Miłość zawsze zwycięża

HOMILIA

Rozpoczynając ceremonię pogrzebową, wpierw uczestnicząc w tej Najświętszej Ofierze, pragniemy modlić się w intencji zmarłej Jadwigi Morawieckiej. Wiemy, że wskutek ludzkiej skłonności do złego wszyscy popełniamy grzechy, że przed Najświętszym Bogiem nikt nie jest bez winy. Dlatego pragniemy złożyć ze naszą zmarłą siostrę Jadwigę, tę eucharystyczną ofiarę, jako zadośćuczynienie za jej grzechy.

Będziemy prosili Boga, aby ją oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności świętych.

Szanowna Rodzino Zmarłej Jadwigi. Panie Premierze, Panie Prezydencie. Przedstawiciele Sejmu i Senatu. Władze państwowe i samorządowe. Przyjaciele.

W samo południe wieże kościelne uruchamiają dzwony na modlitwę Anioł Pański. Czynią to po to, by człowiek mógł na chwilę się zatrzymać i w tej modlitwie wychwalać wielkie dzieła Boże. I w tej modlitwie chwalić Matkę Najświętszą, która stanęła na początku wielkiego dzieła zbawienia człowieka i świata. Bo przecież, wypowiedziała Bogu swoje – tak, niech się stanie. Ale wychwalamy także przez to samego Chrystusa, który jako Boży Syn, w akcie wcielenia przyszedł na ziemię, aby zrealizować misję, którą zleciał mu Bóg Ojczyzny. Wyprostować życie człowiecze, ukierunkować go w stronę Boga. I w końcu zbawić człowieka.

A człowiek – odwieczny dezerter. Bo ucieka przed Bogiem. Już uczynił to w raju, kiedy Bóg wołał – Adamie, gdzie jesteś? Uczynił to także później, kiedy nastąpił akt wcielenia. I Syn Boży na ziemię przyszedł. Ale swoi go nie przyjęli. Pogłębiał tę ucieczkę jeszcze bardziej w momencie, kiedy zaczął krzyczeć – na krzyż z Nim. I przyszedł ten finał. Wówczas cała Jerozolima wyszła na ulicę, by pójść ze Skazańcem na Golgotę. Tam wszyscy byli. Byli ci, którzy chcieli być tylko świadkami tego wydarzenia, bo w zasadzie nie wiedzieli co się dzieje.

Najgłośniejsi byli ci, którzy wykrzykiwali Bogu swój bunt. I była ta skromna, nieliczna grupa ludzi – Chrystusowych przyjaciół, apostołów. Ale i niewiast, które tam pod krzyżem stały i adorowały poranione oblicze Chrystusa.

Ale Bóg nie odwrócił swojej miłości od człowieka. Bóg w dalszym ciągu człowieka kocha. Jak zapisze Jan Paweł II w swojej encyklice Dives in misericordia:

Z wysokości krzyża pochylił się nad człowiekiem, nad jego niedolą. Okazując mu nie tylko swoją miłość raz jeszcze, ale także swoje miłosierdzie. Krzyż okazał się zwycięstwem Boga. Człowiek nie był w stanie unicestwić Boga. Bóg żyje, Bóg jest. Jest obecny, jest wśród nas. Tak jest przez wszystkie pokolenia.

Ale kiedy człowiek dokonał swojego strasznego dzieła, to wszyscy zaczęli odchodzić od krzyża. Niektórzy wystraszeni, niektórzy w pełni zadowoleni, niektórzy żeby się chronić przed tymi katami.

Dopiero ukazywanie się Chrystusa po swoim zmartwychwstaniu, spotkanie ze Zmartwychwstałym, spowodowało, że uczniowie z powrotem wrócili na swoje miejsce. Z powrotem zostali zobowiązani do wypełnienia swojej misji do końca. By głosić światu Dobrą Nowinę o zbawieniu.

Cóż jest w stanie odłączyć nas od miłości Chrystusowej? Zapisze święty Paweł Apostoł. Utrapienie, głód i prześladowanie, niebezpieczeństwo śmierci? Ten, który do tej pory prześladował chrześcijan, właśnie pod Damaszkiem doznał tego olśnienia, tej łaski Bożej.

Jestem tym, którego Ty prześladujesz. I od tej pory stał się gorliwym wyznawcą i głosicielem Zmartwychwstałego. Doskonale wiedział, dlaczego tych słów używa, bo to wszystko stało się jego doświadczeniem, to było świadectwo jego życia.

I ta scena z Ewangelii. Jakże wspaniałe piękne słowa samego Chrystusa: powiadam ci, dziś ze mną będziesz w raju. Słowa krzepiące, słowa dające wielką nadzieję. Nadzieję dla każdego człowieka. Dziś ze mną będziesz w raju!

Staję dzisiaj przy ołtarzu Pańskim, by oddać ostatnią przysługę świętej pamięci Jadwidze Morawieckiej. Jakże w tym miejscu nie zacytować słów Pisma Świętego. Niewiastę dzielną któż znajdzie?

Wprawdzie teologia odnosi te słowa do pierwszej dzielnej niewiasty Maryi, bo przecież ona stała się wzorem dla wszystkich kobiet. Ona jako najdzielniejsza, najpokorniejsza i najtroskliwsza, stała się inspiracją działania w codziennym życiu. Jak żyć, jak kochać najbliższych i jak poświęcać się dla innych. To są cechy dzielnej niewiasty.

