„Ku czemu Polska szła?”

Artur Górski (1870-1959), podpisujący się także „Quasimodo” jako pisarz, badacz literatury, dziennikarz i nauczyciel, zajmował się twórczością Adama Mickiewicza i okresem Młodej Polski. Był „ojcem chrzestnym” nazwy Młoda Polska, a to za sprawą cyklu artykułów, w których omawiał cechy literatury tego okresu. Przed wojną sporo publikował m.in. w krakowskim i lwowskim „Życiu” oraz w poznańskiej „Tęczy”.

Artur Górski 1870-1959 fot. ze zbiorów Biblioteki IBL PAN

Przede mną leży niewielka książeczka „Ku czemu Polska szła”. Jest to pierwsze wydanie z 1918 roku, które ukazało się w oficynie Arcta w Warszawie. Przed wojną to niewielkie dziełko cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród czytelników i miało kilka wydań. Po wojnie władza komunistyczna nie dopuściła do jego wznowienia, a nawet wycofywała przedwojenne wydania z bibliotek. Jaki był powód? Górski z pasją ukazywał, że to właśnie w Polsce narodziły się prawa człowieka i nowoczesna idea demokracji. Pisał:

„Nie jestem historykiem, nie znam dziejów, jak je zna i znać powinien uczony (…) uczyłem się dziejów naszych – nie z książek, bo mię w szkołach niby polskich tego nie uczono, ale patrząc w to, z czym się oko spotyka za żywa. Widziałem je w murach starodawnych rodzimego miasta Krakowa, w świetle Mariackich witraży, w zarysie wzgórza Wawelu, w linii biegnącej od kopca Kraka na Krzemionkach po kopiec Kościuszki, widziałem je dalej w obrazach Matejki, z których każdy, wystawiony na widok publiczny, stawał się duszą miasta na czas pewien; i w postaci samego Matejki, kiedy drobny wzrostem, jak najmniej imponujący, szedł co dzień do tumu na mszę ranną pod łukiem Pasji Wita Stwosza. Oglądałem dziejów tych zaczątki w starodawnej obyczajowości ludu, w jego zaśpiewach obrzędowych, we święcie nowego chleba gwarnym tłumem zapełniającego ruiny Chrobrowego Tyńca. (…) Ale najwięcej spotykałem się z kartami dziejów pośród ludzi żywych, czytając w nich to, co w ich charakterze, w ich działaniach, na marginesie ich życia, zapisała historia. Bo człowiek jest streszczeniem dziejów (…) Jeśli przodek jego bił się z nakazu, którego nie pojmował, to potomek jego będzie miał łatwość zabijania ludzi, jak maszyna. Jeśli się bił jako wytrawny zorganizowany zaborca, wówczas być to może, że weźmie udział w ukrzyżowaniu wyznawców „dobrej wieści”, jeśli ta wieść ujmuje czci boskiej jego imperatorowi. Ale jeśli jego broń błyskała kiedyś w słońcu w obronie człowieczeństwa, wówczas to wino radości, jakie mu uderzy do głowy, gdy szablę poczuje w dłoni, nie zasłoni mu nigdy wyboru słusznej sprawy”.

Czytając te słowa wiemy, dlaczego władza w Polsce – z obcego nadania – nie pozwalała na publikację Górskiego. Autor podjął się tematu misji dziejowej Polski w ujęciu tzw. historiografii optymistycznej. Wynikało to z kontekstu czasu, w którym tworzył – odbudowania państwa po zaborach:

„Jakże tedy będziemy się budować na nowo? Budując państwo urzędników, dyplomatów, militarystów? Ciągnąc za sobą grzechy Europy: krzyczącą nierówność, władztwo, pieniądze, niewiarę w wyższe siły bytu? Nie. Chcemy budować w sobie, w narodzie, nowe świata sumienie. A wówczas zbudujemy państwo; państwo, które będzie rosnąć wtedy, gdy stare będą się łamać! Zwycięża zawsze najgłębsza idea moralna. Całe nagromadzone zasoby siły i mądrości walą się w proch od jej cichego wybuchu. Do jedności społecznej i duchowej w Europie nie przyjdzie, dopóki się nie rozpadną te olbrzymie bóstwa asyryjskie, biorące kształt dzisiejszych form państwowości. Nie daliśmy się wtłoczyć w te formy za czasów Rzeczypospolitej, rozwijaliśmy się inaczej przez wieki – i na przyszłość rozwijać się będziemy.”

Istotnym wyróżnikiem Polski w przeszłości była szlacheckość, czyli – jak pisał Górski:

„Polska szła i żyła przez wieki wiarą w człowieka. A to jest zasada demokracji. Jakoż naród szedł z wielką wszechświatową falą demokracji, stworzył ustrój republikański, uspołecznił rząd, wielonarodowe obszary powiązał federacją, przekreślił dążenia zaborcze. Ten ustrój demokratyczny przyjął jednak w Polsce swój własny typ i wyraz: szlacheckość. Polskę cechuje szlacheckość. Nie arystokratyzm. Arystokratyzm, wprost przeciwnie, opiera się na niewierze w człowieka. Utrzymuje on jak najdłużej zasadę podziału i społeczeństwa na szczupłą kastę rządzących, i tłum traktowany jako wieczyście małoletni, nawet jako stado robocze, trzymane na wodzy batem i obrokiem, przekupywane „patriotyzmem brzucha”. Polskę cechuje szlacheckość (…) Określić ją można jako pewien swoisty stosunek do życia, do ludzi, do samego siebie – stosunek, oparty na tej wierze w człowieczeństwo. Szlacheckość to typ człowieka niezależnego moralnie, odpowiedzialnego przede wszystkim przed samym sobą, o jednolitym sumieniu, o rodzinnej organizacji społecznej, o przychylnej postawie wobec innych narodów. (…) Ta sama szlacheckość tkwi w ludzie, w kmieciu krakowskim czy łowickim, czy z nad Gopła. Jest w niej piastowa gospodarczość wobec życia, jest w niej także wiara w człowieczeństwo wobec śmierci. (…) Ku czemu Polska szła? Dzieje mówią nam: „Ku szlacheckości”. (…) Bez pańskości, bez chamskości, bez imperializmu, bez zaboru, bez egoizmu narodowego, bo egoista narodowy jest i życiowym egoistą, choćby za ojczyznę umierał. A cały blask potęgi politycznej wywołuje tylko obrzydzenie, jeśli w jej świetle hoduje się i przechadza człowiek o duszy odpychającej.”

O Polakach Górski pisał: „Ten naród miał serce i wnosił je do dziejów. Sprawę stosunku swego do świata, do ludów innych, rozstrzygał nie na tle wyznania, nie na tle rasy, ale po ludzku, jako stosunek człowieka do człowieka. Różnice narodowe czy rasowe istniały tu jedynie o tyle, o ile istniały jako różnice charakteru moralnego.”

Co zatem sprawiło, że w XVIII wieku Polska zniknęła z mapy Europy. Górski przyczyn szuka w XVII wieku, kiedy: „następuje zachwianie pewnych podstaw w samym sumieniu, mianowicie w pojęciach władzy i pracy. Historycy, patrząc w dzieje nasze, wynoszą to przekonanie, że trzeba nam było i trzeba władzy. Władza silna jedynie może nas zorganizować, zapobiec rosnącym brakom. Tak zatem z potrzeby silnej władzy czyni się dogmat narodowy. Jest to słuszne – ale trzeba się jeszcze porozumieć o naturę tej władzy. (…) Nie dość władzy; trzeba prawowitej władzy. A władza prawowita zawsze powstać może. Lecz i tego nie dosyć. Może człowiek genialny podźwignąć całe społeczeństwo; po jego śmierci choroba władzy wystąpi jednak z powrotem. To samo może zdarzyć się całemu stronnictwu władzy; odosobni się i wymrze, nie zostawiając następców. Nie dość, że będzie władza, jeśli ona działać będzie jedynie przymusem lub opanowaniem opinii. Trzeba i poczucia służby. Trzeba tego poczucia jako prawa kosmicznego, nie tylko politycznego; i to trzeba go w całym społeczeństwie, a zatem i u tych, którzy słuchają władzy, i u tych którzy ją sami wykonują.

(…) Wprowadzenie młodego żywiołu szlacheckiego do wysokich atrybucji prawodawczych spowodowało u niego fałszywe wyobrażenie o władzy, jako o czymś, co jest przeciwieństwem wolności. Były to już nie tylko błędy, były to grzechy – z początku, w wieku XVI, wyższym poziomem zdrowej oświaty poskromione, potem z pokolenia na pokolenie rosnące. (…) Obok zachwiania pojęcia państwa i władzy, następuje, jak mówiliśmy, zachwianie pojęcia pracy. W wieku XV poczęła się zamiana czynszów i danin na robociznę, czyli tak zwaną „pańszczyznę”. (…) To korzystanie z cudzej pracy obraca się i przeciw szlachcie. Prawo wygody mści się. Pod tym wpływem zmieni się typ rycerski w XVII wieku. W wieku XV jest to rycerz z tradycją piastowską, gotów na zawołanie, królowi wierny, z wysoką tradycją honoru (Zawisza). W wieku XVI rycerz przekształca się w obywatela, na miejsce króla stawia Rzeczpospolitą, obok miecza włada i piórem, ma poczucie dobra publicznego, ma sumienie publiczne w piersi swojej i słucha go, ale już przebudowuje gmach ojczysty ku swojej wygodzie, i nie zawsze staje ochotnie do pospolitego ruszenia; od króla Jana Olbrachta traci ono na dawnej wartości. W wieku XVII szlachcic polski staje się domatorem i dewotem, umie być dobrym żołnierzem, gdy konieczność zmusza, ale czyni to jakby z łaski – jest leniwcem – przez zmysł do opozycji i niewrażliwość na interes państwa, burzycielem Rzplitej. Za to dbałość o splendor familii rośnie. Panowie prowadzą wojny i wyprawy dla celów własnych, czasem ze szkodą kraju.”

Dla Górskiego wiek XVII stanowił cezurę pomiędzy chwałą Polski i jej schyłkiem dziejowym. W tym okresie dostrzega niebezpieczeństwo, jakim były rosnące aspiracje magnatów: „Magnatowi tego wieku pojęcie ojczyzny nie wystarczało. Jego rozrosła ambicja wymagała silnej nad sobą władzy, której on w osobie króla-rezydenta nie znajdował. (…) Moralne pojęcie ojczyzny, rządzące Rzplitą, jest dla tych ludzi siłą za słabą, by jej poddać umieli swoje rozrosłe ambicje. (…) Tenże sam magnat stanie teraz pomiędzy rzeszą szlachecką a nową demokracją, wyrastającą na wschodnich granicach, nad Dnieprem – to jest demokracją kozacką. Po sprawie unii i sprawie moskiewskiej jest to sprawa (…) stojąca obecnie przed narodem i domagająca się rozwiązania w myśl tradycji historycznych. Na niej to okazuje się z całą straszliwą oczywistością, jak zasada wolności obywatelskiej wewnątrz – promieniowanie pojęć tych na zewnątrz, zasada dalej unii narodowych, a walka z despotyzmem zawsze zaborczym i zawsze okupującym korzyści moralne materialnymi – była jedyną żywotną i ruch nadającą zasadą życia narodu. Polska, tej zasadzie wierna, rozwiązywała całe zagadnienie sprawy wschodniej. W sojuszu z republiką kozacką byłaby ona wyrzuciła Turków z Europy i zakratowała Rosję, gdyby nawet nie była zdolna przetworzyć jej. A wtedy sojusz jej dalszy z demokracją zachodu nadałby inny bieg dziejom całego świata. Zorganizowawszy ludy słowiańskie na wschodzie, uwolniwszy południowe od imperializmu tureckiego, byłaby Rzplita Polska wyswobodziła zachodnie ludy słowiańskie, nie dopuściła do zniszczenia Czech i do zatamowania rozwoju Serbo-Chorwatów i Słoweńców na długie wieki.

(…) Sprawa kozacka byłaby tych zadań etapem. Tymi, którzy te zasady bytowania Polski złamali w stosunku do Ukrainy, byli magnaci kresowi, nowi posesjonaci, wyrośli z darowizn królewskich na półpustego kraju, który wymagał obrony przed ciągłymi napadami Tatarów.”

Dalej Górski przedstawia okoliczności powstania Siczy kozackiej, której: „zmysł rycerski rozbudzili Polacy, dowodząc i wiodąc w granice państwa tureckiego na samowolne wyprawy. (..) Tak powstało kozacko-polskie braterstwo broni w walkach z Moskwą, Tatarami i Turcją. Tak odżywała dawna narodowość małoruska, wytwarzając pod wpływem kultury polskiej, własną organizację wojskową, własny ustrój religijny w nowo zbudowanych miastach. Popsuła sprawę chciwość możnowładców i ich wyobrażenia plantatorskie. Jeżeli zamiast sojuszu demokracji szlacheckiej z nowo powstającą demokracją ruską, przyszło do rozerwania i wielkiego krwi rozlewu, zakończonego odejściem Kijowa i Zadnieprza do Rosji – to był to skutek arystokratyzmu, któremu organizatorzy Rzplitej nie umieli w swoim czasie położyć stanowczego końca. Polityka polska w stosunku do Ukrainy uległa naciskowi „królewiąt” kresowych, dała się zepchnąć ze swego toru, poszła na usługi interesów prywatnych i, webrnąwszy w ten sposób w zatarg, musiała dla honoru czynić rzeczy sprzeczne z przekonaniem swoim.”

Wydaje się, że te ciężkie oskarżenia nie uwzględniały wszystkich czynników polityki Rzeczypospolitej w tamtym czasie, jak choćby rosyjskiej ekspansji czy osobistych aspiracji władców. Takie ujęcie problemu miało związek z okresem odbudowy polskiej państwowości. Ścierały się wówczas różne koncepcje roli Polski w tej części Europy. Górski jako znawca literatury romantycznej odnajdywał elementy romantycznej wizji, w której najważniejszą rolę odgrywały zasady moralne. Polska państwowość przez wieki była oparta nie na sile, a na wartościach wynikających z moralnych zasad chrześcijaństwa. I taka miała być Polska odbudowywana po zaborach.

Podobny tok rozumowania znajdujemy w polityce wschodniej Józefa Piłsudskiego: „Jeżeli na całym świecie panuje nieuczciwość w polityce kresowej, ja chciałbym, by nasza polityka kresowa była polityką uczciwą” oraz: „Przyniesienie wolności ludom z nami sąsiadującym będzie chlubą mego życia, jako męża stanu i żołnierza. Znam więzy historyczne, które je z nami łączą, wiem, że więzy te zacieśniały się nieraz po rozbiorze Polski. Oswobadzając tych uciśnionych, chcę tym samym zatrzeć ostatnie ślady rozbioru. Przywiązać ich do Polski przemocą – nigdy w życiu! Byłoby to odpowiadać nowymi gwałtami na gwałty popełnione w przeszłości.”

A jak według Górskiego wyglądało porównanie polskiego ładu z niemieckim? „Kto zechce się gorszyć naszym stanem publicznego ładu, w którym na dzikość obyczajów nie umiano nałożyć wędzidła, ten niech zechce nasze stosunki porównać z zagranicznymi, na przykład niemieckimi. Porównanie to – pisze Łoziński („Prawem i lewem”) – wychodzi stanowczo na korzyść Polski. Czym były nasze „odpowiedzi” wobec (…) niemieckich uszlachconych zbójców, które w 1806 roku tak się rozmnożyły, że żadne miasto, żadne sioło nie było bezpieczne przed bandami domagającymi się okupu pod groźbą rzezi i pożogi? Czym były nasze najazdy i zajazdy wobec napadów niemieckich, (…) które pustoszyły całe okolice Meklemburgii, Turyngii. (…) U nas wzajemne zajazdy inny nosiły charakter. Była to anarchia norm prawnych, ale nie zdziczenie moralne. Cudzoziemcy z XVII i XVIII wieku świadczą w pismach, że bezpieczeństwo panowało w miastach, podróżni mogli bez obawy przejeżdżać puszcze i drogi najmniej uczęszczane. Do tego stanu poprawy obyczajów doszło społeczeństwo nie na drodze ukrócenia przez prawo, jak to osiągnięto na Zachodzie, ale przez wychowanie, wychowanie rodzinne i religijne.”

I jeszcze jedna cecha, którą autor przypisuje Polakom: „Dlaczego ludzie ci wygrywali bitwy a nie kończyli wojen. Zarzut ciężki. Ale ten rys właśnie cechuje ich naturę. To byli ludzie dobrzy. Rozgromiwszy najeźdźcę, uważali sprawę za skończoną i powracali do domów. A jako ludzie dobrzy sądzili innych według siebie. I przez tę wiarę w ludzi upadali. Nie byli czujni, nie mieli się dość na baczności. Bo co innego być drapieżcą, a co innego być czujnym.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *