Królowa kwiatów

Zbyt szybko mija czas. Zbyt szybko kończy się wiosna i obumierają kwiaty, na które się czekało od zimowych dni. Jeszcze maj wybucha feerią kolorów i pozwala zachwycać się malowniczością ogrodu. Właśnie wypełniają go teraz piwonie drzewiaste o imponujących kwiatach.

Gdy pierwszy raz zobaczył je nasz przyjaciel, krzyknął: A cóż to za monstra posadziłaś, Haniu?! Miał oczywiście na myśli rozmiary kwiatów, a nie jakąś szkaradę wychylającą się spośród liści. Zmierzyłam potem linijką – największe miały 23 cm średnicy, a to i tak nie wszystko, co ta roślina potrafi osiągnąć, bo w jej opisach podaje się nawet 30 cm.

Mam słabość przede wszystkim do niskich, drobniutkich kwiatków, które na wyścigi wyskakują z ziemi wiosenną porą, a jednak polubiłam te olbrzymy – są zdecydowane, konkretne, silne. Co ważne długo kwitną i co najważniejsze, nie trzeba się schylać, żeby je z bliska pooglądać. Można z pozycji stojącej zajrzeć w głąb otwierającego się pąka, zobaczyć załamania płatków, podglądnąć niespieszne chrząszcze – zwłaszcza zieloną kruszczycę złotawkę – żerujące wśród pręcików.

Piwonia drzewiasta, powoli zdobywająca w Polsce popularność, tworzy rozłożysty krzew o zdrewniałych pędach, które nie obumierają zimą jak u jej krewniaczki, powszechnej u nas piwonii bylinowej. Obie należą do tej samej rodziny peoniowatych (Paeoniaceae), której nazwa pochodzi od mitycznego Pajona, uzdrowiciela greckich bogów. Ów utalentowany uczeń Asklepiosa – patrona lekarzy – sokiem z kłączy piwonii wyleczył Hadesa z ran zadanych mu przez Heraklesa. Z czasem przydomek Pajon otrzymywali greccy bogowie o uzdrowicielskich mocach, na przykład Apollo. W rozmaitości greckich mitów jest jeszcze taka wersja: urodziwy Apollo miał flirtować z nimfą o imieniu Paeonia i zazdrosna Afrodyta zamieniła ją w kwiat piwonii. Jakież bogactwo przekazów można rozpoznać w delikatnych, falujących na wietrze płatkach i wędrujących po nich owadach.

Starożytnym Grekom nie chodziło jednak o piwonię drzewiastą, lecz o jej bylinową kuzynkę, bo drzewiasta pojawiła się w Europie dopiero w XVI wieku. Przybyła z Chin, gdzie jest pielęgnowana od dwóch tysięcy lat i gdzie występuje dziko – jej naturalnym środowiskiem są tereny górskie tego kraju oraz Tybetu. Królowa kwiatów – powiadają tam o niej. Rozmiłowali się w niej także Japończycy, tworząc liczne, ciekawe odmiany. Wszędzie, gdzie ta królowa panuje, widzi się w niej symbol honoru, odwagi, miłości, szczęścia i dobrobytu. Dobrze, że i w Polsce się zadomowiła.

Winnam jeszcze komunikat w sprawie „pokoju gołąbka”, o którym pisałam w poprzednim numerze PJC. Obserwowałam życie gołębiej pary przez ostatnie tygodnie – wysiadywały na zmianę jaja, odpędzały gawrona, który chyba pozazdrościł im miejsca na sośnie, bo z patyczkiem w dziobie przymierzał się do budowy swojego gniazda, gruchały miłośnie, ale przychówku wciąż nie było. Żartowałam nawet, że gołębica wysiaduje z przyzwyczajenia. Aż pewnego dnia spadł na taras martwy gołąb. Nie był ranny. Gniazdo opustoszało. Kruche bywa życie tego ptaka, jak i to, co sobą symbolizuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *