Fragment szlaku św. Wojciecha (Praga-Wrocław)
W dniach 15-23 kwietnia 2026 roku przetarłem jako pierwszy pielgrzym rowerem szlak św. Wojciecha z Pragi do Wrocławia. Nie sposób opisać wszystkich wrażeń, choć raptem to było 374 km.

Pierwszy fragment drogi prowadził przez Pragę, a mianowicie dzielnicami: Mala Strana, Smichov i Břevnov. Z Pragi udałem się do położonego nieopodal Brandýsa nad Łabą – Starej Boleslavi. Następnego dnia nawiedziłem kościół św. Wojciecha w Přerovie nad Łabą i przez Nymburk udałem się do Podiebrad i Libic. Z Libic, stolicy rodu Sławnika, ojca św. Wojciecha, podążyłem przez Chlumec do Hradec Kralove (Gród Królowej), a następnie wzdłuż Łaby do Jaromierza do kościołów św. Mikołaja i św. Jakuba. Następnie odwiedziłem Červený Kostelec, a później przez góry dotarłem do Broumova i wspaniale wyremontowanego słynnego klasztoru benedyktyńskiego. Z Broumova, dalej przez Nową Rudę i ponownie przez góry (Srebrną Górę) pielgrzymka schodziła do Ząbkowic Śląskich, następnie przez stare grodzisko z IX wieku w Gilowie do równie starej Niemczy. Z Niemczy pojechałem przez miejscowość Prusy do Jordanowa Śląskiego, a stamtąd udałem się do Domasławia, do jednego z najstarszych śląskich kościołów. Pielgrzymkę zakończyłem w kościele św. Wojciecha, najstarszej świątyni lewobrzeżnego Wrocławia.

Najpierw na praskim Břevnovie nawiedziłem najstarszy klasztor benedyktynów czeskich, założony w 983 roku przez władcę Czech księcia Bolesława II oraz drugiego biskupa praskiego, św. Wojciecha Sławnikowica. Uczestniczyłem ze skromnym udziałem wiernych we Mszy świętej. Spotkałem się na ciekawej rozmowie z proboszczem. Odwiedziłem też praskie wzgórze Petřin. Przed wejściem do klasztornego tzw. czerwonego kościoła pod wezwaniem św. Wawrzyńca stoi statua św. Wojciecha, jedna z najstarszych figur (ok. 1735) dedykowana świętemu. Z tego samego okresu pochodzą kaplice słynnej drogi krzyżowej, starannie odremontowanej, ostatnio w latach 2018-19. Niesamowite wiosenne wrażenie wywołuje widok na starą Pragę z pobliskich petřynskich sadów. Przypomina mi się fragment czeskiego hymnu: „w sadzie pyszni się wiosenny kwiat, widać, że to ziemski raj!”.

Innej strawy duchowej doznałem w katedrze św. Wita (de facto świętych Wita, Wacława i Wojciecha) na praskich Hradczanach. Jako szczególnego gościa oprowadzała mnie siostra Dominika, przez lata współpracująca ze zmarłym 4 listopada 2025 roku, prymasem Czech, kardynałem Dominikiem Duką. Modliłem się z nią przy jego grobie. Przejmujące było odmówienie pacierza. Dominika zaczęła po polsku, więc odmawialiśmy razem, później już sam głośno odmówiłem „Zdrowaś Mario”. Wówczas uzmysłowiłem sobie jak wiele zawdzięczamy Czechom, choćby w nazewnictwie kościelnym i w starym języku liturgicznym. Takie słowa jak „papież, „pacierz”, „biskup”, „kościół, „klasztor” zostały spolszczone z języka czeskiego jeszcze w średniowieczu.

Ku zdziwieniu przewalającej się wzdłuż kaplic masy turystów, przyklękaliśmy i odmawialiśmy modlitwę przy każdej kaplicy, zawierającej relikwie świętych. Zaczęliśmy od najstarszej relikwii św. Zygmunta, a następnie św. Wita. Oczywiście dla mnie przejmujące było spotkanie z relikwiarzem św. Wojciecha oraz w innej kaplicy, gdzie umieszczono relikwię św. Jana Pawła II. Później, w drodze do siedziby arcybiskupów praskich, wymieniliśmy z troską poglądy na temat ostatnich wyborów na Węgrzech oraz przemianach duchowych czeskiego społeczeństwa. Miło było wspomnieć również o tym, że skoro to Czesi rozpoczęli chrystianizację Polaków, to dobrze się tym samym odwdzięczać Czechom w na przestrzeni ostatnich trzydziestu paru lat.…

Liczne i wspaniałe są ślady chrześcijańskiej kultury na ziemi czeskiej, zwłaszcza w środkowych Czechach – krzyże przydrożne, kaplice niemal w każdej większej wsi, liczne miejsca kalwarii oraz kościoły. Spora ich liczba została w ostatnich 20 latach odremontowana. Jednak kościoły są zazwyczaj zamknięte lub świecą pustkami. Liczba wiernych na Mszy świętej w dniu powszednim w dużym kościele nie przekracza dwudziestu wiernych, ale są to wierni bardzo żarliwi. Brakuje księży. W czasie spotkania z polskim zakonnikiem, usłyszałem, że obsługuje w sumie trzy parafie i kilkanaście kościołów i kaplic.

Inspirujące było spotkanie w Poděbradach z członkami stowarzyszenia św. Wojciecha. Wysłuchałem interesującej prelekcji pani dr Mlady o św. Wojciechu, jego grodzie rodzinnym w Libicach oraz o rodzie Sławnikowiców, skąd pochodził święty. Ród ów dał Polsce nie tylko świętego patrona, ale również pierwszego arcybiskupa gnieźnieńskiego Radzimira-Gaudentego.

Zaskoczyła mnie wysoce merytoryczna dyskusja członków stowarzyszenia na temat Libic i średniowiecznych pozostałości grodu Sławnika. Odwdzięczyłem się krótkim wystąpieniem o śladach czeskich misji chrześcijańskich na ziemiach polskich przed chrztem Polski w 966 roku, którego 1060-lecie wspominamy w tym roku. Oczywiście wygłosiłem prelekcję w języku czeskim. Muszę zaznaczyć, że moja pielgrzymka rozpoczęła się właśnie tuż po dniu rocznicy chrztu Polski. Symbolicznie przyjmuje się, że było to w Wielką Sobotę, czyli 14 kwietnia 966 roku. Z kolei koronacja Bolesława Chrobrego, syna Mieszka z piastowskiego rodu i Dobrawy z czeskich Przemyślidów miała miejsce w Wielkanoc 18 kwietnia 1025 roku. Dzień patrona mojej pielgrzymki to 23 kwietnia i w tym dniu uroczyście zakończyłem peregrynację uczestnictwem we Mszy świętej we wrocławskim kościele św. Wojciecha. Wymowne są to symbole w czas peregrynacji.

Na uroczystości wrocławskiej odnowiła swój referat pani dr Mlada, wygłaszając go po polsku. Zakończyła starą pieśnią, której autorstwo przypisywane jest św. Wojciechowi. Symbolika i treść pieśni brzmią znajomo. Śpiewana w języku staroczeskim jest w sporej części zrozumiała dla Polaka. Żywo przypomina naszą „Bogurodzicę”. Obydwie uroczyste starodawne pieśni łączy nie tylko wiek oraz charakter religijny i państwowy. Były śpiewane przy uroczystościach koronacyjnych oraz przed decydującym starciem bitewnym.

Na zakończenie parę słów o głównym patronie Czech, św. Wacławie, księciu z rodu Przemyślidów, który został podstępnie zamordowany przez młodszego brata Bolesława w 929 lub 935 roku. W Starej Boleslavi, jednej z najstarszych miejscowości czeskich, związanej również ze św. Wojciechem – bo tędy wiodła droga z Pragi na północ do Polski przez Śląsk – znajduje się kościół św. Wacława. To punkt docelowy narodowych pielgrzymek czeskich.

Byłem też na miejscowym rynku, by zrobić zdjęcie kościoła i pobliskiego pomnika św. Wacława. Na mój obładowany rower zwrócił uwagę przejeżdżający na motocyklu Czech. Specjalnie się zatrzymał, by zgadnąć skąd jestem. Wyjaśniłem, że jestem Polakiem i podążam szlakiem św. Wojciecha z Pragi do Wrocławia. Był pełen uznania. Powiedziałem, że to przecież pierwszy etap, bo trasa biegnie przez Gniezno aż do Gdańska i pod Elbląg, gdzie najprawdopodobniej poniósł śmierć męczeńską święty Patron Czech, Polski i Węgier. Odpowiedział znacząco – „trzymajmy się Wyszehradu” (Grupa Wyszehradzka: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry).

Na rynku w Starej Boleslavi stoi pomnik św. Wacława ufundowany ze składek miejscowego społeczeństwa w 1894 roku. Na postumencie wykuto napis: „Święty Wacławie, wojewodo ziemi czeskiej, nie dopuść, abyśmy zginęli, ani ci, którzy przyjdą!” Dodam od siebie, że wiele nowszych pomników św. Wacława już bez inskrypcji, które odwiedziłem, wzniesiono w 1940 (!) roku, w czasach hitlerowskiego „Protektoratu Czech i Moraw”.

Dodatkowa impresja spod sklepu, mianowicie fragment dyskusji dwóch starszych Czechów: „Tak, tak! Najpierw sprzedawali nas za Hitlera, a teraz Brukseli”.
