Pan Blagier

Jestem z pokolenia, które w czasach młodości sięgało po książkę. Czytałem więc wiele i z różnych dziedzin. Także tych tzw. młodzieżowych czy przygodowych. Jednym z autorów był Zbigniew Nienacki, opisujący przygody Pana Samochodzika.

Rzeczony Pan Samochodzik to przydomek Pana Tomasza, historyka sztuki, zajmującego się poszukiwaniami zaginionych skarbów, czy raczej dóbr kultury narodowej, które zostały ukryte bądź zaginione w przeszłości. Tomasz, raz jest pracownikiem muzeum, innym razem specjalistą do specjalnych poruczeń w Departamencie Muzeów. To ktoś w rodzaju detektywa, który na co dzień szuka skarbów i rozwiązuje zagadki z nimi związane. Taki pierwowzór detektorysty, który detektora jednak nie używa. Posługuje się za to szarymi komórkami.

Ma na wyposażeniu pistolet, ale ten „leży sobie spokojnie zamknięty w pancernym sejfie”. Przydomek Pan Tomasz zdobył po tym, gdy otrzymał w spadku od swego zmarłego wuja Gromiłły, samochód wyposażony w silnik Ferrari Super America, „najszybszy wóz jaki jeździł w tym kraju”. Czyli w Polsce. Wuj Gromiłło, amator-wynalazca wyposażył samochód w dodatkowe urządzenia, dzięki którym nie tylko poruszał się najszybciej, ale mógł także pływać, był więc amfibią. Jedynym mankamentem wozu był jego wygląd „przypominający chrabąszcza albo czółno z narzuconym namiotem”, krótko rzecz ujmując „był potwornie brzydki”.

Pan Tomasz jeździł tym samochodem po Polsce, ale zapuszczał się także do Czechosłowacji (Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic), do Francji (Pan Samochodzik i Fantomas), a nawet do Kolumbii (Pan Samochodzik i człowiek z UFO). W Polsce Pan Samochodzik poszukuje ukrytych skarbów na dnie Jezioraka (Nowe przygody Pana Samochodzika), walczy ze złodziejami ikon w Bieszczadach (Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic), rozwiązuje tajemnicę ukrytych skarbów templariuszy (Pan Samochodzik i templariusze), zajmuje się ukrytymi i zrabowanymi skarbami monet we Fromborku (Pan Samochodzik i zagadki Fromborka), odnajduje ukryty pamiętnik niemieckiego zbrodniarza von Haubitz (Księga strachów ), a także skutecznie walczy z tajemniczą szajką międzynarodowych przestępców, zajmujących się handlem dziełami sztuki (Pan samochodzik i Niewidzialni). Jest także chwilowym kustoszem w pałacu, w którym odnajduje zbiory masońskie i udaremnia ich kradzież (Niesamowity dwór).

Pierwsza pozycja serii przygód, w której czytelnik poznaje źródło przydomku Pana Tomasza, to „Wyspa złoczyńców”, wydana w 1964 roku. Jednak pierwszą książką, w której Nienacki podejmuje wątek rozwiązania zagadki historycznej i – przy okazji – nielegalnego handlu mięsem, jest „Uroczysko”, wydane w 1957 roku.

Panu Tomaszowi w poszukiwaniach pomaga młodzież – trójka harcerzy, niejaki „Baśka” (chłopak, niemający nic wspólnego z dzisiejszym LGBT), Marta i inni. Pan Tomasz jest też wielbicielem pięknych pań, lecz jedynie skromność sprawia, że trzyma na wodzy swoje pożądanie. Wszak jest poszukiwaczem i „rozwiązywaczem” zagadek historycznych i nie ma czasu na takie sprawy, jak randki. Oczywiście ostatecznie fascynuje kobiety swoją tajemniczością i pozwala sobie na wypad nad Bałtyk z piękną panną Helenką Dohnalową, Czeszką, z którą rozwiązuje praskie tajemnice. A Karen Petersen, z którą rywalizuje podczas poszukiwań skarbu templariuszy, zaprasza Pana Tomasza na wspólną wyprawę eksploracyjną.

Mogłoby się wydawać, że seria Pana Samochodzika była świetną receptą na zaspokojenie ciekawości młodego czytelnika w PRL. Gdyby tak odrzucić ideologiczne wstawki typu „społeczny inspektor ORMO”, który ściga drogowych przestępców albo fałszowanie historii o reformie rolnej. I gdyby ten młody człowiek, który po przeczytaniu serii przygód Pana Samochodzika, nie sięgnął, jako dojrzały czytelnik, po inne – już nie młodzieżowe – pozycje Nienackiego. Bo wtedy dojrzałby, jakim zakłamanym autorem był Nienacki.

Autorem, którego Służba Bezpieczeństwa „wypożyczała” sobie, by pisał kalumnie na osoby walczące z systemem komunistycznym. To na podstawie „Worka judaszów” w 1971 roku nakręcono film Jerzego Passendorfera „Akcja Brutus”, traktujący o zwalczaniu „bandy Boruty”, który działał po wojnie. Pod postacią majora Boruty skrywał się kapitan Stanisław Sojczyński ps. Warszyc, dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego, działającego na terenie województwa łódzkiego.

Służba Bezpieczeństwa zaopatrzyła Nienackiego w stosowne materiały, które posłużyły autorowi do napisania swoistego paszkwilu, fałszującego wizerunek oraz działania Sojczyńskiego.

Co Nienackiego skłoniło, by być na usługach SB? Jego biografia jest wielce niekompletna. Nazywał się w rzeczywistości Tomasz Nowicki, okupację spędził w Słupi Skierniewickiej, gdzie pracował fizycznie. Jak wielu jego kolegów, zabiegał o przystąpienie do konspiracji. Nie został przyjęty. Jak sam tłumaczył, z powodu braku butów – chodził w drewniakach, a te dawały odgłosy podczas chodzenia po bruku i nie nadawały się do nocnych działań. Tak się tym przejął, że postanowił nie tylko izolować się od akowskich konspiratorów, ale związać się z komunistyczną partyzantką. To tyle sam Nienacki.

To pokazuje jednak, że Nowicki (Nienacki) już wówczas miał coś do ukrycia. A po wojnie powrócił do Łodzi i dostał się do łódzkiej „filmówki”, mimo braku matury. Jak to osiągnął? Nie wiadomo. Podczas pobytu w Moskwie, nawiązał jakieś kontakty z pewną damą, co zakończyło jego pobyt w stolicy bratniego kraju. Został wyrzucony ze studiów i zaczął pracę jako dziennikarz prasowy. Odkrył w sobie pisarskie powołanie.

W latach 60. wyjechał do Jerzwałdu, gdzie samotnie zamieszkał w kupionym domu. Pozostawił żonę i syna, w nowym miejscu związał się z 17-letnią Alicją Janeczek. Zaczął prowadzić żywot samotnego pisarza, trochę tajemniczego osobnika, pykającego fajkę. Stał się przydatny dla Służby Bezpieczeństwa, dla której dostarczał informacje o stosunkach wśród olsztyńskich literatów. Szczególnie upodobał sobie Erwina Kruka, dziennikarza, pisarza i poety, w latach 80. działacza „Solidarności”. Nienacki, jako „Eremita”, informował SB o działaniach Kruka, jego kontaktach koleżeńskich, planach wydawniczych itp.

Wśród kolegów – literatów Nienacki został zapamiętany jako posiadacz pistoletu, który zwykł kłaść na stole. Po co mu był potrzebny pistolet? Mówił, że mieszka na uboczu. Inni wskazują, że Nienacki bał się. Faktycznie, kazał zamontować kraty w oknach, koło domu biegały duże psy. Narażał się często innym mieszkańcom, donosząc o dokonywanych nielegalnych wywózkach drewna z lasu, wycinaniu choinek przed świętami. Lubił zasadzać się na kierowców spożywających alkohol. Jednocześnie nie odmawiał sąsiedzkiej pomocy, kiedy go poproszono. Swoją konkubinę wysyłał do miejscowego sklepu, by ta słuchała ploteczek i paplaniny stojących w kolejkach. Dla Nienackiego były to źródła informacji. Może ktoś kiedyś coś wspomniał o „mieszaniu krwi” w ustronnym miejscu, może to był wymysł Nienackiego.

W latach 80. wywołał głośny medialnie skandal literacki i obyczajowy powieściami dla dorosłych: „Raz w roku w Skiroławkach” oraz „Wielki las”. Autor zawarł w nich opisy scen erotycznych jakie rzekomo mieszkańcy miejscowości, utożsamianej z Jerzwałdem, mieli dokonywać. Sąsiedzi Nienackiego czuli się obrażeni, pokazano ich od jak najgorszej strony. Tymczasem byli to normalni mieszkańcy wioski, żyjący skromnie, choć nie stroniący od wielu przywar, jakie mają wszyscy ludzie.

Czy grozili Nienackiemu? Może ktoś wyraził myśl, by „temu wielkiemu panu porachować kości”, ale co bardziej spokojni nie pozwolili na dintojrę. Po tych zawirowaniach Nienacki nie powrócił już do wcześniejszego trybu życia. Mający aspirację, by otrzymać Nobla za twórczość literacką, czuł, że jego czas działalności się kończy. Związany z esbecją i partyjnymi układami w świecie literackim Olsztyna, ostro występujący przeciwko „Solidarności” i przyklaskujący stanowi wojennemu, coraz bardziej żył w osamotnieniu. I coraz częściej zaglądał do kieliszka. To tylko wzmogło jego kłopoty zdrowotne. Zmarł 23 września 1994 roku w szpitalu w Morągu.

Był blagierem. Swoje prawdziwe „ja” skrywał za literackim pseudonimem. Życiowe credo zawarł w zdaniu pochodzącym z jednej z ostatnich jego książek: „Sztuka rządzenia ludźmi jest umiejętnością mówienia kłamstw przy pomocy prawdy”. Chciał, by inni postrzegali go, jak sam charakteryzował swego bohatera, Pana Samochodzika. Tymczasem rzeczywistość była inna.

Samochodem jeździł wolno z powodu wady wzroku. Był miernym żeglarzem i nie wypuszczał się na większe akweny. Żaglówka służyła mu, by imponować młodym dziewczynom, które zapraszał na seksualne bachanalia. Jego literacki kolega, Aleksander Minkowski, wspominał, jak kiedyś brał udział w jednej z takich imprez na żaglówce, w której uczestniczyły młode uczennice szkoły średniej. Afery nie było, wszak obaj byli „dziećmi systemu”, chronieni przez ówczesne układy polityczne. Wiedza, którą miał imponować w serii przygód Pana Samochodzika, też nie zachwyca. Były to informacje, które autor czerpał z encyklopedii powszechnej oraz z przewodników turystycznych. Jego obraz skończył się wraz z PRL. A kiedy po 1989 roku nastała „przedłużka” tamtego czasu, zwana III RP, akolici „starej komuny”, ze względu na swoje skompromitowanie, nie byli potrzebni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *