Przykręcanie śruby a la Filipiny. Skąd my to znamy?

Piszę te słowa na Filipinach, gdzie jestem po raz drugi w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy a po raz trzeci w ciągu ostatnich paru lat. Widzę podobieństwa między tym jedynym katolickim krajem Azji, a moją Ojczyzną, przy czym nie chodzi tu tylko o kwestie wiary i szczególnego przywiązania do rodziny. Chodzi o politykę. I u nas i u nich historia przyspiesza. I u nas i u nich władza przykręca śrubę i zamyka lub ściga polityków opozycji.

Oto tuż przed moim przyjazdem aresztowano opozycyjnego senatora – syna byłego prezydenta. Okoliczności były jakże podobne do tego, co miało miejsce w Polsce. U nas po byłego szefa MSW i wiceszefa tegoż resortu służby wkroczyły do Pałacu Prezydenckiego. Tutaj policja dokonała desantu na… Senat.

Aby na pewno złamać potencjalny opór policjantom towarzyszył aktualny minister spraw wewnętrznych. Naruszenie nietykalności izby wyższej wściekło jej przewodniczącego – skądinąd mojego znajomego, z którym (i jego żoną) niedawno jadłem kolację.

Zaprotestował ostro i publicznie. Rezultat? Już podczas mojego pobyt, a więc parę dni po najściu policji + szefa MSW na Senat… został odwołany ze stanowiska marszałka, żeby użyć polskiego określenia.

Dwa tygodnie wcześniej odbyło się policyjne polowanie na innego senatora z opozycji. Spodziewał się tego, więc obawiając się aresztowania w ogóle przez ostatnie miesiące nie przyjeżdżał do stolicy, Manili. W końcu przyjechał i został w siedzibie parlamentu uznając, że stamtąd go nie aresztują (naiwnie, biorąc pod uwagę późniejsze doświadczenia jego kolegi z opozycji). Gdy do nakazu jego aresztowania wydanego przez miejscową policję doszedł kolejny nakaz – międzynarodowy – senator uznał, że trzeba wiać.

Potem było jak w filmie sensacyjnym: z budynku Senatu wydostał się ukryty w samochodzie innego senatora z opozycji, któremu później postawiono za to zarzuty. Następnie miał odpłynąć jachtem byłego gubernatora w „pewne miejsce”, a stamtąd odlecieć do prowincji Mindanao – tej samej, w której japońscy żołnierze ukrywali się lata po wojnie.

Obecnie usiłuje się odwołać ze stanowiska obecną prezydent, która ośmieliła się zadrzeć z prezydentem. Widziałem demonstracje w jej obronie w filipińskiej stolicy. Skądinąd budynek Senatu jest niemal ufortyfikowany i pilnie strzeżony, co przypomina mi znowu znane sceny z Polski…

Filipiny, Polska: jak daleko i jak blisko. My wybory mamy za rok, oni za dwa lata. Ale strach władzy jest, jak widać, bardzo podobny. A i metody zbliżone…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *