Gdy rzeczywistość staje się nie do zniesienia, ludzie mówią dość – organizują masowe protesty, piszą konstytucję, robią rewolucję, rozpisują przedwczesne wybory parlamentarne, zmieniają ustrój państwa.
Dla administracji 13 grudnia wdrażanie mechanizmu rozliczania przeciwników politycznych jest podstawą przebudowy demokratycznej. Polega ona na nielegalnym zatrzymywaniu posłów opozycji. Dochodzi do absurdu, gdy rządzący majaczą o ekstradycji posła – niewinnego i wolnego człowieka. W takiej sytuacji – zamiast zmiany konstytucji, przydałaby się gruntowna zmiana klasy politycznej. Jednak na razie największym osiągnięciem premiera jest rekordowy UE-kredyt – zwany popularnie sabotażem i zdradą stanu, ale w mediach prorządowych – atrakcyjną i niskooprocentowaną pożyczką. Ten brukselski mechanizm pożyczkowy przysłuży się podupadającej gospodarce niemieckiej, tak jak już przynosi jej korzyści wzmożona wymiana towarowa. Tymczasem polscy obywatele dysponują 2 bilionami zł oszczędności – więc dlaczego nie wypuścić obligacji na uzbrojenie armii, nie mówiąc o prezydenckim projekcie SAFE 0%.
Gdy minister finansów marzy o uwięzieniu opozycji, gospodarka nie może dobrze rozwijać się, tym bardziej że środki z KPO poszły na zasypywanie dziury budżetowej, zamiast na inwestycje (choćby przemysł farmaceutyczny). Niezależnie od tego, pieniądze gdzieś giną, ale premier chce zlikwidować CBA. Co gorsza, spółki skarbu państwa biją rekordy strat. Orlen – 5,5 mld zł, Grupa Azoty – 4,2 mld zł, JSW – 3,4 mld zł (dane za IV kw. 2025 roku). Nie przekłada się to jednak na zarobki zarządzających spółkami. W KGHM w 2024 roku zarobili 9,3 mln zł, w 2025 – 15 mln zł. Nic dziwnego, że dług publiczny przekroczył już 2,355 bln zł (60% PKB).
Nie ulega wątpliwości, że administracja 13 grudnia rujnuje gospodarkę. Protestują górnicy, rolnicy, lekarze, przedsiębiorcy, handlowcy, którym zagraża podatek bazarowy. Tymczasem pozostają niewykorzystane złoża węgla brunatnego w Bełchatowie i Złoczowie, upadające kopalnie i stalownie. Trwa demontaż gospodarki i państwa. Niemniej urzędnicy nie mogą narzekać. W resorcie finansów w latach 2024-2025 dostali 83 mln zł premii, w resorcie spraw zagranicznych w latach 2024-2026 – 52 mln zł.
Tymczasem problemem premiera jest zapewnienie prawa do szczęścia, do równego traktowania homo-związków. Chce rozporządzeniem zastąpić przepisy konstytucyjne. Jednym słowem, na kłopoty – homo-zawiązki, bo to kwestia „godności człowieka”.
Minister zdrowia też zaklina rzeczywistość – „jeżdżę po kraju i widzę, jak ludzie się cieszą”. A jest z czego, gdy do lekarza trzeba czekać w wielomiesięcznych kolejkach, kobiety mają rodzić na SOR-ach, a szpitale powiatowe są zadłużone na 2 mld zł. Wspomnijmy tylko, że na przywrócenie uprzywilejowanych esbeckich emerytur przeznaczono już 3 mld zł.
Związkowcy protestują – „nie będziemy czekać, aż nam ukradną nasz kraj”. Ale senat jest przeciwko prezydenckiej inicjatywie referendalnej ws. zielonego ładu (62:32). Obywatele mają prawo do protestów, gdy władze są odklejone od rzeczywistości. Zielony ład, czerwony jad – głosi refren piosenki. Krakowskie referendum przeciw prezydentowi i radzie miejskiej, połowicznie udane, stało się testem dojrzałości demokratycznej mieszkańców. Oczywiście sprzeciw lokalnych władz ubrano w kampanię antyreferendalną za pieniądze podatników i europejskich polityków: „zostańcie w domach – to mądre, obywatelskie zachowanie”. W ten sposób funkcjonariusze niegdysiejszej Platformy Obywatelskiej kształtują społeczeństwo antyobywatelskie dla swoich partyjnych interesów.
Rozumienie prawa
Żona premiera nie jest objęta ochroną służb państwowych, ale zagadkowa kradzież jej luksusowego samochodu została wykorzystana jako pretekst do zmian w kierownictwie służby. Funkcjonariusz z zaburzeniami psychicznymi (zabójca swej córki) pozostawał na służbie w otoczeniu prezydenta i jego rodziny. To pierwsze z rzędu przykłady dowolnego traktowania przepisów i nieudolności w zarządzaniu kadrami w resorcie spraw wewnętrznych. Więcej sukcesów przynosi mu pacyfikowanie opozycji i ściganie obrońców granic (Robert Bąkiewicz – także obrońca kościołów – ma 30 spraw sadowych). Natomiast w dalszym ciągu brak skutecznej ochrony zachodniej granicy, gdzie służby niemieckie podrzucają na polską stronę niechcianych migrantów.
Policjanci bez identyfikatorów, bez nakazu rewizji – penetrują mieszkanie-biuro Tomasza Sakiewicza, zakuwając jego asystentkę w kajdanki. Dostali wezwanie, że w domu jest młoda osoba, usiłująca popełnić samobójstwo. Plaga fałszywych zgłoszeń, połączonych z interwencjami (prowokacjami) policji trwa sobie kilka dni – ale sprawcy pozostają niewykryci. Nękanie dotyczy pracowników niezależnych mediów i środowiska prawicowego (bomba na posesji Jarosława Kaczyńskiego). Sprawą zainteresował się nawet rzecznik praw obywatelskich. Chce wyjaśnienia policyjnych interwencji. Szef BBN domaga się informacji od resortu sprawiedliwości. Bezprawie odbywa się przy zupełnej obojętności środowisk medialnych o innej niż prawicowa orientacji.
Rządząca partia też pozostaje obojętna wobec pedofilsko-zoofilskiej afery kłodzkiej. Marszałek Monika Wielichowska cieszy się nadzwyczajną uprzejmością sejmowej administracji – korzysta z obsługi kelnerskiej i sekretarskiej na sejmowej sali plenarnej. Nie mówi się o jej dymisji. Minister sprawiedliwości – po nielegalnym przejęciu m.in. prokuratury czy KRS – odgraża się – odbijemy instytucje dbające o praworządność. Właśnie resorty spraw wewnętrznych i cybernetyzacji chwalą się wprowadzeniem transkrypcji homo-związków drogą rozporządzenia, co naturalnie jest niekonstytucyjne. Tymczasem rzecznik rządu, jakby nigdy nic, kolekcjonuje sobie akcje spółek skarbu państwa, a posłowie prześcigają się w „kilometrówkach”. Przoduje Żukowska (nie ma samochodu) i Myrchowie – znani z dopłat mieszkaniowych.
Chaos w wymiarze sprawiedliwości, a międzynarodowe trybunały pozwalają sobie na ocenę polskiej konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego – co jest przecież ingerencją poza traktatową. Resort sprawiedliwości chce bezprawiem „przywrócić praworządność”. Dwójka prawidłowo zaprzysiężonych sędziów TK (choć sejmowy cyrk ich zdyskwalifikował) zastrzega, że nie będzie orzekać w składach z „sędziami-dublerami”, lub w tych, gdzie nie będzie czwórki nieprawidłowo zaprzysiężonych. Patologia goni patologię. Paleo-sędziowie usuwają neo-sędziów. Władza wykonawcza traktuje władzę sądowniczą jako narzędzie do pacyfikowania społeczeństwa. Rozwija się kryptodyktatura.
Interes
Z jednej strony zalew ukraińskiej produkcji rolnej, z drugiej – z krajów Mercosur. Niemniej administracja 13 grudnia pozostaje obojętna na protesty rolników. Skoro krajowa produkcja rolna zagrożona, to rząd „odpuścił” gdyński terminal zbożowy, który zalicza setki milionów strat. Do tej pory usprawiedliwiała się, że czeka na decyzje KE, ale ta właśnie zdemaskowała to kłamstwo. Nie ma też wytłumaczenia dla dążeń do liberalizacji (osłabienia) kontroli państwa nad obrotem polską ziemią orną. Na szczęście prezydent zawetował ustawę. Przecież ziemia nie jest zwykłym towarem. Jest częścią narodowego dziedzictwa, podstawą bezpieczeństwa żywnościowego, fundamentem bytu polskiej wsi. Widać administracji 13 grudnia na tym nie zależy, nie mówiąc o konstytucyjnym zapisie o gospodarstwach rodzinnych. Ukraiński przykład przejmowania ziemi rolnej przez zagraniczne koncerny okazuje się zaraźliwy. Tymczasem dzika zwierzyna – rozmnażająca się w miastach – wywołuje większe zainteresowanie rządzących niż dobrostan mieszkańców.
Ostatnio 100 tys. ludzi straciło pracę, a wydano ponad 107 tys. pozwoleń na pracę dla migrantów. Nie wiadomo, dlaczego nie wykorzystuje się krajowych bezrobotnych, dlaczego nie rozwija się automatyzacji i robotyzacji produkcji, ale nie jest tajemnicą, że to przedsiębiorcy starają się o tanią siłę roboczą, a to oni są elektoratem PO. Wysoki udział płacy minimalnej (ok. 4,8 tys. zł brutto) wśród pracowników (3,6 mln) też jest w interesie przedsiębiorców. W przyszłości zastąpią ich niedouczone, z powodu deformy edukacji, polskie dzieci. W tej sytuacji związkowcy protestują, organizują marsze, ale w Radzie Dialogu Społecznego nie widać ani premiera, ani ministrów. A bezrobocie wśród młodych największe w UE. Czyżby rozwiązaniem była migracja, jak za „pierwszego” Tuska – oczywiście w interesie unijnej gospodarki.
Zapaść w służbie zdrowia może uleczyć komercjalizacja czy prywatyzacja usług medycznych. Już publiczne placówki prowadzą odpłatne badania diagnostyczne a pacjenci-składkowicze nie mają głosu. Gorzej z przemysłem, któremu zagraża brukselski klimatyzm. Europosłom KO to nie przeszkadza – zadowalają się obietnicami jego rewizji. Konserwatyści chcą wyjścia z systemu handlu emisjami. Resort klimatu uważa, że wyjście z ETS jest niemożliwe. Perspektywą jest likwidacja górnictwa, choć przykłady niemieckie pokazują, że nie jest to konieczność.
Barbarzyńcy
W królewskiej rezydencji w Wilanowie organizowana jest pod patronatem stołecznego ratusza i resortu kultury impreza techno na 7 tys. ludzi. Nawet placówka muzealna ma przecież „prawo do eksperymentu artystycznego”. Polegał on na dewastacji pałacowego dziedzińca i trawnika, nie mówiąc o zamachu na środowisko przyrodnicze (okres lęgowy ptaków). Obrońcy wandali utrzymywali, że była to „forma prowokacji kulturowej”. Zarobili na niej 116 tys. zł (czyżby aż tak źle było w kulturze), ale na usuwanie szkód potrzeba 250 tys. zł. Minister kultury nie ma nic przeciwko temu, tak jak nie protestuje, gdy budżetowe nakłady na kulturę znów zjechały poniżej 1% PKB.
Tymczasem nowojorski oddział Instytutu Pileckiego, który ma przekazywać światu polską prawdę o II wojnie i niemieckich najeźdźcach, eksponuje antyamerykańską satyrę, prostacką i wulgarną. Co na to administracja 13 grudnia – czas pokaże, bo teraz zajmuje się nieznanymi sprawcami-prowokatorami, atakującymi stacje telewizyjne i mieszkania ich pracowników pod pretekstem różnych zagrożeń. Do włamania do rodzinnego mieszkania prezydenta wystarczyło zgłoszenie pożaru.
Elektorat
W sytuacji, gdy społeczeństwo pogrąża się w zapaści demograficznej, resort zdrowia przedłuża pilotaż na stosowanie pigułki „dzień po” dla 15-latek bez wizyty u lekarza. Niezależnie od tego likwiduje się izby porodowe, redukuje liczbę położnych, nie mówiąc o nieefektywnym finansowaniu niekonstytucyjnego in vitro.
Tymczasem okazuje się, że uczelnie boją się wolnej debaty, bo nie dopuszczają do spotkań studentów z prawicowymi posłami. Czy obronią w ten sposób lewacki monopol – nie wiadomo. W każdym razie postkomuniści bronią swego elektoratu.
Znaczna cześć społeczeństwa aprobowała zbrodniarza komunistycznego jako prezydenta, takoż na tym stanowisku stoczniowego donosiciela. Przyjęła z dobrodziejstwem inwentarza zmowę okrągłostołową i symboliczną lustrację, a w konsekwencji esbeckie przywileje emerytalne i towarzysza marszałka rotacyjnego.
Cokolwiek by mówić o demokracji walczącej – bo taką karykaturę ustrojową realizuje administracja 13 grudnia – rzeczywistość (niekompetencja, arogancja, szerzenie nienawiści i podziałów społecznych) pokazuje, że tak dalej być nie może. Nie można nie uznawać konstytucji – trzeba ją zmienić, wprowadzić konsekwentnie system kanclerski bądź prezydencki. Elektorat znalazł się w historycznym momencie. Czy stanie do konkretnych wyborów – nie wiadomo. Jednak trzeba to zrobić jak najszybciej. Każdego dnia obywatele dopłacają miliard złotych na nieudaczników i szkodników.