Polityka historyczna, rozumiana jako narzucanie innym swojej narracji, może być równie skuteczna, jak agresja kinetyczna, bo naród, który traci pamięć, nie ma tożsamości. Nie liczy się, bo nie ma swojej racji stanu.
Obywatele polscy pojechali do Berlina w rocznicę postawienia kamienia pamięci polskich ofiar II wojny światowej, by pomodlić się, postawić krzyż i złożyć kwiaty. Po brutalnej pacyfikacji niemieckiej policji znaleźli się w szpitalu. Polskie służby dyplomatyczne nie zainteresowały się tym barbarzyństwem – wbrew prawu unijnemu i niemieckiemu. Premier nazwał ten przestępczy incydent – ruchawką berlińską. W ten sposób niemiecką politykę historyczną brutalnie realizują policyjni bojówkarze, pacyfikując polskich obywateli. Ten kamień pamięci – zwany również kamieniem pogardy – jako symbol od dawna obiecywanego pomnika, znajduje zwolenników wśród administracji 13 grudnia.
Ruchawka berlińska
I właśnie przy tym kamieniu członkowie Ruchu Obrony Granic chcieli umieścić tablice z informacjami o niemieckiej polityce wojennej na polskich terenach. Ta podstawowa prawda powinna znajdować się w niemieckich podręcznikach, ale nieznajomość najnowszej historii jest w społeczeństwie niemieckim powszechna. To klęska niegdysiejszej komisji podręcznikowej, w której uczestniczył Władysław Bartoszewski, szeroko reklamowany przez media polskojęzyczne jako profesor. Niezależnie od tego, premier swoje: Ruch Obrony Granic kompromituje Polskę. PO-litycy też nie ustępują – nie potrzebujemy takich patriotów, chcecie nas pokłócić z sąsiadami. Ta prowokacja niszczy relacje dobrosąsiedzkie.
Wynika z tego, że w ramach dobrosąsiedzkiej współpracy, polscy obywatele mogą być bici przez niemieckich policjantów. A na wyparciu zbrodni wojennych (nie mówiąc o reparacjach), bezkarności i nieodpowiedzialności – jako na fundamencie – można stanowić przyjazne relacje między narodami.
W środku cywilizowanej (bazującej na wartościach chrześcijańskich) Europy – policjanci zaatakowali ludzi niosących krzyż i profanowali go. Kto szkoli takich policjantów, którzy kopią i biją ludzi niosących krzyż. Czy funkcjonariusze-zwyrodnialcy uświadamiają sobie ogrom przewiny. A może – sądząc po obojętności polskich władz – po prosu bagatelizują ją. Nawet pozwalają sobie kłamać, że to polscy manifestanci ich zaatakowali. Niezależnie od tego, kultura pamięci w wykonaniu niemieckiej policji musi dawać do myślenia – nawet obywatelom brukselskim pochodzenia polskiego.
Firma kurierska
Były prezydent Poroszenko finansuje muzeum poświęcone UPA. Prezydent Zełeński zawiaduje uroczystym pochówkiem Andreja Melnyka, odznacza jeden z oddziałów wojskowych imieniem „bohaterów UPA”, co jest skandalem równie bezczelnym, jak odesłanie polskiego orderu firmą kurierską za pobraniem (właściwa jest poczta dyplomatyczna). Prostactwo i małostkowość, absolutne nieliczenie się z polska wrażliwością historyczną. To rezultat naiwnego polskiego politykierstwa, bo spolegliwość wobec ukraińskich partnerów nie przyniosła ani prawdy historycznej (ponad 100 tys. ofiar Ludobójstwa Wołyńskiego), ani cywilizowanego upamiętnienia ofiar. Co więcej, rozdzielono prace poszukiwawcze od ekshumacyjnych, na które trzeba uzyskać odrębne zezwolenia. Ludobójstwo dosięgnęło około 1500 polskich miejscowości. Upamiętnienie ofiar w obecnym tempie potrwa kilkaset lat.
W tej sytuacji urzędnicy ukraińscy, a także byli prezydenci, odsyłają polskie odznaczenia. Natomiast polski przedsiębiorca, któremu marzą się interesy przy odbudowie ukraińskiej gospodarki, utyskuje – nie możemy być zakładnikami przeszłości, tak jakby ludobójstwo miało jakąś cenę. Niestety nie zauważył, że polska firma, która zbudowała zakład przetwarzania odpadów pod Lwowem, została właśnie wykiwana, puszczona z torbami, mimo międzynarodowych arbitraży.
Miłośnicy bratniej pomocy dla ukraińskiej braci nie dostrzegli też, że ukraińska gospodarka w warunkach wojennych rozwija się nieporównanie lepiej niż polska (choćby rekordowa dziura budżetowa). Buduje się elektrownię atomową, ukraińscy przedsiębiorcy otwierają firmy w naszym kraju. W latach 2022-2025 powstało około 109 tys. firm. Ponad 27 tys. spółek z ukraińskim kapitałem działa w branży budowlanej, handlu hurtowym i transporcie. Natomiast stroniący od poboru obywatele ukraińscy rozbijają się luksusowymi samochodami po naszym kraju.
