Milion złotych kary za rosnący dąb czerwony w ogrodzie. Pięćdziesiąt tysięcy złotych grzywny za palenie w piecu bez ważnego certyfikatu. Sto tysięcy złotych kary za korzystanie z wody z własnej studni. Tyleż samo za bramę, która otwiera się na zewnątrz.
Co rusz możemy przeczytać, jakie kary nas czekają za korzystanie z urządzeń albo z posiadania krzewów czy drzew, które od lat rosły w naszym ogrodzie. I nikomu to nie przeszkadzało, nikomu nic złego się nie stało. Aż przyszła „junia” i uznała, że „nie wolno”. A jak „junia” nie pozwala, to „jewropejczycy” znad Wisły szybko narzucają Polakom jej rozwiązania.
Nastąpiła dewaluacja kary. Bo gdyby władza mnie chciała ukarać za to, że moje działania faktycznie wyrządziły komuś coś złego, to ja może bym się bał. A jak oni mnie straszą, że chcą mnie ukarać tylko za to, że ten mój dąb w ogrodzie MOŻE sprawić, że w jego pobliżu nie wyrośnie inne, „miejscowe” drzewo, to jest mi już wszystko jedno, za co ja tę karę mam zapłacić. I dlaczego milion, a nie od razu na przykład 10 milionów? Dla mnie to i tak bez różnicy, bo nie mam takich kwot i nie mógłbym zapłacić.
Kiedy w latach osiemdziesiątych komunistyczna władza straszyła właściciela karą utraty samochodu, w którym była przewożona nielegalna bibuła, miała nadzieję, że ukróci w ten sposób kolportaż podziemnych pism. Tymczasem stało się odwrotnie – liczba nielegalnych publikacji i wydawnictw rosła, a czytelników podziemnej literatury przybywało.
Każda władza, która grozi nierealistycznymi karami, a więc takimi, które nie są adekwatne do danego czynu, jedynie się ośmiesza. Szczególnie w dobie internetu, dzięki któremu taka informacja się rozniesie. I będzie kolejnym kamyczkiem do ogródka rosnącego społecznego sprzeciwu.
Władza co chwilę wysyła w przestrzeń publiczną sygnały o kolejnych karach, ale nie rusza w teren, by je egzekwować. Bo masowe egzekwowanie spowoduje, że „bój to będzie jej ostatni”.
Czy zatem jesteśmy bezpieczni, czy opresyjność władz nas nie dotyczy? Nie do końca. Zawsze do konkretnego przepisu władza może się odwołać, jeśli uzna za stosowne, by poskromić na przykład niezależnego dziennikarza, polityka czy kogoś, kto zalazł jej za skórę. Nie będzie to działanie masowe, wobec wszystkich, a wobec konkretnej osoby, wybiórcze. Takie ostrzeżenie płynące w eter: „jesteśmy do tego zdolni”. Więcej – „działamy zgodnie z przepisami prawa”.
Takie sytuacje były m.in. w latach osiemdziesiątych, kiedy komunistyczna władza wysyłała społeczeństwu sygnały, do czego jest zdolna. Była więc zdolna do zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki, do strzelania do górników w kopalni „Wujek”, strzelania do demonstrantów 31 sierpnia 1982 roku, zamordowania Grzegorza Przemyka i wielu innych zbrodni. Robiła to zgodnie z przepisami prawa, które sama ustanawiała, a nawet wbrew prawu, gdy była taka potrzeba.
Dzisiaj rząd 13 grudnia wysyła społeczeństwu sygnały, że jest zdolny, by wejść do domu rodziny Prezydenta Rzeczypospolitej. Albo do mieszkania zajmowanego przez prawicowego dziennikarza. Albo do domu czy mieszkania każdego, kto wobec tej władzy jest w opozycji. Nękanie, które ma sprawić, że Polacy będą się bać. A krnąbrni i nieposłuszni się zmęczą.
„Psalm stojących w kolejce” napisany przez Ernesta Brylla, a wykonany przez Krystynę Prońko pod koniec 1980 roku przypomina o tym, że nawet w z pozoru beznadziejnych sytuacjach wiele zależy od postawy każdego z nas:
Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc.