opisał społeczeństwo, w którym każdy – niezależnie od pochodzenia czy statusu rodziny – może swobodnie dążyć do realizacji swoich marzeń i ambicji, ograniczony jedynie własnymi możliwościami. Obietnica ta, sformułowana w samym środku Wielkiego Kryzysu – w czasie, gdy wiara w kraj sięgnęła dna – była wówczas równie prawdziwa i podnosząca na duchu, jak jest dzisiaj.”
Czy naprawdę tak jest? Badacze ustalili, że Amerykanie najczęściej kojarzą „amerykański sen” z bezpieczeństwem finansowym, ochroną praw i wolności, posiadaniem własnego domu oraz możliwościami awansu społecznego. Priorytety te pozostały w dużej mierze niezmienne w różnych grupach demograficznych i politycznych. W czasie gdy Stany Zjednoczone obchodzą 250. rocznicy swojego powstania (4 lipca), nowe badanie wskazuje, że Amerykanie pozostają głęboko przywiązani do idei „amerykańskiego snu”, mimo że coraz mniej osób wierzy w jego równą dostępność dla wszystkich.
Badanie „State of the American Dream 2026” (Stan amerykańskiego snu), przeprowadzone przez instytut Gallupa oraz Milken Center for Advancing the American Dream, wykazało, że zaledwie 46% dorosłych Amerykanów uważa, iż „każdy w kraju ma szansę na realizację amerykańskiego snu” – co stanowi spadek o 5 punktów procentowych w porównaniu z rokiem 2024. Mimo tego spadku, Amerykanie nadal wyrażają silne przekonanie o znaczeniu tej kluczowej dla narodu aspiracji. Badacze odnotowali znaczną rozbieżność między osobistym optymizmem a ogólnym postrzeganiem dostępnych szans. Wielu Amerykanów wyrażało bowiem obawy, że systemy i instytucje nie zapewniają równego dostępu do sukcesu.
Warto zaznaczyć, że badanie uwypukliło również różnice między imigrantami a osobami urodzonymi w USA. Dorośli urodzeni poza granicami USA wykazywali większy optymizm co do przyszłości kraju, częściej wierzyli, że ciężka praca prowadzi do sukcesu, spodziewali się lepszego życia niż to, które mieli ich rodzice oraz pozytywnie oceniali przyszłość. Naukowcy stwierdzili, że choć przekonanie o równym dostępie do szans osłabło, Amerykanie wciąż postrzegają „amerykański sen” jako kluczowy ideał narodowy.
Marsz lewicy
Jeśli zaledwie 46% Amerykanów „zdecydowanie” lub „częściowo” zgadza się ze stwierdzeniem, iż „każdy w tym kraju ma szansę na realizację amerykańskiego snu”, to coś musiało się stać. Społeczeństwo jest inne i gospodarka jest inna, podlegają naturalnym zmianom. Tym dodatkowym, a być może najważniejszym, czynnikiem jest ideologia. Od dziesięcioleci trwa lewicowa rewolucja przeprowadzana przez instytucje, szkolnictwo i kulturę.
Wpajanie ludziom, że Ameryka jest krajem złym, bo zbudowanym na krzywdzie człowieka, na rasizmie, homofobii, na dominacji białego człowieka i religii musi przynosić efekty. „Politycy lewicy przekonali te osoby (w większości młode), że amerykański sen umarł – pisze wspomniana Liz Peek. – Postępowy senator z Vermont, Bernie Sanders, oraz jego ideologiczni sojusznicy chcą wmówić ludziom, że w USA nie da się odnieść sukcesu, ponieważ szanse są z góry nierówne, a system działa na naszą niekorzyść. Podczas swojej trasy Oligarchy Tour w 2025 roku Bernie twierdził, że amerykański sen zamienił się w koszmar, a miliarderzy tak ustawili system, by uniknąć odpowiedzialności przed nami.”
Autorka podaje kolejny przykład: „Reprezentująca Nowy Jork kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez – demokratyczna socjalistka towarzysząca Berniemu w kampanii – również sięga po tę ponurą retorykę, przekonując słuchaczy, że cały program polityczny prawicy opiera się na okłamywaniu i krzywdzeniu Amerykanów z klasy pracującej i średniej; chodzi o to, by okradać fundusze przeznaczone na opiekę zdrowotną, ubezpieczenia społeczne i świadczenia dla weteranów, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczać na obniżki podatków dla najbogatszych oraz na ratowanie finansowe swoich kumpli – kryptomiliarderów”.
Donald Trump miał powstrzymać radykalną lewicę i trochę mu się udaje. Jego hasła powrotu do zdrowego rozsądku i tradycyjnych wartości przyniosły mu wiele głosów. Ale to wciąż za mało. „Progresywne” i wychowane na utopijnych obiecankach pokolenia młodych Amerykanów powoli dochodzą do głosu, inaczej myślą o kraju.
Dlaczego lewica chce podważyć wiarę w „amerykański sen”? „Ponieważ – pisze dalej Liz Peek – dąży do władzy i wie, że budowa oraz nadzorowanie rozbudowanego państwa opiekuńczego, nastawionego na potrzeby osób, które się poddały, tę władzę im zapewni. Naród ludzi samodzielnych, niezależnych i odnoszących sukcesy nie będzie szukał pomocy u Berniego Sandersa czy rządu, natomiast naród pozbawiony nadziei zadowoli się korzystaniem z dobrodziejstw Wujka Sama.”
Ameryka musi być inna niż choćby 50 lat temu i wciąż jest wielkim społecznym eksperymentem. Szkoda, że idącym w złym kierunku. „Nie znaleźliśmy się w tym miejscu z dnia na dzień – zauważa Roger Helle na portalu Patriot Post. – Wychowaliśmy kilka pokoleń w przekonaniu, że Ameryka jest zła, a socjalizm czy marksizm wszystko naprawią. Gdyby Amerykanów uczono o rzeczywistych skutkach komunizmu – o dziesiątkach milionów zamordowanych ludzi – nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy dzisiaj.” I podpowiada od razu co dalej. „Ameryka powstała w oparciu o zasady biblijne – wyjaśnia. – Ludzie głęboko wierzący stworzyli dokument niepodobny do żadnego innego: Konstytucję. Jeśli powrócimy do tych wartości i zasad, którymi powinniśmy się kierować, a do tego dołączymy nieustanną modlitwę, Ameryka może nadal być wielka. Jak ktoś, kto służył temu narodowi, przelewał za niego krew i go bronił, wierzę, że zawsze był on wielki!”
Tak, Ameryka, to wielki kraj a Amerykanie, to wielki naród. Wciąż istnieje szansa, że tak pozostanie. Wystarczy jedynie trzymać się dawnych wartości.