Mijanie się z prawdą poprzedza zagłuszanie sumienia

U progu 60. rocznicy zbrodni wołyńskiej, w czerwcu 2001 roku, Jan Paweł II apelował o pojednanie poprzedzone rachunkiem sumienia. Dwa lata później, w czasie pamiętnej pielgrzymki do Lwowa wypowiedział te słowa „Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności.” Odnotowałem je wówczas jako uczestnik Mszy świętej łacińskiej na lwowskim hipodromie na Sichowie.

Rzeź Humania na rycinie

Oczyszczenie pamięci wymaga zaangażowania sumienia. Najnowszy dyskurs związany ze zwrotem znamienitych orderów dowodzi, że o sumienie w nim właśnie chodzi. Prawda o wydarzeniach na kresach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej nigdy nie była biało-czarna, a dokładniej rzecz biorąc w podwójnym znaczeniu tego słowa: biało-czerwona. Historia – a zwłaszcza jej opis narracyjny, fachowy, czy też dla doraźnego lub strategicznego celu politycznego – lubi stawiać tezy albo skomplikowane albo wręcz uproszczone.

W pierwszym odruchu chciałem tu podać relacje z rodzinnego miasta mego Dziadka, Buska, by nie korzystając z podręczników historii zadać kłam ukraińskiej manipulacji. Ale długo byłoby o tym mówić… Dotrzeć do prawdy narracyjnej, niejako z drugiej ręki, jest trudniej. Dziś fachowym oglądem mogę skompletować inne relacje, skonfrontować właściwe oceny historyczne. Natomiast do prawdy ogólnej można dojść dość łatwo, choć ścieżka do niej bywa kręta. Ale mimo pokrętnych interpretacji i zacierających się w świadomości odbiorców faktów, cel polityczny ukraińskich oprawców był jasny – ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej na Ukrainie. Choć nie zawsze było wiadomo, kto okazał się personalnie oprawcą w danym miejscu i jakie były jego rzeczywiste intencje: czy tylko ślepa nienawiść, czy chęć łatwego wzbogacenia się resztkami chudoby ofiar, czy też przymus organizatorów rzezi.

Kardynał Lubomir Huzar był pierwszym metropolitą kościoła grekokatolickiego, który rzekł „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Uczynił to publicznie w słynnej deklaracji pojednania wygłoszonej przed Ojcem Świętym 27 czerwca 2001 roku. Byłem tam wówczas i pamiętam, a wiem to od dawna, że przebaczenie zawiera fundamentalny warunek: rachunek sumienia. Przebaczenie nie eliminuje prawdy, tylko ją umacnia, nawet jeśli jest trudna do zrozumienia i nie zawsze „biała”. Sumienie powinno być czyste i tak jak prawda nie niweluje pamięci. Pamięć bywa ulotna i niejednoznaczna. Ale każdy ma prawo do pamięci, zarówno ofiary, jak kaci.

Zatem istotą jest prawda i sumienie. Prawda bywa skomplikowana, fakty niejednoznaczne w ocenie, ale sumienie zawsze jest pewne. Odwołuje się do wolnej woli i człowieczego prawa wyboru. Zarówno Polacy jak Ukraińcy w omawianym kontekście dobrze znają tragizm wyboru. W połowie ubiegłego wieku i dziś kwestia sumienia stoi po stronie ukraińskiej. Czasem za imperatyw sumienia Ukraińcy płacili najwyższą cenę, najczęściej śmierć w wymyślnych, okrutnych torturach z rąk swoich rodaków.

W tym miejscu można odwołać się do statystyki. Wśród ofiar Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN) przewodzącej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na drugim miejscu po Polakach są Ukraińcy. O wiele liczniejsze żydowskie ofiary ludobójstwa ukraińskiego na Kresach, to głównie działania ukraińskich formacji współpracujących wprost z Niemcami. Nie należy jednak zapominać o „spontanicznym” udziale ukraińskim w tzw. dniach Petlury, to jest o wstrząsającym pogromie ludności żydowskiej we Lwowie zrealizowanym przez ukraińskich cywilów niemal zaraz po wkroczeniu Niemców i ich ukraińskich pomocników w końcu czerwca 1941 roku. Dodam, że takie pogromy w mniejszej nieco skali miały miejsce też w innych miejscowościach galicyjskich.

Jednak statystyka bywa czasem zawodna, a konstatacja, że OUN/UPA zabiła mniej Żydów niż Polaków problematyczna. Jak łatwo zatem manipulować kontekstem historycznym. Przywołam kilka kontrowersyjnych postaci z tych strasznych czasów dla narodów na Kresach. Wspominam tu rodzinę Szeptyckich, nie tylko generała Stanisława i metropolitę grekokatolickiego Andrzeja. Dodam kontrowersyjne nazwiska narodowców ukraińskich: Kost Łewycki, gen. Pawło Szandruk, a także nacjonalistów z OUN: Roman Szukewycz, gen. Wasyl Kuk czy Sława Stećko, żona jednego z ideologów politycznych OUN. Czy wymienieni oraz wielu innych stanęło w prawdzie i przyjęło imperatyw sumienia? Niewielu!

Ukraińscy ochotnicy do SS Galizien

Świat, zwłaszcza szeroko pojętego Zachodu, dowiedział się o ludobójstwie ukraińskim na Wołyniu i dawnej Galicji wschodniej dzięki najnowszym gestom związanych z orderami państwowymi. Omawia kontekst historyczny, w Polsce dobrze znany.

Ludobójstwo ukraińskie na Kresach nie podlega dyskusji. Zostało zaplanowane i zorganizowane przez OUN rękami UPA, samoobrony ukraińskiej oraz w sporej części nienawistnego wszystkiemu co polskie zmanipulowanego nacjonalistycznie ukraińskiego chłopstwa, czasem bezpośrednich sąsiadów ofiar. Sposób organizacji rzezi i egzekucji nie powinien być zaskakujący. Odwoływał się do wcześniejszych wydarzeń na wschodniej i południowej Ukrainie, do „rewolucji chłopskiej” o zabarwieniu anarchistycznym z lat 1918-1920. Długo przed powstaniem OUN i UPA powzięto z tych czasów symbol czerni i czerwieni, wykorzystano pieśni narodowe, w tym Strzelców Siczowych. W tych latach również mordowano bez różnicy wieku i płci ludność wiosek uznaną za wrogą. Niszczono wraz z ludnością nie tylko pałace, folwarki i chutory polskie na Podolu. Puszczano z dymem wioski kolonistów traktując ich jako obcych. Oprócz zbiorowych morderstw, wywoływano efekt panicznej ucieczki mieszkańców, a towarzyszące im zniszczenia miały całkowicie zatrzeć historyczną kulturową obecność stworzoną przez ofiary i ich przodków.

Wśród wielu Ukraińców dziś, w celu zatarcia historycznej prawdy, omawia się „polską okupację”, którą bez skrupułów utożsamia się z wielowiekową obecnością Polaków na Kresach. Wspomniana „rewolucja chłopska” miała znamiona „czystki etnicznej” i właśnie na jej przykładzie Rafał Lemkin sformułował kryteria genocidum atrox – zbrodni ludobójstwa.

Niemal sto lat temu nacjonalizm ukraiński dodał przymiotnik – „narodowy”, „integralny” – wzorując się na narodowo-socjalistycznym, czyli hitlerowskim, pojęciu rewolucji narodowej. W obu przypadkach, niemieckim i ukraińskim, chodziło o to, by w jej wyniku stworzyć nowy, „czysty” twór społeczny podległy bezwzględnie ideologii. W ukraińskim ujęciu nacjonalizm integralny skierowany był nie tylko przeciwko obcym, lecz również przeciwko tej części ludności ukraińskiej, która nie podzielała nacjonalistycznych poglądów. Problem sumienia został wyrugowany, jak dowodzi katechizm ukraińskiego nacjonalisty opublikowany przez OUN.

Zbrodniczość OUN właśnie na tym głównie polegała, by sumienie nie było przeszkodą dla „narodowej rewolucji.” Odwoływano się do kozackich przykładów powstań chłopskich. I dziś przywołuje się na Ukrainie: nie tylko Powstanie Chmielnickiego czy koliszczyznę, wraz z rzezią Humania 20 lub 21 czerwca 1768 roku. A jakże – wydarzenia w Humaniu przypominają działania nacjonalistów na Wołyniu i Galicji Wschodniej, w latach 1943-47. Odczytajmy na nowo „Sen srebrny Salomei” Juliusza Słowackiego, czy choćby epizod związany z zamordowaniem własnych dzieci przez jednego z przywódców powstania, Iwana Gonty, który opisuje wieszcz ukraiński Taras Szewczenko w eposie „Hajdamacy”. Środkiem stała się masowa rzeź, rzadziej skrytobójstwo połączone z niebywałym okrucieństwem, wzorowane na metodach hajdamackich, po to, by wroga, najczęściej bezbronnego cywila, zniszczyć lub przynajmniej zmusić strachem do nagłego opuszczenia miejsca zamieszkania.

Z politycznego punktu widzenia metoda ta i strategia okazały się skuteczne. Drugi, zamierzony przez nacjonalistów skutek, to konsolidacja społeczna oparta na współuczestnictwie w zbrodni. Ten temat dość skutecznie jest z świadomości ukraińskiej blokowany w edukacji i w dyskursie historycznym. Bardzo niewiele, jeśli w ogóle, młody lub w średnim wieku Ukrainiec wie, co zdarzyło się w zachodnich obwodach Ukrainy w czasie II wojny światowej i bezpośrednio po niej. Można zaryzykować twierdzenie, że w ciągu ostatnich 30 lat wobec obecnego pokolenia manipulacja historyczna ociera się o absurd, gdzie w miejscach zbrodni na Polakach wystawia się bezrefleksyjnie pomniki dowódcom oprawców jako bohaterów narodowej sprawy. Krew ofiar zmywa się niepamięcią lub świadomym milczeniem.

Nie jest jednak prawdą, że znaczna większość ukraińskich obywateli popiera etos banderowski. Wschodnia i południowa Ukraina ma krytyczny stosunek do Bandery i ogólnie do tendencji nacjonalistycznej. Inaczej jednak podchodzi do tego problemu państwo ukraińskie. Buduje mit państwotwórczy na etosie walki antysowieckiej, dokonując systematycznie w młodym pokoleniu „czystki” w świadomości historycznej. Równie niepokojąca jest manipulacja symetryzmem, którą niestety powielają nawet niektóre środowiska polskie. Przyjmują bowiem, że była to walka wzajemna między Polakami a Ukraińcami, a ściślej między partyzantami. Dla przyszłości dyskursu i pojednania gorszące jest przyrównanie nacjonalistycznych zbrodniarzy ukraińskich do Armii Krajowej czy polskiej samoobrony na Kresach. Wyraźnie należy podkreślić, że sumienie nie zna ani pojęcia symetryzmu, ani waloru statystyki. Sumienie odnosi się do osoby ludzkiej.

Trzeba stanąć w prawdzie i z czystym sumieniem. Na krętych ścieżkach ukraińskich podążają też ludzie, którzy to rozumieją. I należy im oddać szacunek, podobnie jak tym Ukraińcom, którzy ryzykując życiem swoim a często rodziny, ostrzegali lub wręcz ratowali swoich polskich sąsiadów z opresji. Ich sumienie jest czyste!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *