Wydawałoby się, że o męce Polaków z Kresów wiadomo już wszystko. Prace naukowe i teksty literackie, choć niepromowane w wielkich mediach, trafiają do zainteresowanych czytelników. Co można dodać? Osobiste, niepowtarzalne świadectwo matki filozofa, Jana Krasickiego, Stefanii Krasickiej (1927-2014), kobiety, która w wieku dwunastu lat była świadkiem wybuchu straszliwej drugiej wojny światowej.
Zapowiedź towarzyszącego jej ludobójstwa – to łuna, którą jako dziewczynka obserwowała podczas pracy w polu latem 1939 roku. Nastolatka bywała lekkomyślna, znajdowała się niepotrzebnie w niebezpiecznych okolicznościach, ale ostatecznie uciekała się do modlitwy i przebiegłości, refleksu i własnej sprawności fizycznej. Wraz z rodziną musiała opuścić podolskie okolice, do których była od dziecka przywiązana emocjonalnie. Trafiła na opolsko-wrocławskie pogranicze województw, pod Brzeg, założyła rodzinę, spoczęła na miejscowym cmentarzu.
Zaprezentowany na tle znakomicie wydrukowanych map, lapidarny tekst wspomnień obejmuje kluczowe momenty dramatycznych lat wojny i rzezi ludności cywilnej na wschodzie, skupia się na ukraińskich morderstwach ze szczególnym okrucieństwem, dokonywanych na Polakach. Rozwinięte dziś badania nad literaturą dokumentu osobistego wynikły z bogactwa materiału, który został po XX wieku – stuleciu totalitaryzmów i ludobójstwa. Jasno i bardzo zwięźle przedstawiona faktografia wywiera wstrząsające wrażenie. Nie do pojęcia są sceny wabienia za dnia polskich kobiet, mężczyzn i dzieci przez ukraińskich sąsiadów, tylko po to, aby w nocy „bandery” dokonały straszliwej masakry.
Wspomnienia zostały uzupełnione trzema komentarzami. Dwa z nich pochodzą od syna autorki, a trzeci jest refleksją filologa polskiego, znawcy krytyki archetypowej, Zbigniewa Bitki. Jan Krasicki skupił się na biograficznych, geograficznych, historycznych i nawet filozoficznych kontekstach losów jego matki, podczas gdy polonista zanalizował symbolikę, psychoanalityczne asocjacje i głębokie sensy motywów uwzględnionych w tekście Stefanii Krasickiej. Szczególnie inspirująca jest uwaga Krasickiego, że filozofowanie zaczyna się od pytania o genezę, początek, czyli o arché. Mimo że czytamy faktograficzną narrację niewykształconej dziewczyny, erudycyjne treści nie rażą, lecz przeciwnie – ukazują jedność kultury. Okazuje się, że wobec doświadczeń gwałtownej modernizacji stylu życia jednego czy dwóch pokoleń, adekwatny w rodzinach przesiedlonych kresowian jest cytat z listu Rainera Marii Rilkego do polskiego poety, Witolda Hulewicza: „Jeszcze dla naszych dziadków dom, studnia, znajoma im wieża, nawet ich własna suknia, ich płaszcz były nieskończenie czymś więcej, czymś znaczącym, nieskończenie bliższym; prawie każda rzecz była naczyniem, w którym widzieli coś ludzkiego i coś ludzkiego dodawali” (cyt. s. 16 omawianej książki).
Znane z rodzinnych opowieści obrazy – to ten fragment relacji pani Stefanii: „Stożki zboża stały na podwórzu. Nocą spaliśmy pod stożkami, ale czuwaliśmy” (s. 40). W przekazywanych z pokolenia na pokolenie, z ust do ust zachowało się to ukrywanie w stogach. Dziś pewnie trzeba to wyjaśniać, upewniać się, jak mogły one wyglądać, gdy co roku obserwujemy pracę kombajnów i bele siana. Sceneria sprzed niemal stulecia, ubóstwo, a zarazem wysokie standardy moralne, oczywiste dla ówczesnej polskiej dziewczyny, mogą dziwić zwolenników konsumpcjonizmu. W innych realiach funkcjonujemy na co dzień.
Czytając koncyliacyjne komentarze Jana Krasickiego, myśli się z pewnym żalem o silnej polaryzacji dzisiejszej debaty politycznej. Dlaczego tak trudno uzyskać zrozumienie dla ogólnoludzkiego współczucia i solidarności? Ilekroć spotykam kogoś z Ukrainy, mam odruch sympatii, ponieważ uosabia przedwojenny, utracony świat o ileż bardziej uporządkowany i przyjazny niż powojenny system. Tymczasem uprzedzenia i wyolbrzymianie polskich błędów nie sprzyjają pogłębianiu się i utrwalaniu przyjaźni. Wykształceni, obyci z przekazem wielkich mass mediów, Polacy mają silnie utrwalony odruch samooskarżania się za winy swojego narodu. Z jednej strony przekora i automatyczna nieufność paradoksalnie ułatwiają manipulację nastrojami. Z drugiej jednak strony pycha, czyli zadufanie, przyjmowanie za pewnik swojej intelektualnej wyższości też odbiera szanse na precyzyjne rozumienie złożonych relacji międzyludzkich i międzynarodowych.
Nasze rozmowy na tematy polityczne są podszyte nieszczerością, bo już zbyt wiele sztucznie wykreowanych wpływów krąży w naszej tkance społecznej. Co gorsza rozpowszechnione systemy podejrzeń: marksizm lub psychoanaliza utrudniają adekwatny odbiór prawdziwej analizy rzeczywistości. Jak je przełamać, gdy zarzuty naiwności, anachronizmu lub po prostu niskiego ilorazu inteligencji działają paraliżująco – skutecznie jak brutalny szantaż.
Doskonałym antidotum na zafałszowania jest książka Stefanii Krasickiej i Jana Krasickiego jako dwugłos – wypowiadającej się bezpośrednio uczestniczki wydarzeń historycznych wieku XX oraz refleksyjnego filozofa XXI wieku.
Stefania Krasicka, Jan Krasicki, Tyle razy miałam nie żyć. Kresy Wschodnie utracony Raj, Oficyna Wydawnicza Akwedukt, Wrocław 2025, ss. 80.