23.06.2026 Mateusz Morawiecki w kanale Zero
Jacek Prusinowski: Panie premierze, odwołanie Zarządu Szpitala Południowego, odwołanie Rady, śledztwo prokuratorskie, odejście z Koalicji Obywatelskiej, lekarza – milionera. Czy to są wystarczające konsekwencje, jakie powinny mieć miejsce po aferze szpitalnej?
Mateusz Morawiecki: To nie jest taka prosta afera szpitalna, to jest afera, która ma bardzo konkretne barwy partyjne, barwy Platformy Obywatelskiej. Bardzo wyraźnie widzimy tutaj pewien układ, że ręka rękę myje, że kasta kryje kastę. Jeśli naprawdę chcielibyśmy wyciągnąć konsekwencje i Tusk zdymisjonowałby Kierwińskiego i odsunął Trzaskowskiego od zarządzania Platformą w Warszawie, to mielibyśmy tutaj do czynienia z otwarciem drzwi do stajni Augiasza. A wiemy, jak trzeba było tę stajnię czyścić.
Jakie ma pan dowody na to, że Marcin Kierwiński, sekretarz generalny Koalicji, szef warszawskich struktur tej partii, szef MSWiA, miał jakikolwiek związek z tym?
Dowodami zajmie się prokuratura, zwłaszcza jeśli będzie to prokuratura niezależna. Konsekwencje polityczne powinny być wyciągnięte. Pan Kacprzyk wielokrotnie pojawiał się z prominentnymi działaczami PO, łącznie z Donaldem Tuskiem. To co powinno zostać podkreślone, to, że był to czołowy działacz samego kierownictwa Platformy, bo jeżeli ktoś jest szefem młodzieżówki, to znaczy, że cieszy się zaufaniem najważniejszych osób w danej partii.
Posłanka Małgorzata Pępek z Koalicji Obywatelskiej miała się wepchnąć w szpitalu w Żywcu na badania poza kolejką i miała zachowywać się w sposób nieprzyjemny wobec władz szpitala, kiedy zarzucano jej takie działanie. W tej sprawie coś się powinno wydarzyć?
To jest tylko kolejny przykład arogancji tej władzy. Tworzy się wokół niej chaos, brak zdolności do rozwiązywania problemów. Premier nie zarządza, tylko pozwala, żeby państwo dryfowało. To jest kolejny przykład braku odpowiedzialności premiera za całość służby zdrowia. Chcę zwrócić uwagę, że zostawiliśmy Narodowy Fundusz Zdrowia z nadwyżką 14 miliardów złotych. Teraz pani minister zdrowia mówi, że brakuje 23 miliardów złotych. Stąd są coraz dłuższe kolejki do reumatologów, endokrynologów, do kardiologa, czy na tomograf, czy rezonans. Nie możemy godzić się na to, żeby takie czarne owce jak pan Kacprzyk, udawały, że pracują. Trzeba wyczyścić te patologie.
A jeżeli chodzi o zarobki lekarzy? Bo jak pan mówił, że są czarne owce, które zarabiają niewyobrażalne krocie?
Powinien być limit płac, jeżeli chodzi o służbę zdrowia, jeśli chodzi o lekarzy. Powinny być maksymalne stawki, które ograniczą patologie takie, jak w aferze Platformy Obywatelskiej, w aferze Kasprzyka. Mam na myśli kilka mechanizmów. Po pierwsze powinniśmy doprowadzić do tego, żeby wszystkie warunki umów każdego lekarza w Polsce trafiały do centralnego repozytorium danych. Wtedy bardzo szybko będzie można wyłapać takie patologie, takie sitwy. Kolejna rzecz to centralna baza konkursów, które są ogłaszane po to, żeby nie można było zatrudniać krewnych i znajomych, a potem ręka rękę myje i przykrywają wzajemnie różnego rodzaju przewały. Potrzebny jest również jeden system, który będzie w sposób spójny pokazywał, gdzie dany lekarz jest zatrudniony w publicznej służbie zdrowia. Jak ktoś chce prywatnie pracować, to nie na publicznym sprzęcie. Jeśli pracuje prywatnie, to niech pracuje prywatnie, jeśli publicznie, to publicznie.
Czy afery, takie jak ta w Szpitalu Południowym, mogą skutkować zmianą władzy w Polsce, przedwczesnymi wyborami?
Mam nadzieję, że tak będzie.
Ale jeśli spojrzy się na stan finansów publicznych, to idąc do przyszłorocznych wyborów nie będziecie mogli za dużo obiecać. Nie rysuje się to wszystko w różowych barwach.
Dlatego wszędzie, gdzie jeżdżę po Polsce, sale mam pełne, pytania mam trudne. Ludzie są zainteresowani, jak naprawić Polskę. Ludzie są ciekawi naszego programu. Nie da się, jak powiedziała minister Leszczyna, naprawić służby zdrowia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Podobnie jest z finansami publicznymi. Potrzeba na to dwunastu, szesnastu, osiemnastu miesięcy, żeby tę stajnię Augiasza oczyścić. Potrzeba naprawy w bardzo wielu obszarach. Mówię o tym w ramach Zespołu Pracy dla Polski, ale także w Stowarzyszeniu Rozwój Plus. Proponujemy różne programy o charakterze naprawy finansów publicznych, polegające na tym, aby tam gdzie podatki wyciekają z budżetu, gdzie akcyza jest dziurawa, uszczelnić je. Akcyza to około 8 miliardów złotych, podatek VAT około 11 miliardów, podatek CIT, raje podatkowe. Trzeba się za to zabrać. A jeden podatek należałoby podnieść, to jest podatek od nadzwyczajnych zysków sektora bankowego. W sektorze bankowym zyski są na poziomie 45-50 miliardów. Kiedy byłem premierem było to 13, 14, 20 miliardów maksymalnie. Więc uśrednijmy to. Zostawmy im nawet te dwadzieścia parę miliardów, ale nadwyżka powinna być opodatkowana.
Panie premierze, rząd informuje o podpisaniu umowy na palowanie fundamentów oraz zwiększonej początkowej wielkości terminala do 44 milionów pasażerów. Chodzi o CPK czy Port Polska, bo tak się ma teraz nazywać. Z drugiej strony jest Izera. Ten polski samochód ma się nazywać Polon. Taka jest najnowsza koncepcja. Więc jednak coś się dzieje.
Panie redaktorze, pytał pan mnie, skąd wziąć pieniądze w budżecie. My wiemy, że trzeba najpierw zasiać, żeby potem zebrać. Oni dzisiaj zbierają nasze plony, a żadnych nowych zasiewów nie widzę, ponieważ wracają tylko do naszych projektów i to w taki sposób, że albo te projekty Platforma Obywatelska zamknęła, albo obcięła, albo opóźniła. I tak się dzieje też z tymi, o których pan powiedział.
Ale mimo wszystko cieszą Pana te informacje?
Cieszy mnie, że wracają do naszych projektów, natomiast bardzo mnie martwi, że stracili trzy lata na gadanie po próżnicy, na ganianie króliczka po polu i Polacy stracili miliardy złotych. Za to ta władza powinna zostać rozliczona.
W ubiegłym tygodniu mówił pan, że nie będzie odsyłał orderu księcia Jarosława Mądrego II klasy, który kiedyś został panu przyznany przez Zełenskiego. Po tygodniu może pan zmienił zdanie, bo ze strony ukraińskiej słyszymy co chwilę informacje o odsyłanych polskich odznaczeniach.
Polityka wobec Ukrainy powinna być polityką asertywną, taką, którą my prowadziliśmy. Kiedy Ukraińcy zaczęli zalewać nas zbożem, to podpisywałem embargo 15 kwietnia 2023 roku wbrew prawu UE. Kiedy zauważyliśmy, że to zboże nie spełnia naszych standardów, wprowadziliśmy kontrole fitosanitarne albo weterynaryjne. I w związku z tym natychmiast skończyło się przywożenie tego zboża. Ale to nie wszystko. Kiedy embargo się skończyło w połowie września 2023 roku, wbrew Unii Europejskiej, wbrew Ukrainie natychmiast podpisałem następne embargo na artykuły rolne. Czyli polityka twarda, polityka asertywna.
Dostałem ten order, o który pan pyta, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę i nie zamierzam go odsyłać. Również dlatego, że nie będę żałował tego, że kiedy Ukraina mogła paść, a rosyjskie wojska mogły być pod polską granicą, to wtedy pomogliśmy Ukrainie w obronie przed Rosją.
A czy nie powinno być więcej polityki transakcyjnej od początku rosyjskiej agresji? Czy nie powinniśmy więcej wymagać także, jeśli chodzi o politykę historyczną od Ukrainy już wtedy?
Czyli polityka transakcyjna pod tytułem my wam czołgi, a wy nam waszą krew, to jest polityka transakcyjna? Tak, to jest polityka transakcyjna. Od samego początku prowadziłem taką politykę. Polacy otwarli swoje drzwi, otwarli serca, ale polski rząd pod moim kierownictwem prowadził politykę transakcyjną. Wy płacicie waszą krwią. Jaką jeszcze większą cenę można zapłacić niż własnej krwi? My płacimy starym sprzętem po to, żebyście wy się bronili.
A jak ocenia Pan działania byłych, obecnych polityków ukraińskich, którzy właśnie polskie odznaczenia odsyłają?
Oceniam działania polityków ukraińskich skrajnie źle. I mogę powiedzieć ani kroku wstecz, jeśli chodzi o kwestię Wołynia, dla nas to jest sprawa święta. Moja mama, która mieszkała przed i w czasie wojny w Stanisławowie, opowiadała mi, co działo się w wioskach pod Stanisławowem na Pokuciu. Okrutne mordy – genocidum atrox – ludobójstwo z okrucieństwem niewyobrażalnym dla nas. I dlatego do ostatnich moich dni w polityce i na tej ziemi będę się dopominał nie tylko o uczciwe potraktowanie kwestii ekshumacji, ale także o prawdę historyczną.
Jeżeli chodzi o Gdańsk i zbliżające się forum odbudowy Ukrainy, prezydent Karol Nawrocki nie został przez rząd zaproszony. Rząd mówi, że z formuły wydarzenia to wynika. Czy pana zdaniem to zrozumiałe, że prezydent nie został zaproszony?
Jest polskim przekleństwem, że rząd nie potrafi dogadać się z prezydentem. Wiadomo, że to rząd ma 90 albo 95% narzędzi wykonawczych w Polsce. Jest również wielką stratą dla Polski, że na skutek tych błędów Donalda Tuska prawdopodobnie w mniejszym stopniu polscy przedsiębiorcy będą mogli zarobić na odbudowie Ukrainy.
A może na skutek działania prezydenta też?
Nie, właśnie odwrotnie. To asertywne działania Prezydenta doprowadziło do tego, że ten rząd musiał również zareagować, musiał zawnioskować o kolejne ekshumacje i musiał zareagować na bardzo niewłaściwe, w wielu aspektach podłe działanie wobec nas władz ukraińskich – bo tak nazywam nazwanie jednostki wojskowej na Ukrainie imieniem bohaterów UPA. Powiem jeszcze coś, co się w mniejszym stopniu pojawia w debacie publicznej. Otóż Ukraina na tym przegrywa już, ponieważ bardzo wiele osób na Zachodzie dowiedziało się o rzezi wołyńskiej. Wcześniej oni o tym nie wiedzieli. Teraz na skutek zamieszania wokół odebrania orderu Orła Białego, a następnie odesłania go przez Zełenskiego, wszystkie gazety i portale zachodnioeuropejskie zaczęły o tym pisać. Dociekliwi dziennikarze pytają. A co to była ta rzeź wołyńska? To było okrutne mordowanie dzieci, kobiet, starców, Polaków, księży. Nie tylko Polaków, także i sprawiedliwych Ukraińców, którzy pomagali Polakom w ukrywaniu się przed okrutnymi ukraińskimi nacjonalistami. Przypomnijmy, że to wszystko się działo na okupowanych terenach niemieckich, a więc odpowiedzialność jest tutaj jednoznacznie przypisana Ukraińcom, ale także nie zapominajmy o winie Niemców.
Zapytam Pana o wewnętrzne partyjne sprawy. Mateusz Morawiecki to będzie najlepszy następca Jarosława Kaczyńskiego w roli prezesa PiS?
Jak to się mówi – przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza jeśli się odnosi do przyszłości. W związku z tym ja nie będę się silił na takie scenariusze. Pan prezes do 2029 roku jest prezesem, a ja robię swoje i nie będę nikogo przepraszał z tego powodu, że mam jakby moją wewnętrzną siłę polityczną.
Ale też ambicje pokierowania PiS-em?
Oczywiście, że tak. Każdy polityk ma ambicje, każdy, kto chce coś osiągnąć. Cieszę się, że ten dialog z mieszkańcami jest coraz szerszy, że spotkania wyglądają tak dobrze. Ale pracuję bardzo mocno nad całą poszerzoną koncepcją programową. Nad tym, żeby przekonać Polaków do Prawa i Sprawiedliwości, ale pracuję też nad tym, żeby przekonać coraz więcej Polaków do tego sposobu rozwoju Polski, który chyba kojarzy się z moim nazwiskiem – do rozwoju inkluzywnego, szybkiego, dynamicznego, do takiego montażu finansowego, który pozwalał nam szybko realizować bardzo wiele projektów. Mówiliśmy o tym podczas rozmowy, ja się uśmiechnąłem, jak widzę powrót do naszych projektów przez obecną ekipę. Wiem w dużym stopniu, jak naprawić system finansów publicznych. Wiem też, jak zdynamizować polską gospodarkę. Tak chciałbym, żeby Prawo i Sprawiedliwość wróciło z powrotem za stery nawy rządowej.
Mateusz Morawiecki, wiceprezes tegoż Prawa i Sprawiedliwości, były premier. Bardzo dziękuję Panu premierze za rozmowę.