„Młodzież z partią…

się rozprawi!”

Takie hasła można było usłyszeć za czasów PRL na ulicach Wrocławia pod koniec lat 80. Wciskanie młodzieży kitu o „wyższości socjalizmu nad kapitalizmem”, znajdowało ujście w haśle: „socjalizm to pokój” a „kapitalizm to trzy pokoje z kuchnią i łazienką” – ulica dodawała prześmiewczo. A jeszcze w 1988 roku jeden z głośnych swego czasu wrocławskich nauczycieli wiedzy o społeczeństwie, argumentował w artykule skierowanym do nauczycieli o możliwościach osiągania celów młodzieży w warunkach socjalizmu. Podobne kocopoły miały być kierowane do uczniów za pośrednictwem ich nauczycieli.

Komunistyczna władza przez lata narzucała młodzieży polskiej swoją ideologię. Początkowo, mniej więcej do 1947 roku, pod przykrywką „demokratyzacji życia społecznego”, wprowadzano zmiany dosyć ostrożnie. W szkołach uczyli jeszcze przedwojenni nauczyciele, którzy byli odporni na ideologiczne wpływy z Moskwy. Władze nie miały wyboru – nowej kadry jeszcze nie było, dopiero powstawały „uczelnie”, kształcące według nowego „socjalistycznego wzoru”, rodem ze Związku Sowieckiego.

Ulotka MKO

Zmiany przybrały na sile w drugiej połowie lat 40. Narzucano „nowe”, połączone ze zmianami personalnymi – mianowano dyrektorów i zastępowano przedwojenną kadrę pedagogów „postępowymi nauczycielami”. Przy okazji likwidowano przedwojenne organizacje szkolne z ZHP na czele. W ich miejsce wprowadzono Związek Młodzieży Polskiej, będący przybudówką partii komunistycznej. Przewodniczący szkolnego ZMP był ważną personą, z którego zdaniem musiał się liczyć dyrektor szkoły.

Bywały jednak i takie sytuacje, co prawda rzadko i stanowiły wyjątek od reguły, jak ten, który miał miejsce w Liceum Ogólnokształcącym nr 2 przy ówczesnej ul. Rosenbergów (obecnie ul. Parkowa). Oto przewodniczącym organizacji został Paweł Trzebuchowski inteligentny i wojujący marksista. Przed samą maturą jednak zniknął ze szkoły. Padł ofiarą donosów – władza nie lubiła zbyt inteligentnych i zadających pytania działaczy, którzy powoli dochodzili do własnych, a nie narzuconych wniosków. Tym bardziej, że te wnioski coraz mniej były zgodne z poglądami zwierzchników. Pawłowi Trzebuchowskiemu pozwolono zdawać maturę w innej szkole, lecz wydano „wilczy bilet” na studia na państwowej uczelni. Wybrał zatem studia na lubelskim Katolickim Uniwersytecie Ludowym. A potem pracował w PAX, gdzie wydał książkę „Praca jako znak człowieczeństwa”.

Gazetka MKO

Po wydarzeniach 1956 roku, fali tzw. odwilży, przywrócono ZHP, narzucając jej „czapę”, która wraz z upływem lat coraz bardziej stawała się kolejną przybudówką władzy. Jak na te działania reagowali uczniowie wrocławskiej „dwójki” we Wrocławiu?

Warto przytoczyć informacje z pracy Łukasza Kamińskiego „Maj 1946 we Wrocławiu”, zawarte w jednym z numerów „Odry” z 1996 roku, traktujące o protestach studentów i uczniów wrocławskich szkół średnich, będących pokłosiem wydarzeń krakowskich. Do protestujących studentów Politechniki Wrocławskiej dołączyli uczniowie, w tym także z naszego liceum. Delegacja uczniów w rozmowie z dyrektorem stwierdziła, że „My solidaryzujemy się z młodzieżą z całej Polski, żądamy wypuszczenia aresztowanych w Krakowie 600 studentów, żądamy wyjaśnienia, dlaczego zabroniono obchodu 3 Maja”. W konsekwencji postawy dyrektora, który nie zapobiegł uczestniczeniu uczniów w protestach, nową dyrektor została Stefania Witek, mająca „przywrócić w szkole porządek”.

