Wywiad
Prof. Gabriel Łasiński, autor książki, w rozmowie z Martą Morawiecką

Marta Morawiecka: Panie profesorze, Pana dorobek naukowy zaczął się od poszukiwań efektywności edukacji sportowej. Z tego się wywodzi i na tym gruncie rozwinęła się Pana pasja przekładania motywów na praktyczne działanie. Jest Pan fachowcem w dziedzinie prezentowania rozwiązań, które zasadniczo mają usprawnić działanie zarówno człowieka, jak i systemów. W tym kontekście może zaskakiwać Pana zainteresowanie zespołem muzycznym – Mała Armia Janosika. Co Pana przyciągnęło do tego tematu?
Prof. Gabriel Łasiński: Moje zainteresowania rzeczywiście w pierwszych latach pracy zawodowej koncentrowały się głównie na problematyce rozwijania i doskonaleniu umiejętności sportowych, tych indywidualnych i zespołowych. Natomiast w późniejszych latach dość mocno wszedłem w sferę biznesową, zarówno jako prezenter, specjalista, ekspert, ale później także jako twórca i właściciel firmy szkoleniowej, działającej głównie na rzecz przedsiębiorstw międzynarodowych. Tam znalazłem nowe pole do zajmowania się ludzkimi możliwościami, rozwojem kompetencji specjalistycznych i menedżerskich.
To były prace, badania, ale też projekty związane z tak zwanymi kompetencjami miękkimi, czyli umiejętnościami komunikowania się, zarzadzania czasem, usprawnianiem działań, umiejętnościami budowania i rozwijania zespołów, kierowania zespołami, umiejętnościami opracowywania projektów rozwojowych. Generalnie dotyczyło to wszystkiego, co pozwalało optymalizować pracę i pozwalało podnosić parametry efektywności tej pracy.

Od zawsze interesowała mnie też problematyka ludzkich uzdolnień i ludzkiego potencjału oraz problematyka szeroko rozumianego sukcesu. Stąd też pytania, które się ciągle u mnie pojawiały: Jak to się dzieje, że niektórym się chce, są nadzwyczaj samodzielni i aktywni, a innym się nie chce? Że niektórym się udaje, innym nie, chociaż niekiedy się bardzo starają? Dlaczego niektórzy się ciągle rozwijają a inni zatrzymują się na przeciętych osiągnięciach?
To pytania trochę z poziomu poszukiwania kamienia filozoficznego, ale zawsze były u mnie obecne. To mnie też intrygowało, bo moje obserwacje poczynione zarówno w przestrzeni sportowej, akademickiej i biznesowej pokazywały w sposób bezwzględny, że wielu wychodząc z bardzo niskiego poziomu początkowego, z tak zwanych niskich pierwotnych uzdolnień, osiągało w życiu bardzo wiele. I w życiu osobistym, i w zawodowym. Byli też inni, ja ich nazywałem uczniami z biało-czerwonym paskiem, którzy posiadali wyjściowe duże uzdolnienia umysłowe, artystyczne czy sportowe, ale później tych zdolności w sposób szczególny nie rozwijali. Zatrzymywali się na jakimś poziomie, powiedzmy średnim, prowadzili normalne życie, ale nic szczególnego, nic co by mogło wynikać z prognozowania ich rozwoju poprzez te pierwotne uzdolnienia nie następowało.
A zatem zastanawiałem się, co jest powodem, że niektórzy te swoje umiejętności potrafili rozwijać i ciągle pozyskiwać nowe a inni nie. Utożsamiałem to z posiadaniem większej lub mniejszej plastyczności (rozciągliwości) rozwojowej. To mnie też skierowało do problematyki ludzkiego potencjału i jego znaczenia w osiąganiu sukcesów. Przy czym sukces rozumiałem jako umiejętność uzyskiwania ponadprzeciętnych osiągnięć (efektów), akceptowanych społecznie. Tym się szczególnie zajmowałem przez ostatnie kilkanaście lat. Głównie temu poświęciłem ostatnie – przed zakończeniem mojej formalnej drogi akademickiej – monografie naukowe.
Pierwsza to była stricte prakseologiczna praca: „Sprawne działania indywidualne i zespołowe” (2021). To jest taka kwintesencja współczesnej, nowoczesnej prakseologii jako nauki o projektowaniu efektywnych działań. W drugiej z tych monografii zatytułowanej „Perswazyjne komunikowanie się. Teoria i praktyka” (2024), spróbowałem na komunikację interpersonalną popatrzeć z punktu widzenia prakseologicznego, czyli systemowego i efektywnościowego. Po napisaniu tych monografii miałem potrzebę opracowania czegoś bardziej publicystycznego, co też wynikało z dodatkowych zainteresowań społecznych i politologicznych. Stąd się pojawiła książka, właściwie rozprawa, na poły naukowa, na poły publicystyczna pod tytułem „Głupota i zaprzaństwo we współczesnym polskim społeczeństwie” (2024). Jak tę pracę skończyłem, to przyszła pora na ostatnią książkę, o którą Pani pytała. Książkę, która zaskoczyła wielu moich znajomych, także członków rodziny: „Mała Armia Janosika, polski fenomen społeczny”.

W tej dość nieschematycznej, zaskakującej Pana drodze dostrzegam pewien ciąg przyczynowo skutkowy, ale ciekawa jestem, czy ostatni temat zainteresował Pana przez wzgląd na sukces Małej Armii Janosika, czy po to raczej, żeby się do tego sukcesu w jakimś stopniu przyczynić?
Zacznę od początku. Małą Armię Janosika po raz pierwszy zarejestrowałem w swojej świadomości w 2018 roku. Zespół wystąpił wówczas jako jeden z wykonawców na Stadionie Narodowym, na koncercie dla Niepodległej, na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Było to wielkie wydarzenie społeczne, też medialne. I tam zobaczyłem po raz pierwszy zespół folklorystyczny z Podhala. Właściwie zespół dziecięcy, pięknie śpiewający pieśni patriotyczne. Byłem wzruszony tym występem i oczywiście przez następne lata, pisząc swoje książki naukowe, jednak podglądałem, co się dzieje z tymi Janosikami.
Przez YouTube, telewizję czy przez strony internetowe śledziłem, co się z nimi dzieje i tam, gdzie mogłem coś podejrzeć i coś o nich przeczytać, to to robiłem. I tak upłynęło kilka lat takiego pośredniego monitorowania działalności zespołu. Aż nadszedł moment, na przełomie 2024/2025 roku, kiedy pojawiły się u mnie możliwości zrobienia dla zespołu czegoś więcej. Motywem kluczowym była potrzeba przeanalizowania i opisania sukcesu zespołu, jego społecznego fenomenu. I w tym sensie to była niewątpliwie kontynuacja wcześniejszych zainteresowań związanych z istotą uwarunkowań efektywności działań, potencjału i odnoszeniem sukcesów – przeniesiona tym razem z obszaru sportu i biznesu do działalności artystycznej.
W odpowiedzi na Pani pytanie potwierdzam, że ten wybór nie był przypadkowy, że istniał, związek przyczynowy pomiędzy moja wcześniejszą działalnością a decyzją o napisaniu pracy o zespole Mała Armia Janosika. Ten zespół zainteresował mnie ze względu na niebywały rozwój i odnoszone sukcesy. Przejawiają się one m.in. ogromnym przyrostem popularności i rozpoznawalności zespołu, coraz wyższym poziomem artystycznym, wielotysięcznymi widowniami na koncertach i entuzjastycznymi opiniami uczestników koncertów.
Zacząłem zastanawiać się, co ten sukces spowodowało? Czy jest to sprawa specyfiki zespołu, jego góralskiego charakteru, liczebności, strojów, repertuaru, wysokiego poziomu artystycznego, uzdolnień twórcy i lidera zespołu? A może ten sukces wynika z tego, że zespół tworzą głównie dzieci, a na dzieci się zawsze dobrze patrzy, bo one emanują prawdą, szczerością, naturalnością, autentycznością i zaangażowaniem.
I przyciągają.
Tak, przyciągają. Ale wiedziałem, że to jest za mało, że to jest niemożliwe, żeby wyłącznie poprzez aspekty kulturowe czy artystyczne ta zbiorowość licząca ponad 250 osób mogła się tak rozwijać. Dla mnie, prakseologa, który jest obyty w świecie sportu i biznesu, było niepojęte, żeby jakakolwiek inna działalność, w tym artystyczna, skupiona jeszcze na dzieciach, mogła być realizowana na tak wysokim poziomie artystycznym i organizacyjnym, bez spełnienia innych pozaartystycznych uwarunkowań. Byłem więc przekonany, że za tym sukcesem kryją się również bardzo silne podstawy organizacyjne, szczególne umiejętności dydaktyczne, sprawność logistyczna, ekonomiczne umiejętności menedżerskie. Że ten sukces nie może być żadnym przypadkiem, lecz efektem przemyślanej strategii i znakomitej organizacji.
Podzielę się swoją perspektywą słuchacza, odbiorcy tego fenomenu, jakim są Janosiki. To, co oprócz elementów oczywistych, związanych z muzyką, z tymi skrzypcami, strojami, faktem, że chodzi o ludzi młodych, właściwie dzieci – to coś, co uskrzydla, z chwilą, kiedy człowiek ich słucha – to jest świadomość, że musimy mieć do czynienia z zachwycającą wspólnotą. A mamy dzisiaj takie czasy, w których jako społeczeństwo cierpimy na wielki deficyt wspólnot, które pielęgnujemy, rozwijamy i budujemy. Mamy z tym problem na tle doskwierającej nam atomizacji. Więc myślę, że jednym z tych elementów, do których Pan sięga jako czynników sukcesu, jest zjawisko, że obserwujemy rzeszę dzieciaków, które angażują się w to wszystko z wielkim sercem.
Fenomen tego zespołu, istotę i uwarunkowania odniesionego sukcesu, starałem się poznać nie poprzez opis zdarzeń, opowieść o zespole, lecz poprzez kompleksową analizę, zwaną studium przypadku. Skoncentrowałem się na przestrzeni sukcesu, gdyż dla prakseologii uwarunkowania uzyskiwania ponadprzeciętnych wyników są najbardziej interesujące. Spróbowałem przeanalizować strukturę czynników sprawczych, które spowodowały, że sukces Małej Armii Janosika jest ewidentny i trwały. Tę analizę oparłem na kluczowych kryteriach prakseologicznych odnoszących się do oceny sprawności działań oraz strategii i metodyki usprawniania działań w różnych obszarach funkcjonowania zespołu.
W rezultacie przeprowadzonych wywiadów, obserwacji i analizy faktów wskazałem na kilka kluczowych czynników decydujących o fenomenie zespołu. Pierwszym jest jego wyjątkowa specyfika. Oczywiście są inne zespoły, które grają muzykę i śpiewają utwory góralskie, ale nie ma innego zespołu dziecięcego, tak licznego, tak świetnie zorganizowanego i reprezentującego tak wysoki poziom artystyczny, świetną aranżacje i instrumentację; zespołu, który daje koncerty przed wielotysięczną zachwyconą publicznością, u której te dzieciaki wyciskają łzy absolutnego wzruszenia.
Drugim zasadniczym czynnikiem fenomenu zespołu jest Damian Pałasz – twórca, muzyk, aranżer, wizjoner i lider zespołu. Osoba zupełnie wyjątkowa, którą bardzo trudno byłoby skopiować. Jemu poświęcona jest w dużej mierze ta książka, Człowiek wielu uzdolnień czy talentów, osoba o ogromnym potencjale. Ponieważ znam jego drogę, tę osobistą i zawodową, doceniam i podziwiam skalę jego osobistego rozwoju. W tym procesie zachodziło sprzężenie zwrotne w rozwoju lidera i zespołu. Lider rozwijał zespół, a coraz lepszy zespół wpływał na dalszy rozwój lidera.
Kolejny, trzeci element, o którym Pani wspomniała, to wspólnota, której fundamentalną część tworzą rodzice. Oni opiekują się dziećmi, o nie dbają, towarzyszą dzieciom na wyjazdach i koncertach, poświęcają czas i pieniądze. Bez nich by się to nie udało. I to jest ta wspólnota, która mnie też tak zafascynowała. Napisałem w odpowiedzi na liczne pytania, że ta wspólnota podhalańska jest szczególna, nie do powielenia w innym miejscu w Polsce.
Oczywiście inne wspólnoty, o różnym charakterze można obserwować w wielu miejscach. Ostatnio w Warszawie na pikniku moich wnuków – przedszkolnych i szkolnych z okazji Dnia Dziecka – byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co rodzice potrafili zrobić dla dzieci. I w sztuce teatralnej, którą nam przedstawili i organizacji wielogodzinnego pikniku, z wieloma akcentami muzycznymi i sportowymi. Ile trzeba było mieć wyobraźni, umiejętności i dobrej woli, aby to zrealizować. Ale jednak skala pracy, którą wykonują rodzice Małej Armii Janosika – jest zupełnie wyjątkowa. I ja wyraźnie podkreślam, jak bardzo znaczącym czynnikiem determinującym ten niebywały sukces Armii Janosika jest ta regionalna wspólnotowość, na którą składa się niezwykłe oddanie i poświęcenie rodziców.
Bo trzeba też zauważyć, a jest to jest jedno z najciekawszych dla mnie odkryć, że Damian Pałasz radzi sobie z tym wszystkim, między innymi dlatego, że odpowiedzialność za pierwszy etap edukacji dzieci w zakresie gry na instrumencie, śpiewu i opanowania tekstów – ceduje na rodziców i współpracujących z nimi nauczycieli. To nie jest tak, że on się wszystkim zajmuje, bo to jest niemożliwe. I to jest o tyle ciekawe, że na przykład w sporcie nauczanie i trening wstępny dzieci został zawłaszczony całkowicie przez instruktorów, trenerów i metodyków. Poza wyjątkami rodzice mają niewiele do powiedzenia. To powoduje, że te dzieci bardzo szybko się rozwijają motorycznie, technicznie, taktycznie, ale niekoniecznie mentalnie, emocjonalnie. Często zawodnicy osiągający w sporcie znaczące sukcesy w młodym wieku, mentalnie nie są przygotowani do tego, co będzie po ich karierze, co się stanie później, czym się będą zajmować w przyszłości, po zakończeniu kariery. Najczęściej do tego etapu nie są kompletnie przygotowani.
To znaczy, że o to dbają właśnie rodzice?
Rodzice przygotowują do tego dzieci. Wdrażają je od samego początku, od trzeciego, czwartego, piątego, szóstego roku życia, do dużej samodzielności, odpowiedzialności za naukę śpiewu, gry na instrumentach, naukę tekstów, zachowania sceniczne, dbanie o te przepiękne stroje, które są ich własnością. Poprzez pracę w zespole dzieci uczą się budowania tolerancji, akceptacji i współpracy. Uczą się także dyscypliny, którą muszą zachować w tej ogromnej zbiorowości. Damian Pałasz powiedział, że zdecydowana większość tych dzieci po zakończeniu kariery artystycznej w Armii Janosika – będzie robiła różne, rzeczy w życiu – ale sobie z tym poradzą. Członkowie zespołu będą znakomicie przygotowani do życia dorosłego – poważnego i trudnego.
Fenomenalne.
I to jest właśnie jedna z tych bardzo ciekawych, bardzo też budujących konkluzji.
Panie profesorze, chciałam jeszcze zapytać, na ile skala zaangażowania rodziców i dzieci w ten zespół wynika ze wspólnoty wartości, jakie scalają, łączą, spajają tę społeczność. I jeśli rzeczywiście tak jest, to jakie to są wartości?
Tak, myślę, że wspólnota wartości jest decydująca. Mówił o tym w wypowiedziach zawartych w książce lider Damian Pałasz. To jest zespół wartości, które dla nich są niepodważalne, trwałe i niezmienne. To jest poszanowanie religii, patriotyzm, duma narodowa, tradycje – obyczaje regionalne i więzi rodzinne.
Więc to jest coś, co tę wspólnotę spaja w sposób bardzo silny, bo to nie są czynniki ulotne, ale trwałe. To jest coś, co pozwala tym ludziom nawet w trudnych sytuacjach – bo takie też mają miejsce – nie tylko przetrwać, ale znakomicie współdziałać.
Rzadko która zbiorowość, która jest mi znana, charakteryzuje się takim spójnym i silnie artykułowanym systemem wartości. Stąd też, na każdym koncercie i w wywiadach, Damian Pałasz, przywołuje słowa poetki podhalańskiej, Izabeli Zającówny: Bądźcie góralami swojej własnej ziemi.
To jest metafora, która wskazuje, że niekoniecznie musimy pochodzić z Podhala, z gór, że każde miejsce w Polsce jest piękne, atrakcyjne, ma swój koloryt, może wyzwalać głębokie emocje. Chodzi o to, żebyśmy kultywowali, ale też budowali tradycje, żebyśmy miłowali tę naszą małą ojczyznę, o nią dbali, jej się nie wstydzili, żeby ona była przedmiotem naszej troski. Tak jak my to robimy na Podhalu.
Przypomina mi się przecudne spotkanie św. Jana Pawła II z góralami na Podhalu w Zakopanem pod Wielką Krokwią. Zawsze te spotkania miały taki nieprawdopodobny nimb wspólnoty i bliskości, która pomiędzy papieżem a społecznością podhalańską się wytwarzała. Więc odnosząc się do Pana słów, że ciężko Panu sobie wyobrazić, żeby tego typu zespół powstał w innym regionie Polski. Czy to może się rozbija o to, że właściwie ciężko nam znaleźć jakikolwiek inny region w Polsce, który charakteryzowałby się tak silnym przywiązaniem do wartości, które Pan wymieniał? I że właśnie ta bliskość pomiędzy Janem Pawłem II – wcześniej Karolem Wojtyłą – a góralami była jednością wartości, myśli, celu i mocy wiary.
Myślę, że w takiej skali podobnych przykładów nie ma nigdzie. To nie znaczy, że my nie kochaliśmy Jana Pawła i on i jego przesłania dalej nie są obecne w naszej głębokiej pamięci. Chodzi bardziej o wielkość zbiorowości, która jest Janowi Pawłowi II tak oddana. Z uwagi na bardzo różne, złożone i trudne procesy historyczne, w wielu naszych regionach społeczność jest podzielona, zatomizowana, nie wytworzyła wspólnot opartych o podobne wartości. Jan Paweł II na Podhalu ma miejsce szczególne i także ma miejsce szczególne w środowisku związanym z Małą Armią Janosika, ze środowiskiem poetów podhalańskich. Nie ma koncertów, w których jakaś sekwencja nie byłaby poświęcona pamięci św. Jana Pawła. Są też odczytywane jego przesłania.
Ja byłem przynajmniej na sześciu koncertach i za każdym razem takie odniesienia do myśli Jana Pawła miały miejsce. Zespół upamiętnia rocznice urodzin, rocznice Jego śmierci, więc ten papież stanowi też swoistego rodzaju opokę dla funkcjonowania zespołu, ale i drogowskaz, za którym zespół podąża. I oni od tego nie odejdą. Mogą zmieniać repertuar, aranżację, zmieniać instrumentację, inscenizację i to oczywiście robią, ale tych wartości – patriotycznych, religijnych, narodowych, kultywowania tradycji – się nie wyrzekną i zawsze będą je podtrzymywać, pielęgnować i propagować.
W tym miejscu muszę się jednak zatrzymać. Nie chciałbym, żeby z naszej rozmowy wynikało, że główne czynniki sukces zespołu ograniczają się do specyfiki składu i liczebności zespołu, folkloru, wartości zbudowanej wspólnoty. Bo wówczas można by powiedzieć, że w zasadzie nic oryginalnego z tej książki nie wynika, że tego można było się domyślać, nie robiąc żadnych badań, obserwacji i analiz. I oczywiście w tym sensie ci, którzy mieliby takie refleksje mieliby rację. To jednak nie jest wszystko, bowiem nie tylko to zadecydowało o sukcesie zespołu.
Te czynniki, o których mówiliśmy, były konieczne, ale o wiele niewystarczające, żeby zbudować taki sukces. To co było dla mnie najważniejsze i co zawarłem w końcowym rozdziale i zakończeniu, to wskazanie, że skala sukcesu była możliwa także poprzez spełnienie przez zespół wymogów prakseologicznych, z czego lider zespołu i jego współpracownicy nie zdawali sobie do końca sprawy, nie mieli świadomości skali ich znaczenia. Damianowi Pałaszowi obce były terminy prakseologiczne: system, strategia sukcesu, sprawność, sprzężenia zwrotne, efektywność, ekonomiczność, zarządzanie czasem, cykle organizacyjne, efekty synergiczne itp. On wielu z tych terminów nie używał i do końca ich nie rozumiał, ale poprzez intuicję, doświadczenie i inteligencję znakomicie stosował w praktyce – wynikające z tych pojęć zasady i sposoby postepowania. Potrafił przy tym skutecznie łączyć różne obszary aktywności. Z jednej strony te artystyczne, twórcze, a z drugiej te zarządcze – dotyczące logistyki, finansów, komunikowania się, organizowania, motywowania, projektowania procesu szkolenia. I na tym także polega ten fenomen. Ja oczywiście byłem przekonany, że oni muszą działać zgodnie ze sztuką strategii sukcesu, bo inaczej by im się to nie udało. Trzeba było to jednak sprawdzić. I to zrobiłem. Udało mi się potwierdzić tezę, że bez spełnienia wymogów prakseologicznej strategii sukcesu, tak duże osiągnięcia w tak złożonym przedsięwzięciu artystycznym – nie byłyby możliwe. Zatem w tym aspekcie efektywna działalność dużych zespołów artystycznych posiada wiele elementu wspólnych z działalności sportową, medyczną, wojskową, administracyjną czy biznesową. Wartością dla mnie szczególną jest zbadanie tego zjawiska w obszarze artystycznym, którym prakseologia się do tej pory nie interesowała.
To fascynujące. Ustalił Pan jednorodność podstawowych kryteriów, wymogów, założeń, przesłanek prowadzących do sukcesu.
Książka kończy się wieloma, myślę, że ciekawymi i ważnymi dla czytelnika przesłaniami. Mają one charakter uniwersalny i ponadczasowy. Że warto w życiu się starać, wymagać od siebie. Bo nie jest tak, że na początku drogi życiowej jesteśmy skazani na przeciętność, bo nie mamy szczególnych zdolności, jesteśmy za biedni, bo do tej pory nam się nie udało. Ta książka w swojej konkluzji jest bardzo optymistyczna, bardzo motywująca. Wskazuje, że trzeba chcieć, że jak się chce, to można zrobić dużo, chociaż okoliczności bywają niekiedy trudne, niesprzyjające. A mimo wszystko można wiele dokonać, wiele granic przekroczyć. I myślę, że Damian Pałasz, jego współpracownicy, i ta dziecięca cudowna zbiorowość jest tego najpiękniejszym przykładem. To też jest moja satysfakcja zawodowa, że udało się to pokazać.
Wspaniale się słucha tego przesłania, o którym Pan wspomniał. Że zasadniczo tak dużo zależy od nas, od tego, aby nie stawiać sobie sztucznie barier a wręcz odwrotnie: wierzyć i chcieć pokonywać różnorakie trudności. Na sam koniec – ponieważ zespół ma tak wyjątkowego Patrona, św. Jana Pawła II – można wierzyć, że to dzieło będzie trwało i będzie się rozwijało. Czy zatem dostrzega Pan jakieś kolejne perspektywy, jeśli chodzi o jego przyszłość, rozwój, ale też czym jeszcze jego działalność może zaowocować dla całej naszej wspólnoty narodowej?
Myślę, że zespół jeszcze przez wiele lat może rozwijać się i utrzymywać swoją jakość artystyczna, atrakcyjność i popularność. Może dawać wiele radości tysiącom odbiorców, spełniać swoją misję społeczną. Tego zespołowi z całego serca życzę i wierzę w kontynuację wspaniałych sukcesów. Natomiast, sądzę, że jeśli chodzi o skalę, liczebność, zespół osiągnął swoje granice. Te granice wynikają jak zwykle z uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych, czyli otoczenia społecznego i materialnego, w którym działa zespól. Będąc na miejscu lidera, nie dążyłbym do dalszego wzrostu zespołu. Zgodnie z systemowym archetypem zwanym „granice wzrostu”, każdy system narażony jest na niebezpieczeństwo stagnacji, utraty stabilności i destrukcji – jeśli za wszelką cenę dąży się do rozrostu struktur i procesów. Traci się wówczas na przykład kontrolę nad organizacją. W przypadku Małej Armii Janosika niebezpieczeństwo przekroczenia granicy wzrostu może objawić się spadkiem jakości artystycznej, trudnościami organizacyjnymi czy finansowymi. Prowadzenie takiego zespołu jest bowiem bardzo drogie. To jest zespół, który jest tworem zarządzanym i działającym profesjonalnie. Daje wspaniałe koncerty, utrzymuje wysoki standard muzyczny, organizacyjny, inscenizacyjny. To są bardzo drogie przedsięwzięcie, a koszty utrzymania będą rosły.
Można natomiast znakomicie zagospodarować umiejętności członków zespołu w przyszłości. I mam nadzieję, że tak się będzie działo. Dzieci, gdy staną się dorosłymi, gdy opuszczą zespół, mieszkając w różnych miejscach, będą mogły poprzez swoje doświadczenia i umiejętności, podejmować różne inicjatywy, budować kolejne wspólnoty i tę kulturę muzyczną, te szczególne wartości znakomicie upowszechniać.
Nie gasząc tej wiary, którą mają w sobie.
To jest takie ziarno, które posiane, będzie dawało piękne plony. Myślę, że też na to liczy Damian Pałasz, który mówi, że poprzez te umiejętności, ta kultura muzyczna oraz szkoła życia oparta o potrzebę pielęgnacji narodowych wartości – będzie się dalej poszerzała. I to jest niesłychanie optymistyczne. Warto propagować takie przedsięwzięcia jak Mała Armia Janosika, cieszyć się ich sukcesami i przekuć je w budowanie przestrzeni motywacyjnej dla siebie i wielu innych, bez względu na to, czym się osobiście i zawodowo zajmujemy.
Gratuluję Panu oryginalności tematu. Życzę w dalszym ciągu tak ciekawych przedmiotów badań, a przede wszystkim życzymy sobie, żeby zespół nie dość, że trwał i się rozwijał, ale też pączkował, rozsiewał to dobro w całej naszej Ojczyźnie.
Ludzie mają potrzebę pozyskiwania takich wartości i emocji. Wskazują na to reakcje widzów, uczestników koncertów, ich entuzjastyczne, pełne wzruszeń wypowiedzi. Zresztą wiele z nich zamieszczam w książce. One są wzruszające. Widać też potrzebę wspólnotowości. Obcy ludzie przed i po koncertach rozmawiają ze sobą, nie spieszą się, wymieniają się adresami, umawiają się na kolejne koncerty, jeżdżą wiele setek kilometrów, by posłuchać Małej Armii Janosika. To jest budujące.
Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Prof. dr hab. Gabriel Łasiński – prakseolog specjalizujący się w teorii sportu, teorii działania, komunikacji interpersonalnej i wystąpieniach publicznych. Wieloletni kierownik Katedry Sportu w Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, im. Polskich Olimpijczyków, organizator setek sympozjów i konferencji, autor licznych publikacji naukowych i popularyzatorskich.