Jadwiga. Kochająca żona, która rozumiała i akceptowała konspiracyjne działania swego męża. Jego inspiracje polityczne zmierzające do zmiany systemu wówczas obowiązującego. Jego działalność opozycyjną, a później działalność podziemną.

Matka pięciorga dzieci, przeżywająca dramat śmierci jednego z innych, bo największym dramatem dla rodziców, a dla matki w sposób szczególny jest zawsze śmierć dziecka. Obdarzające je wyjątkową miłością i troskliwością, roztaczająca nad nimi szczególną opiekę od chwili, kiedy ojciec zmuszony był ukrywać się przed siepaczami nieludzkiego systemu.

– Nie martwiłam się o siebie. Martwiłam się o dzieci, gdyby mnie aresztowano. Martwiłam się o to, co się wówczas z nimi stanie – mówiła w jednym z nielicznych wywiadów. To dzieci były dla niej inspiracją życia. Zawsze chciała mieć dużo dzieci, i każde z nich z chwilą przyjścia na świat przyjmowała z miłością i wielką pokorę.

Od najmłodszych lat uczyła je miłości, bo doskonale wiedziała, że tym, co konsoliduje rodzinę, zawsze jest miłość. Z wielką wdzięcznością przyjmowała też słowa Jana Pawła II, który mówił, że rodzina wtedy jest silna, kiedy silna jest Bogiem.

Doskonale rozumiała, że w owych trudnych czasach, w których przyszło żyć rodzinie Morawieckich, dzieci trzeba kształtować w duchu wiary, bo Bóg jest siłą wewnętrzną w życiu człowieka. Zatem kształtowała je według zasad Ewangelii, która stała się dla niej podstawową formacją człowieczeństwa.

Ile trzeba było cierpliwości i mądrości, by zaradzać codziennym problemom, zaradzać pojawiającym się trudności. Ale zawsze radosna, zawsze uśmiechnięta, w progach swojego domu, czy na ulicy Kilińskiego, czy w Pęgowie witająca gości, którzy przychodzili, by prowadzić dysputy o Polsce.

To wówczas kształtowały się zręby Solidaryzmu Społecznego, tej doktryny, wypracowanej przed jej męża i przyjaciół Solidarności Walczącej, a wypromowanej i zrealizowanej przed jej syna, premiera Mateusza.

Polska była dla nich najświętszą wartością i przez całe swoje życie niosła jej trudną historię. Począwszy od II Rzeczypospolitej, poprzez gehennę II wojny światowej, czas stalinowskiego terroru, okresu PRL zniewalającego umysły Polaków, stanu wojennego, tego mrocznego czasu pacyfikacji wszelkich wolności i rodzącej się demokracji, skończywszy na III Rzeczpospolitej, zniekształcanej przez elity liberalno-lewackie, które niszczą polski system wartości i dezawuują podstawowe prawa obywatelskie.

Nie ze swojej woli, ale z powodów politycznych, w czasach rodzącego się po wojnie nowego porządku w świecie, zmuszona była do opuszczenia swoich rodzinnych kresowych stron, by w nowej rzeczywistości obcą do tej pory ziemię uczynić swoją i rozpocząć nowe życie w miejscu, które wyznaczyła jej Opatrzność Boża. Jako twórcza osobowości, podzielająca poglądy mężem, związała się ze środowiskiem antykomunistycznym, organizując na ulicy Kampinoskiej wraz ze swoimi przyjaciółmi, Heleną i Ryszardem Trąbskimi, spotkanie działaczy Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Swoje opozycyjne zaangażowania wyraziła przez przystąpienie do głodówki zainicjowanej przez Annę Walentynowicz, z którą się zaprzyjaźniła. Jak większość Polaków, tak i świętej pamięci Jadwiga doświadczała dobrodziejstw komunizmu, jego zasad i ustrojowych podstaw. Widziała niesprawiedliwość społeczną i po ludzku współczuła robotnikom, którzy już nie wołali o chleb, a nawet nie mieli siły wołać o sprawiedliwość, tylko cichym głosem żebrali o miłosierdzie. To słowa z 1951 roku późniejszego metropolity wrocławskiego kardynała Bolesława Kominka.

Starała się w miarę swoich możliwości zaradzić człowieczej niedoli. Choć nie eksponowała swojego zaangażowania w sferze podziemnej działalności, to była uważna wobec każdego człowieka. Słowa Marty. Stała się cichą bohaterką walki o wolną Polskę. Słowa Mateusza.

Silna miłością, którą niosła przez całe swoje życie. Miłością do Boga, rodziny, dzieci i Ojczyzny.

Choć niektórzy powiedzą, że mocna jest śmierć, bo potrafi pozbawić człowieka daru życia i odrzeć go z ciała i mocna dlatego, że nikt się jej nie oprze. To jednak silniejsza jest miłość. Bo potrafi przywrócić nam sens życia. Odbierając ból śmierci. Złamać jej oścień. Uśmierzyć zapędy. I na koniec unicestwić jej zwycięstwo.

Miłość zawsze zwycięża i głęboko zapada w sercu i duszy człowieka.

Stając przy ołtarzu Pańskim, z bólem w sercu żegnamy świętej pamięci Jadwigę Morawiecką. Żegna najbliższa rodzina, dzieci i wnuczęta. Żegnają przyjaciele, którzy we wdzięcznej pamięci zachowają jej serdeczność i dobroć, mając świadomość, że żegnają cudownego, niezwykłego człowieka.

A jako ludzie wiary wyrażamy nadzieję graniczącą z pewności, że spotkamy się z naszymi zmarłymi w domu Naszego Ojca, w niebie. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *