Paul Craig Roberts, zastępca sekretarza skarbu USA w czasach Reagana, zaangażowany w jego politykę gospodarczą i zakończenie zimnej wojny, opublikował właśnie ciekawą analizę na temat planów upowszechnienia broni jądrowej wśród sojuszników USA. Sprawa jest arcyważna i wymaga głębokiego przemyślenia.
1 kwietnia, kandydat Trumpa na stanowisko przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, John Daniel Caine, powiedział przemawiając przed przesłuchaniem w Senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych USA, że Stany Zjednoczone są gotowe rozważyć zawarcie porozumień o dzieleniu się bronią jądrową z większą liczbą sojuszników USA w NATO. Wyraził to następująco:
Z perspektywy wojskowej, rozszerzenie udziału sojuszników NATO w misji odstraszania nuklearnego w pewnym zakresie zwiększyłoby elastyczność, przeżywalność i potencjał wojskowy. Jeśli zostanę zatwierdzony, będę pracować… nad oceną kosztów i korzyści takiej decyzji.
Dodał, że Waszyngton nie poprze swoich sojuszników w rozwijaniu własnych arsenałów nuklearnych, stwierdzając: „Rozprzestrzenianie (własnej) broni jądrowej, nawet wśród sojuszników, znacznie ogranicza zdolność USA do zarządzania ryzykiem eskalacji. Może to spowodować dalsze przyspieszenie działań przeciwnika w celu modernizacji i rozbudowy ich arsenałów nuklearnych. Ponadto nieodwracalnie naruszyłoby to Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i mogłoby zachęcić do proliferacji na całym świecie.”
Porozumienia o podziale potencjału nuklearnego budzą jednak kontrowersje, ponieważ de facto prowadzą do powstania nowych państw dysponujących bronią jądrową. Analitycy zachodni powszechnie podkreślają, że porozumienia te naruszają artykuły I i II Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (źródło: Miltary Watch Magazine, 2 kwietnia, „Następny szef Pentagonu potwierdza chęć zapewnienia większej liczbie sojuszników możliwości ataku nuklearnego”).
Porozumienia o współdzieleniu broni jądrowej są obecnie zawarte z państwami członkowskimi NATO: Belgią, Holandią, Niemcami, Włochami i Turcją, co pozwala ich siłom zbrojnym na korzystanie z amerykańskich głowic jądrowych rozmieszczonych na ich terytoriach w przypadku poważnego konfliktu.
Możliwość rozszerzenia porozumień o podziale broni jądrowej pojawiła się w czasie, gdy państwa europejskie coraz częściej rozważały rozwijanie większego kontynentalnego arsenału nuklearnego niezależnego od Stanów Zjednoczonych, a być może także porozumień o podziale broni jądrowej skupionych wokół Francji i jej mniejszego arsenału. Ma to również miejsce w czasie rosnących obaw, że punkty kontaktowe NATO z siłami rosyjskimi mogą zostać rozszerzone, gdyby Ukraina poniosła całkowitą klęskę, co jest coraz bardziej prawdopodobne w wyniku ogromnych strat na linii frontu. Porozumienia o podziale broni jądrowej mogłyby pomóc w znacznym zmniejszeniu presji na siły zbrojne USA w Europie, umożliwiając im ponowne skupienie się na Azji Wschodniej, która pozostała wiodącym priorytetem pod rządami nowej administracji Donalda Trumpa. Możliwości ataku nuklearnego F-35 uzbrojonych w głowice B61 były głównym zmartwieniem Rosji w szczególności, a doniesienia amerykańskich mediów z listopada podkreślały, że pojedynczy uzbrojony w broń jądrową F-35 mógłby zabić ponad 310 000 mieszkańców Moskwy lub 360 000 w Petersburgu jednym atakiem (źródło: jak wyżej).
Dr Roberts ocenia, że to co powiedział Caine, ma sens. USA nie chcą, aby Belgia, Holandia, Włochy, Niemcy lub Polska rozpoczęły wojnę nuklearną. Jednakże za tym zdrowym rozsądkiem kryje się absurdalność zarządzania wojną nuklearną. Istnieje konsensus, że wojna nuklearna byłaby zabójcza dla życia na planecie. Oczywiście, zadaniem Pentagonu jest przygotowanie się do wojny. Ale skoro wojna, do której przygotowuje się Pentagon, jest nie do wygrania, dlaczego nie spróbować przygotować się do pokoju? Jaka sprawa jest warta walki, jeśli doprowadzi do śmierci planety Ziemia?
Roberts przypomina, że prezydent John F. Kennedy ogłosił tzw. lukę rakietową, ale jednocześnie odrzucił „Operację Northwoods” (mającą prowadzić do inwazji USA na Kubę) czy plan Połączonych Szefów Sztabów dotyczący ataku nuklearnego na Związek Radziecki.
Roberts twierdzi, że Kennedy współpracował za kulisami z radzieckim przywódcą Chruszczowem, aby rozładować niebezpieczną sytuację. Zamiast uznać przywództwo Kennedy’ego, amerykański kompleks wojskowy uznał Kennedy’ego za „łagodnego wobec komunizmu”, zdrajcę Ameryki, którego należało usunąć z urzędu. Ponieważ Kennedy był popularny, rozwiązaniem było zabójstwo.
Roberts pisze: Zgadzam się z Jamesem Douglasem, Oliverem Stone’em i wszystkimi innymi, że Kennedy został zamordowany przez amerykańskie Państwo Bezpieczeństwa. Odchodzę od nich w kwestii tego, czy powinno to zostać ujawnione, czy zatuszowane. Tutaj nie chodzi o fakty, tylko o osąd, a osąd nie jest nieomylny. Nie sądzę, aby ktokolwiek z Komisji Warrena uwierzył w raport. Cały cel raportu polegał na ochronie amerykańskiej opinii publicznej przed utratą zaufania do własnego rządu w trakcie niebezpiecznej zimnej wojny z przeciwnikiem posiadającym broń jądrową. Mając na uwadze równowagę sił na świecie, Stany Zjednoczone zostałyby skrzywdzone przez oficjalne przyznanie się, że agencje bezpieczeństwa rządu USA zamordowały własnego prezydenta.
Swoją analizę Roberts kończy zaskakującą propozycją wypowiedzi, z jaką prezydent Lyndon Johnson mógłby się zwrócić po zaprzysiężeniu w 1963 roku do Amerykanów:
Drodzy współobywatele Ameryki, nasza przesadna paranoja, nasz strach przed Związkiem Radzieckim doprowadziły do śmierci naszego prezydenta z rąk CIA, Kolegium Szefów Sztabów i Secret Service, ponieważ wysiłki prezydenta Kennedy’ego zmierzające do zmniejszenia napięć między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, które niedawno doprowadziły świat na skraj wojny nuklearnej, zostały błędnie odebrane przez nasze agencje ochronne jako oznaka niebezpiecznego i nieuzasadnionego zaufania do naszego wroga, co naraziło nas na atak nuklearny. Prezydent Kennedy był postrzegany jako pobłażliwy wobec komunizmu i prawdopodobnie zdrajca. Wina nie leży po stronie CIA i Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Wina leży po stronie zimnej wojny i rozmieszczenia niezwykle niszczycielskiej broni jądrowej. To zagrożenie jest realne i musi zostać wyeliminowane. Naszym najpilniejszym zadaniem nie jest ściganie naszych agencji ochronnych za ich błędne osądy, ale zakończenie zimnej wojny i zakazanie istnienia broni jądrowej. Naszym wyzwaniem jest nauczenie się, jak żyć w zgodzie, a nie jak zabijać się nawzajem. Tragedia i nasz żal po zabójstwie naszego prezydenta są owocem naszej własnej paranoi. Naszym zadaniem jest zastąpienie strachu i nieufności wzajemnym zaufaniem. Jeśli tego nie zrobimy, prędzej czy później zostanie użyta katastrofalna broń.
Podsumowuje jednak:
Nic takiego nie mogło się wydarzyć, ponieważ zbyt wiele osób i interesów miało udział w trwającym konflikcie. Zabójstwo JFK dało Johnsonowi prezydenturę. Skorzystał na tym budżet kompleksu wojskowego, ponieważ obwiniano za zabójstwo Oswalda, radzieckiego agenta. Dla Kolegium Szefów Sztabów i CIA był to wspaniały wynik. Co mogli zyskać, mówiąc prawdę Johnsonowi i kontynuując wysiłki Kennedy’ego, aby zmniejszyć histerię i groźby? Kiedy potrzebna była wizja, jej nie było. Większość katastrof w historii wynika z niezdolności ludzi do podejmowania właściwych decyzji. Dziś testowani są Trump i Putin. Jak duże zaufanie możemy mieć do któregokolwiek z nich?
Jaką politykę będzie prowadził John Daniel Caine (ur. 1969), amerykański generał porucznik w stanie spoczynku i inwestor kapitału podwyższonego ryzyka, który w latach 2021–2024 pełnił funkcję zastępcy dyrektora ds. wojskowych Centralnej Agencji Wywiadowczej, jeśli zostanie zatwierdzony?