BUŁGARIA I WĘGRY: powyborcze podobieństwa i co one oznaczają

Polityczne trzęsienie ziemi w Budapeszcie nie przyniesie wcale rewolucyjnej zmiany w polityce międzynarodowej tego niemal cztery razy mniejszego ludnościowo od Polski kraju. Z kolei polityczne trzęsienie ziemi w Sofii zaowocuje głębokimi zmianami w polityce zagranicznej owego państwa, mniejszego demograficznie od Rzeczypospolitej sześć razy.

Zwycięska nad Dunajem „TISZA” ma, niespodziewanie nawet dla siebie, większość konstytucyjną. Zwycięska pod Witoszą „Postępowa Bułgaria” ma „tylko” większość bezwzględną, ale przynajmniej w jednej sprawie może śmiało mieć większość konstytucyjną razem z liberałami i nacjonalistami: chodzi o reformę wymiaru sprawiedliwości w tym najbardziej skorumpowanym (według statystyk UE) kraju Unii.

W ciągu tygodnia establishment w Brukseli mógł upić się dwa razy. Najpierw ze szczęścia po wygranej ugrupowania Petera Magyara, a potem kojąc smutki po klęsce „demokratów”, czyli – uważanej za totalnie skorumpowaną – proeuropejskiej partii GERB byłego premiera Borysa Bojkowa. TISZA należy do Europejskiej Partii Ludowej, tak jak Koalicja Obywatelska i PSL, ale do tejże samej EPL należy również GERB, którego lider został w swoim czasie w świetle kamer zatrzymany pod zarzutami korupcji, a w jego domu miano znaleźć, w przeliczeniu, blisko 1,7 miliona złotych (łapówka miała być w euro).

Przez długi czas rządząca w Brukseli Jej Wysokość Hipokryzja w pełni akceptowała rządy tej skorumpowanej partii tylko dlatego, że była ona proeuropejska i należała do unijnego establishmentu. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć sytuację, w której ta sama Komisja Europejska, która krytykowała rząd FIDESZ za relacje z Rosją, będzie teraz niczym struś chowający głowę w piasek, aby nie widzieć, że rząd TISZY dalej będzie importował rosyjskie surowce energetyczne i na pewno nie będzie palił się do okładania Moskwy kolejnymi sankcjami. Cóż, Paryż wart jest mszy, Sofia niegdyś, a Budapeszt teraz wart jest hipokryzji do sześcianu.

Przyszłego węgierskiego premiera chadeka Petera Magyara różni niemal wszystko od przyszłego bułgarskiego premiera ekssocjalisty Rumena Radewa. Jednak łączy ich to, że nie chcą swoich państw zadłużać gigantyczną pożyczką (raczej niestety nie do spłacenia) dla Ukrainy. W rezultacie nie będą jej wetować, nie sparaliżują zapewne tej inicjatywy Brukseli, ale skorzystają z opcji „out” i nie wezmą w niej udziału, podobnie jak rządy dwóch innych eurorealistycznych premierów: eksliberała Andreja Babisza w Pradze i ekssocjalisty Roberta Fico w Bratysławie.

I tak na naszych oczach, choć póki co bez naszego udziału, tworzy się nowa polityczna jakość w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *