To chyba główne pytanie, jakie słyszymy dziś ze strony mediów sprzyjających rządowi oraz polityków, dla których przez lata stosunki polsko-ukraińskie miały opierać się na zasadzie „grubej kreski”, „wybierania przyszłości” i pozostawiania „sporów historycznych historykom”.

Co nam przyszło z decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego? Niektórzy, jak były minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, mówią nawet, że jest to dla Polski ogromny wstyd.
Pozwolę sobie odwrócić to pytanie i zapytać: a co nam dało to, że przez 30 lat udawaliśmy, iż nie widzimy rosnącego kultu UPA? Jakie odnieśliśmy wymierne korzyści z udawania, że pada deszcz? Z chowania głowy w piasek i siedzenia cicho?
Decyzją prezydenta powiedzieliśmy: stop. Stop przemocy symbolicznej, kłamstwu i lekceważeniu naszych poległych i pomordowanych. Dla mnie to już coś.
Dowiedzieliśmy się także, że dla ukraińskich polityków, którzy zwrócili Polsce swoje odznaczenia, kult UPA znaczy więcej niż polska przyjaźń, okazana pomoc, przyjęcie milionów uchodźców, przekazany sprzęt wojskowy, wsparcie na arenie międzynarodowej, gotowość do pomocy w odbudowie kraju po wojnie oraz wszystkie gesty przyjaźni, jakie wykonywaliśmy przez lata. W mojej opinii jest to cenna lekcja.
Prywatnie dowiedziałem się również, że więcej ukraińskich polityków, którzy jak się okazało otwarcie podpisują się pod spuścizną UPA, otrzymało wysokie polskie odznaczenia niż polscy działacze kresowo-kombatanccy, którzy przez całe życie dbali o pamięć o pomordowanych.
To nie dla nas powinno być powodem do wstydu, że w świecie głośno jest o decyzji prezydenta Nawrockiego, lecz dla Ukrainy, ponieważ właśnie teraz świat dowiaduje się o zamordowaniu ponad 100 tysięcy Polaków. To „bohaterom UPA” powinno być wstyd na cały świat.
Dowiedzieliśmy się również, że są w Polsce „eksperci”, którzy twierdzą, iż UPA była odpowiednikiem AK. Tymczasem każdy ekspert, nawet posiadający jedynie podstawowe wykształcenie, powinien wiedzieć, że Armia Krajowa była siłą zbrojną Polskiego Państwa Podziemnego, częścią Wojska Polskiego, które u boku aliantów walczyło przez całą wojnę przeciwko III Rzeszy. Podlegała legalnym władzom Rzeczypospolitej Polskiej przebywającym na uchodźstwie. Wypełniała swój żołnierski obowiązek obrony prawa Polski do niepodległego bytu państwowego w jej przedwojennych granicach oraz przestrzegała konwencji międzynarodowych.
Natomiast tzw. UPA była zorganizowaną i zhierarchizowaną formacją zbrojną, bojówką podporządkowaną nielegalnie działającej, terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która odpowiada za ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Obecnie podgrzewane są nastroje, jakoby ta decyzja mogła doprowadzić do wstrzymania dalszych ekshumacji. Warto raz jeszcze przypomnieć, że prawo do godnego pochówku wynika bezpośrednio z uniwersalnych konwencji międzynarodowych, zasad cywilizacji oraz wartości europejskich. Dzieci uczą się o tym już w szkole przy okazji omawiania „Antygony” Sofoklesa. Zamordowani nie mogą być przedmiotem politycznego targu.
Jesteśmy również straszeni, że nie będziemy mieli wpływu na odbudowę Ukrainy, a nasza pozycja międzynarodowa osłabnie. Przepraszam, ale czy to nam w pierwszej kolejności powinno zależeć na odbudowie Ukrainy, czy raczej Ukraińcom powinno zależeć na sprawnej odbudowie ich państwa?
Czy to my jesteśmy w roli petenta wobec zrujnowanego wojną kraju, zależnego od zagranicznej pomocy finansowej, czy może jest odwrotnie? Czy przypadkiem Polska nie jest, jak chwali się rząd, dwudziestą gospodarką świata, a Ukraina czy nie pozostaje w gospodarczej ruinie? To nam ma zależeć na odbudowie Ukrainy, czy może to Ukraina powinna o to zabiegać, zwłaszcza u jej sąsiada. Zresztą wojna nadal trwa i nie wiadomo, kiedy i jak się zakończy. Nie wiadomo również, kto będzie rządził na Ukrainie po przeprowadzonych wyborach, a notowania prezydenta Zełenskiego nie są zbyt wysokie.
Uważam, że decyzja prezydenta Nawrockiego była bardzo dobra. Urealniła ona nasze stosunki, które moim zdaniem nie uległy pogorszeniu, ponieważ nigdy nie były dobre. Ich fundamentem przez lata były przemilczenia, relatywizm, życzeniowość oraz ideologiczne imaginarium.
Nawiasem mówiąc, słowo „imaginarium”, oznaczające zbiór wyobrażeń, obrazów, motywów czy fikcyjnych światów, robi ostatnio furorę na łamach „Gazety Wyborczej”. Pojawiają się tam stwierdzenia, że kult UPA nie jest wymierzony przeciwko Polsce, lecz tylko przeciwko Rosji, zgodnie z określonym „imaginarium”, i że te dwie kwestie należy od siebie oddzielić.
Apeluję zatem do osób podzielających ten pogląd, aby same zaczęły używać czerwono-czarnych flag. Skoro bowiem, jak twierdzą, symbol ten zyskał nowe znaczenie i oznacza przede wszystkim walkę z Rosją oraz wsparcie dla współczesnej Ukrainy – nie powinien nikogo obrażać. Jeśli tak jest, niech noszą te barwy w klapach marynarek jako wyraz solidarności z Ukrainą. Niech noszą – jeśli się nie wstydzą.
To w interesie zarówno Polski, jak i samej Ukrainy leży, aby kult OUN-UPA opuścił sferę imaginarium i przeszedł do obszaru rzetelnej refleksji historycznej, a ostatecznie trafił tam, gdzie jest jego miejsce, czyli na śmietnik historii.