Ukraińscy politycy pozwalali sobie ingerować w polskie kampanie wyborcze (sejmowa, prezydencka), optując za stronnictwem obecnie rządzącym. Nic dziwnego, że politycy PO-KO – zwani lumpeneliciarzami z administracji 13 grudnia, opowiadają się po stronie Zełenskiego. Niemniej 74% komentarzy w sieciach społecznościowych popiera decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia. Ukraińscy prezydenci i urzędnicy masowo zrzekają się polskich odznaczeń, choć miały one prowadzić do porozumienia między oboma krajami. Widać okrutna prawda o Ludobójstwie Wołyńskim jest dla nich nie do zniesienia, tak jak wdrożenie ekshumacji i wzniesienie upamiętnień. Niemniej nie trzeba „interpretować trudnych bolesnych kart historii naszych narodów”. Trzeba po prostu starać się zapewnić należny szacunek wszystkim niewinnym ofiarom XX wieku – jak przekonują historycy. IPN zapowiada akcję informacyjną o ukraińskim nacjonalizmie w portalach społecznościowych.
Ekscesy ukraińskiego szowinizmu w latach 1939-1947 to nie „trudna historia” – to zorganizowana akcja antypolska, czystka etniczna na Kresach II Rzeczpospolitej, przedsięwzięta przez obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego (to sąsiedzi sąsiadom zgotowali ten los). To bezprecedensowy wykwit barbarzyństwa – zabić w męczarniach, nie pogrzebać po chrześcijańsku, zapomnieć. Lub inaczej ujmując – czystkami etnicznymi wyrąbywać sobie niepodległość przy niemieckiej pomocy. Takie są fakty historyczne – ludobójstwa nie sposób relatywizować.
Niemniej pracownicy mediów polskojęzycznych już martwią się, czy „antyukraińska retoryka” będzie wiodącą w kampanii wyborczej. Zresztą budujmy przyszłość na nowych zasadach. Czy to oznacza, że można zostawić niepogrzebanych w dołach śmierci? W każdym razie rotacyjny marszałek Hołownia też się zamartwia, że w konsekwencji odebrania odznaczenia Zełenskiemu, firmy niemieckie przejmą jeszcze więcej kontraktów na odbudowę ukraińskiej gospodarki. Wynika z tego, że prawda historyczna i ekshumacja mogą być zakładnikiem gospodarki.
Bez przeszłości
Polskie społeczeństwo niosące tak gremialną i bezinteresowną pomoc ukraińskim uchodźcom – odniosło moralne zwycięstwo. Przezwyciężyło historyczne obciążenia. Toleruje też proukraińskich (czyli antypolskich) ministrów czy profesorów. Niemniej są jakieś granice i uwarunkowania. Bo trzeba znać historię swego narodu i swoich sąsiadów. Wtedy nie będzie nieporozumień. Czesi nie wiedzą, że wbrew plebiscytowi na Śląsku Cieszyńskim, zaanektowali ten region. Ukraińcy nie wiedzą o Ludobójstwie Wołyńskim, więc domagających się prawdy Polaków, posądzają o nastroje antyukraińskie. Nie wiedzą, że banderyzm był rodzajem nazizmu, a ten jest nie do przyjęcia we współczesnej cywilizacji. Niemcy też nie znają historii swego państwa, nie znają swych przodków. Uważają, że Niemcy to ofiary nazizmu, od którego wyzwolili ich alianci. Tak więc, Ukraińcy promują banderyzm, Rosja neoimperializm, posuwając się do zabijania swych przeciwników politycznych w naszym kraju, a niemiecka policja pacyfikuje polskich obywateli. Nasi sąsiedzi stają się coraz bardziej agresywni, co w dużej mierze wynika z nieznajomości przeszłości. Sądząc po wypowiedziach przedstawicieli administracji 13 grudnia – społeczeństwu to jakoś nie przeszkadza.
Nie oznacza to jednak, że ludzie akceptują fałszywe narracje historyków krajowych i zagranicznych. Już ponad 750 tys. osób podpisało protest przeciwko rządowym zakusom likwidacji toruńskiego Muzeum „Pamięć i Tożsamość”. Opór budzą ukraińskie przekazy o bohaterstwie ludobójców, walczących o niepodległość we współpracy z niemieckimi nazistami. Nie do przyjęcia są również bajania niemieckich tzw. wypędzonych, sugerujących, że polska ludność wzbogaciła się na niemieckich majątkach. Tylko ludzie bez znajomości historii mogą brać poważnie wytwory dobrosąsiedzkiej polityki historycznej, ale nieodzowna jest również świadomość bieżących uwarunkowań politycznych. Mimo umów międzynarodowych postępuje proces lituanizacji Polaków, mieszkających na Litwie. Z polskich szkół korzysta 3,2-3,5% dzieci polskich, gdy Polacy stanowią 6% ludności państwa litewskiego.
Biznes pojednania
Niemcy reinterpretują historię II wojny światowej, relatywizują swój udział i odpowiedzialność, czyniąc się ofiarami nazistów. Sugerują polskie współsprawstwo w tej wojnie i polską współodpowiedzialność. Skoro nasz kraj jest współwinny zbrodni wojennych, to jak tu mówić o reparacjach. Można natomiast bajdurzyć o pojednaniu, gdy już Polacy uznają swą winę. Polsko-ukraińskie pojednanie też miałoby swoją cenę – wyparcie prawdy o ludobójstwie i zaprzestanie upamiętnień, a może nawet uznanie OUN-UPA jako organizacji narodowo-wyzwoleńczej antyrosyjskiej, niekolaborującej z Niemcami.
Tymczasem towarzysz rotacyjny marszałek sejmowy mrozi projekt ustawy złożony przez prof. Przemysława Czarnka i prezesa IPN dr Karola Nawrockiego w sprawie zakazu propagowania banderyzmu,. Wobec tego powstał komitet obywatelski, zbierający podpisy pod ustawą o zakazie propagowania banderyzmu. Jest więc szansa na zaprzestanie fałszowania historii, na pojednanie oparte na prawdzie.