Chyba do końca nie udało się to zadanie, bowiem w latach 1948-1950 działała organizacja pod nazwą „Banda Czerwonego Byka”, której zasadniczy trzon stanowili uczniowie szkoły. Kolportowali oni ulotki, które sami wytwarzali domowym sposobem, wzywając do oporu wobec władzy, domagając się zaprzestania represji wobec działaczy podziemia antykomunistycznego. Żądali także zaprzestania narzucania ideologii komunistycznej w szkole.

Formą „odideologizowania” społeczności LO nr 2 było powstanie harcerskiej drużyny wodnej, założonej na fali odwilży w 1956 roku przez harcmistrza Jerzego Masiora. W drużynie działało wiele osób, wśród nich m.in. późniejszy działacz opozycji i pierwszy marszałek województwa dolnośląskiego Jan Waszkiewicz.

Należy zaznaczyć, że po każdej „odwilży”, kończącej się dość szybko, w szkołach pojawiali się wizytatorzy, którzy „dbali nad prawidłowym funkcjonowaniem placówki”. Na „Forum LO nr 2” znalazłem taką relację:

Po wydarzeniach marcowych były zwiększone naloty wizytatorów na szkoły. Raz przyszedł wizytator na lekcję języka polskiego prowadzoną przez panią Cichocką (w tej klasie uczyła się moja siostra). Akurat był temat: „jak pisać przemówienie”. Prof. Cichocka na podstawie mowy pogrzebowej jednego z bohaterów książki Gerharda Hauptmana omówiła zasady pisania i wygłaszania mów.

Siostra wróciła z tej lekcji zachwycona. Jak się potem okazało na podsumowaniu wizytacji wizytator zaatakował nauczycielkę, jak może uczyć młodzież na przykładach jakichś mów zwierzęcych (bo tacy akurat byli bohaterowie Hauptmana), a nie na podstawie przemówień „wybitnych mężów stanu Gomułki, Cyrankiewicza”. A w ogóle dlaczego na ścianach gabinetu polonistycznego nie wiszą portrety polskich czy radzieckich poetów i pisarzy, ale jakiś Szekspir, jakiś Goethe itd. itp. Na to Scharf wyrwał się, że to nie jakiś Goethe, czy jakiś Szekspir tylko wybitni …

Reich (był wicedyrektorem) zaczął łagodzić i szukać pojednawczych momentów. Dyrektor szkoły usiłował przekonać wizytatora, że właściwie wszystko jest dobrze. Skończyło się tym, że: małżeństwo Reichów (ona uczyła rosyjskiego) wyleciało ze szkoły i wyjechali do Szwecji. Prof. Cichocka dostała zakaz uczenia, pozwolono jej zostać w szkole jako bibliotekarce. Scharfowi nic nie zrobiono (był nauczycielem niemieckiego i angielskiego a takich wtedy brakowało). Józef Piotrowski przestał być dyrektorem, odszedł do liceum medycznego i nastała era pani Ludwiki Binczak.

Nowym impulsem do działań młodzieży stał się rok 1980 i kolejne lata „schyłkowego socjalizmu”. W październiku1980 roku powstał Międzyszkolny Uczniowski Komitet Odnowy Społecznej (MUKOS). Komitet skupiał przedstawicieli ponad dwudziestu szkół, w tym także uczniów LO nr 2. Zebrania odbywały się zwykle w LO nr 3. Główne postulaty dotyczyły wprowadzenia w szkołach demokratycznych zasad wyborów do samorządów uczniowskich, możliwości działania MUKOS w szkołach, odejścia szkół od ideologii komunistycznej (działalność Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej), opracowania jasnych kryteriów oceniania uczniów. Działalność Komitetu trwała do 1982 roku, kiedy zasadniczy trzon aktywnych uczniów zdał maturę. Trudniejsze warunki działalności uczniowskiej powstały po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.

O ile „karnawał Solidarności” (1980-1981) był domeną ojców tych młodych ludzi, o tyle po 13 grudnia i w kolejnych latach częściowo nastąpiła wymiana pokoleniowa. Stan wojenny sprawił, że walkę z systemem komunistycznym należało prowadzić w warunkach „długiego marszu”. A na to nie wszyscy działacze „Solidarności” byli gotowi, pełni obaw o losy bliskich, o ich i własne bezpieczeństwo. Było to zjawisko nazywane „zmęczeniem materiału”.

Młody człowiek, niemający obciążeń, tak charakterystycznych dla osób pracujących, ma więcej skłonności do podejmowania ryzykownych działań. Zaowocowało to wysypem grup uczniowskich, które we Wrocławiu stały się najbardziej widoczne podczas działań przeciwko władzy. Ba, uczniowie „dwójki” wzięli w obronę jednego z wychowawców, który w 1985 roku nie wziął udziału ze swoja klasą w pochodzie pierwszomajowym, za co został ukarany zwolnieniem dyscyplinarnym. Zapowiedziany przez uczniów strajk w obronie zwolnionego wychowawcy oraz interwencja Komitetu Wojewódzkiego PZPR spowodowały cofnięcie decyzji dyrekcji szkoły.

Pod koniec 1984 r. z inicjatywy uczniów Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych oraz I i II LO we Wrocławiu, uczniowie ponad dwudziestu wrocławskich szkół zamówili w kościele pw. św. Klemensa Dworzaka przy alei Pracy mszę świętą w intencji uczniów i nauczycieli szkół średnich Wrocławia. Skala udziału młodzieży w nabożeństwie zaskoczyła inicjatorów akcji – 20 stycznia 1985 roku do kościoła przybyło ok. 2 tys. osób, a uroczysta msza święta trwała prawie trzy godziny. Postanowili nie marnować takiego potencjału i założyć młodzieżową organizację uczniowską, opozycyjną wobec komunistycznego systemu władzy. Nazwę – Międzyszkolny Komitet Oporu (MKO) wymyślił Robert Prus („Długi”). W grupie założycieli, oprócz niego, byli: Rafał Kosmalski („Albert”, później „Żółty”), Robert Butwicki („Bucior”), Grzegorz Kondracki („Rudy”), Ryszard Sobolewski („Diabeł”), a jak się później okazało – tajny współpracownik (TW) Służby Bezpieczeństwa (SB) „Truskawka” (…) i Wojciech Śliwiński („Cezary”). Szybko przystąpili do wydawania własnego pisma – pierwszy numer „Szkoły Podziemnej”, której tytuł wymyślił Rafał Kosmalski, ukazał się 28 marca 1985 r.

To fragment rozdziału „Do sierpnia 1986” książki „Międzyszkolny Komitet Oporu”, napisanej pod red. Benity Sokołowskiej-Pabjan, Marka Drozda i Waldemara Krasa, wydanej w Warszawie w 2010 roku.

I jeszcze jeden fragment odnoszący się do idei powstania Międzyszkolnego Komitetu Oporu, którego autorem był Padraic Kenney profesor historii na Indiana University, USA:

Międzyszkolny Komitet Oporu, tak mi się wydaje, opiera się na zasadzie, że młodzieży szkolnej nie wystarczy rola przybudówki. Uczniowie decydowali się kolportować bibułę „Solidarności” i bawić się na happeningach, ale chcieli też odczuć, że opór przyniesie im coś konkretnego, od zaraz. Choćby poczucie, że nie jest się samym ze swoją postawą polityczną. Że można coś zmienić w szkole, a przynajmniej dać dyrektorowi do zrozumienia, że nie wolno traktować uczniów jak bydło. No i wreszcie pokazać dorosłej opozycji (bardzo lubię to określenie, jednocześnie pełne szacunku, ale i lekko ironiczne), że uczniowie też się liczą.

Wymieniony w książce Rafał Kosmalski (24 VI 1968 – 14 XII 2009, pseudonim „Albert”, „Żółty”) był uczniem wrocławskiej „dwójki”. Kosmalskiemu należy się kilka słów więcej ze względu na Jego szczególne zaangażowanie w działalność opozycyjną. W pamięci wielu uczniów szkoły pozostało „wytuptanie” na zaśnieżonym boisku szkolnym napisu SOLIDARNOŚĆ. Nikt nie ujawnił, mimo że chyba wielu domyślało się, kto był pomysłodawcą i autorem.

Na „Forum LO nr 2” znalazłem jeszcze jeden fragment odnoszący się do działalności MKO w szkole:

Pawle, przez parę lat – prawie 4, puszczaliśmy razem bibułę. Jak powstawał MKO ja musiałem iść na pl. Grunwaldzki pod bunkrowce na spotkanie organizacyjne – ty wtedy nie mogłeś. Nie pamiętam, która to była klasa, ale pamiętam idiotyczną sytuację, w jakiej się znalazłem. Staliśmy tam wszyscy przyczajeni, ja i reszta chłopaków z innych ogólniaków i rozglądaliśmy się nerwowo (nikt nie pomyślał, żeby wprowadzić jakiś znak rozpoznawczy) a po jakiejś chwili dopiero, zaczęliśmy się grupować. MKO powstawał w bólach … Potem było noszenie bibuły. Ja byłem człowiekiem kontaktowym z klasy B – pamiętasz, że mieliśmy system trójkowy – to były klasyczne zasady konspiracji (ha ha).

Działacze MKO nawiązali kontakt ze strukturami rozbudowanej we Wrocławiu Solidarności Walczącej. Gdy zbliżała się rocznica nabożeństwa, które doprowadziło do powstania Międzyszkolnego Komitetu Oporu, sprzęt nadawczy SW posłużył do wyemitowania 11 stycznia 1986 roku audycji MKO informującej o zamówionej mszy świętej oraz o działalności organizacji.

Jedną z większych akcji MKO był bojkot nauki w sobotę 28 marca 1987 roku. W specjalnym wydaniu pisma „Szkoła” podsumowano całą akcję, która chyba nie do końca spełniła swoje zadanie, aby nie uczestniczyć w zajęciach szkolnych tego dnia. W Liceum Ogólnokształcącym nr 2 w dniach 26 i 27 marca uczniom grożono konsekwencjami nieobecności w sobotę: rozwiązaniem klas, wyrzuceniem ze szkoły, „wilczym biletem”. Pomimo to 2/3 szkoły zadeklarowało, że zbojkotuje zajęcia. W sobotę okazało się, że to puste słowa.

Z klas maturalnych nie było IV g, z klas trzecich nie było m.in. III d, z drugich II c i II g. „Wyróżniła się” III g – wszyscy uczniowie tej klasy byli obecni, absencja ogółem wynosiła ok 35%. Nad obecnymi w szkole czuwali na ul. Rosenbergów umundurowani milicjanci.

Należy w tym miejscu dodać, że Służba Bezpieczeństwa zażądała od władz kuratoryjnych listy osób nieobecnych w tym dniu ze wszystkich szkół we Wrocławiu. I taką listę otrzymała – Kuratorium Oświaty we Wrocławiu nie pierwszy raz nie potrafiło postawić się władzy i wziąć uczniów w obronę. Wśród wielu ówczesnych uczniów instytucja ta zyskała miano „kur..torium”. Według listy przekazanej SB, tego dnia miało być nieobecnych około 3 tys. uczniów. Władze kuratoryjne na specjalnym nadzwyczajnym zebraniu podjęło decyzję, by dyrektorzy szkół we własnym zakresie podejmowali działania wobec nieobecnych uczniów, ze względu na to, że jest to „sprawa polityczna”. Szczególnie uwagę zwrócono wobec dyrekcji szkół: II LO, VII LO i XIV LO. Szkoły te, jak zapowiedziano, będą miały „szczególny nadzór ze strony Służby Bezpieczeństwa”.

Były to już jedne z ostatnich akordów represyjnych działań. System „sprawiedliwości” walił się w gruzy. A jego wyrobnicy szukali dla siebie miękkiego lądowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *