Искусство мяса

[ros. czyt. Iskusstwo miasa, pol. sztuka mięsa]

Zdarzyło się to w lipcu 1956 roku nad Newą. Grupa kilkorga polskich studentów z wrocławskiej uczelni plastycznej w nagrodę za osiągnięcia naukowe uzyskała pobyt studyjny w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w Petersburgu to jest w Leningradzie (Ermitaż) i w Moskwie (Galeria Trietiakowska, Muzeum Puszkina).

Właśnie po wizycie w Ermitażu po wzruszaniach ze spotkania historycznych światowych rewelacji malarstwa i rzeźby, m.in. „odziedziczonych” zresztą przez Rosję z dawniejszych polskich kolekcji, młode towarzystwo udało się na obiad do mieszczącej się nieopodal restauracji. W sali restauracyjnej było pustawo. Przy dwóch stolikach nasza młodzież zastanawiała się co wybrać w granicach możliwości finansowych i bez ryzyka dla żołądka. Stanęło na tym, że najlepszym daniem byłaby znana w Polsce „sztuka mięsna” – prosta w przyrządzaniu bez wymyślnych dodatków, porcja gotowanej świniny z ziemniakami puree. Zamówienie powierzono Kazimierzowi Głazowi, znanemu z talentów poliglotycznych.

Najpierw Adam Krzemieniewski skinął na młodego kelnera z wezwaniem Garçon (chłopcze), a następnie Kazio Głaz zaordynował: Papraszu wino i frukty i iskusstwo miasa. Młody funkcjonariusz najpierw zaniemówił na moment, a potem skinął głową i ze słowem „tak toczno” zrobił w tył zwrot i podszedł najpierw do starszego kelnera składając mu raport. Starszy pan, pamiętający zapewne czasy przedrewolucyjne, podszedł niespiesznie do stolika z polskimi gośćmi i powiedział: Proszu proszczienija no w dannyj momient u nas niet iskusstwiennogo miasa. Po etomu ja by riekomiendował otlicznoju swininu i wkusnoju gowiadinu. Ceny były przystępne. Wybrano „boef Strogonoff”, wino i frukty.

Oto pułapki przekładu. „Sztucznego mięsa” w tym momencie akurat nie było.

Coś w tym rodzaju zdarzało się, gdy dochodziły do nas poważne wieści o nowych ideach w sztuce Zachodu. I tak na przykład Wiele Tęgich Głów zajmowało się egzegezą tekstu, a właściwie samego tytułu broszury wydanej w USA przez Josepha Kossutha pt. Art after philosophy. Normalnie czytałoby się to po polsku jako Sztuka według filozofii albo filozofów, co potwierdzałaby zawartość książeczki złożonej z wyróżnionymi kolorem cytatami z pism różnych filozofów (ich złotych myśli) od starożytności do czasów nam współczesnych. Ale przecież tak po prostu nie można!

Dociekano więc głębi, że to sztuka ma postępować po filozofii (która to filozofia się właśnie kończy), lub iść w nurcie postępu ku nowej filozofii, która właśnie ze sztuki powstaje. I tak sobie dywagowano, przepraszam – tworzono warszawską szkołę konceptualizmu. Nasi eksperci tłumaczyli słowo za słowo; jak art to sztuka.

I tak nabyłem swego czasu w USA ładnie wydaną książkę, niezbyt drogą i niezbyt grubą, ale w formacie A4, twarda okładka, kolor, a tytuł Art of carving. Tłumacząc w duchu naszych teoretyków sztuki miałaby ta książka opisywać „sztukę rzeźbienia” czyli metodologię pracy rzeźbiarza. Interesting. Isn’t it? Zawierała zaś świetnie ilustrowaną instrukcję podziału tuszy świńskiej i wołowej.

Rzecz w tym, że po lekcji udzielonej nad Newą wrocławska neoawangarda zyskała wskazanie, aby nie brać wszystkiego tak wprost, słowo za słowo. Nasi drodzy warszawscy lub poznańscy „wiedzący”, ale „nie widzący” poszli swoją drogą, a my swoją. Bo też mieliśmy już doświadczenie i wskazania sensybilistów. Promotorzy tego nowego ruchu artystycznego i nowych idei wrócili właśnie znad Newy. Ani Wschód ani Zachód.

Gdy dzisiaj nad Odrą i nad Wisłą Wyjątkowo Tęgie Łby – przepraszam – Głowy zastanawiają się nad udzieleniem „artystom” państwowego wspomagania i powstaje poważny problem określenia „kto jest artystą” przychodzi nam z pomocą wieść znad Sekwany, z restauracji „Savoy”. Oto nowym członkiem „Zgromadzenia Nieśmiertelnych” czyli Akademii Francuskiej został obrany pan Guy Savoy. Jego dociekliwy umysł oraz wieloletnie relacje z licznymi artystami będą nieocenione dla Académie des Beaux-Arts i realizacji jej misji – tak zapewnia Laurent Petitgirard, secrétaire perpétuel de l’Académie. W uzasadnieniu Akademia wskazuje, iż: Wybierając Guya Savoya, Académie des Beaux-Arts uhonorowała nie tylko jednego z najwybitniejszych przedstawicieli francuskiej gastronomii, lecz także humanistę i miłośnika sztuki współczesnej, który przyczynia się do międzynarodowej renomy naszego kraju – czego dowodem jest jego zaangażowanie w wpisanie francuskiego posiłku gastronomicznego na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. A sam uhonorowany kucharz skromnie oświadczył: Jestem rzemieślnikiem, a może i artystą dzięki mojemu wyborowi. Dla naszych intencji wspomagania polskich wysoko postawionych decydentów podamy tekst tego oświadczenia we francuskim oryginalnym brzmieniu: Je suis un artisan, et peut-être même un artiste, grâce à mon choix. (podkreślenie Z.M.)

Język francuski ma to szczęśliwe idiomatyczne połączenie i rozróżnienie jednocześnie pomiędzy rzemieślnikiem (l’artisan) a artystą (l’artiste). Pan Guy Savoy jest pewny tego, że jest rzemieślnikiem, a być może i artystą o czym świadczy wybór do zacnego grona „nieśmiertelnych”. Tak jest w istocie, bo artyści są rzemieślnikami, ale jak wskazuje George Kubler, pracującymi dla odnowienia formy w materii. Podobnie definiuje pojęcie i rolę artysty św. Jan Paweł II, gdy pisze swój List do artystów, ale przecież nie adresuje go „do artystów”, lecz: Do tych, którzy z pasją i poświęceniem poszukują nowych epifanii piękna, aby podarować je światu w twórczości artystycznej. Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział.

To wielkie uznanie i hołd złożony ludzkim talentom, ale i wybór tylko tych, którzy poszukują nowych epifanii piękna. Gdyby nie było rzemieślników wytwarzających obrazy, figury, widowiska i zajmujące teksty, gdybyśmy nie potrzebowali tych światów konstruowanych przez człowieka na użytek zabawy, nie byłoby dzieł sztuki. Wiemy, że u źródeł tej aktywności są pradawne początki wierzeń i idei religijnych, aktywność wytwórcza i potrzeby komunikowania się. Cała tradycja kultury składa się na to, aby w pewnym momencie Kwintylian (I w. po Chr.) mógł zapytać: Za co cenimyDyskobola” Myrona? – i odpowiedzieć: Za ruch miotacza, bo nowy i trudny. Tymczasem przeglądając czasopisma, gazety i książki napotykam niejako bezwarunkowe tytułowanie jako artystów autorów mniej lub bardziej udatnych malunków, wierszyków i melodyjek itp. a nawet, pod reprodukcją znajduję „artysta nieznany” zamiast „malarz nieznany”.

Dzieło Ludwiki Ogorzelec

Artyści to jednak rzemieślnicy wyjątkowi. Iluż ich może być dzisiaj w Polsce? Może dwudziestu (w różnych dziedzinach), a może ani jednego. Bowiem wartość estetyczna, jak pouczał nas prof. Stanisław Ossowski, jest demokratyczna, ale subiektywna, natomiast wartość artystyczna jest arystokratyczna i obiektywna i wymaga odkrycia i uzasadnienia.

Dlatego zapewne: …jedyną rasą ludzką, która nie może oderwać się od dat, jest rasa twórców sztuki. Musi nie tylko wyjść poza przeszłość bezpośrednią, reprezentowaną przez dotykalne świadectwa, ale odgadnąć śpiew i formę tych, którzy przyjdą później stwarzając nowe świadectwa z pełną świadomością tego, co zostało zrealizowane aż do naszych czasów (Alejo Carpentier, Podróż do źródeł czasu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *