I co z tego wynika dla nas
153 lata temu urodził się Wojciech Korfanty. Na ogół pamiętamy go jako bojownika o polskość Śląska, który walnie przyczynił się do obudzenia poczucia polskości wśród mieszkańców tej krainy. Żyli oni poza Ojczyzną nie sto kilkadziesiąt lat, tak jak mieszkańcy ziem rozebranych pod koniec XVIII wieku. Już w XIV wieku Śląsk przeszedł pod panowanie czeskie, potem w wieku XVI Habsburgowie przejęli nad nim kontrolę. A na trzydzieści lat przed pierwszym rozbiorem, Śląsk stał się formalnie częścią Prus.

Przez te niemal sześć wieków Polska, za wschodnią granicą Śląska, rozwijała kulturę i tożsamość narodową, zaś prosty lud śląski nie zawsze zdawał sobie sprawę z przynależności do tej „zagranicznej” wspólnoty. Dopiero w II połowie XIX wieku Ślązacy stawiają sobie pytanie o tożsamość narodową i coraz częściej odnajdują ją w swoich korzeniach sprzed wieków, uświadamiając sobie, że są Polakami.
Wojciech Korfanty urodził się w 1873 roku w Sadzawkach na przedmieściu Siemianowic. Z czasem coraz wyraźniej dojrzewała w nim świadomość własnej polskości i potrzeba działania na rzecz polskości Śląska. Najpierw kulturowej. Już ucząc się w liceum w Katowicach w początkach lat 90. przystąpił z kolegami do zorganizowanych działań na rzecz poznawania polskiej literatury i upowszechniania naszej kultury.
Potem pamiętamy go jako działacza organizacji polskich oraz walczącego o sprawy polskie posła do Reichstagu. Po I wojnie światowej wszedł w skład przywództwa Powstania Wielkopolskiego, będąc odpowiedzialnym za sprawy polityki międzynarodowej i wojskowej. Został też jednym z dowódców II Powstania Śląskiego i dyktatorem ostatniego, Trzeciego. Tak więc Korfanty uczestniczył w kierowaniu wszystkich zwycięskich polskich powstań i co ważniejsze, jego zdolności polityczne i umiejętność myślenia strategicznego, walnie przyczyniły się do tych zwycięstw.
Pamiętamy go zatem jako przywódcę ludu śląskiego, który w sposób decydujący przyczynił się do przyłączenia do II Rzeczypospolitej Górnego Śląska i Wielkopolski – dwóch najbardziej rozwiniętych gospodarczo dzielnic. Trudno wyobrazić sobie, jak wyglądałaby Polska bez aktywności i oddania tego wybitnego męża stanu.
Warto jednak po latach – w sytuacji kiedy ciągle borykamy się ze spuścizną PRL i jej ustroju, będącego chyba najbardziej destrukcyjnym ustrojem świata nowożytnego – pamiętać o myśli politycznej, społecznej i gospodarczej Korfantego.
W II RP, ze względu na konflikt z Józefem Piłsudskim i jego sanacją, Korfanty nie odegrał, niestety, roli należnej mu z racji kompetencji i zasług, choć wielu widziało go wówczas na stanowisku premiera. W połowie 1922 roku był na to stanowisko wysunięty przez Komisję Główną Sejmu. Sprzeciw Naczelnika Państwa i opór sił lewicowych uniemożliwiły mu objęcie tej funkcji.
Wojciech Korfanty działając w Chrześcijańskiej Demokracji, w której z czasem przejął przywództwo, poświęcił się tworzeniu nowoczesnej koncepcji państwa, społeczeństwa i gospodarki. I tu ujawniły się jego, kto wie czy nie najwybitniejsze zdolności, choć ta dziedzina jego aktywności i wkładu w polską kulturę polityczną, jest dziś raczej mało znana. Myśl tę prezentował głównie w publicystyce na łamach kilku pism, między innymi przez niego współtworzonych i redagowanych, z których najważniejsze to Rzeczpospolita i Polonia.
Korfanty mocno różnił się od większości polskich przywódców i polityków. Mimo, że sam dowodził powstaniami, wolny był od polskiej tradycji powstańczej, widzącej w walce z najeźdźcą główną cnotę postawy patriotycznej. On był zdania, że walka ma sens wówczas, kiedy jest realna szansa na zwycięstwo, na otworzenie drogi do wolności. Kiedy miał wpływ na powstania, potrafił redukować zapał innych przywódców, którzy dążyli do eskalacji walki, w tej bardzo trudnej sytuacji, przed i po plebiscycie, kiedy o sprawach Śląska w dużej mierze decydowały układy zależne od europejskich mocarstw – zwycięzców wojny światowej. Według oceny historyków, ta jego postawa umożliwiła skuteczne włączenie do Polski znaczących części Górnego Śląska.
Jego wizja polityki czerpała w dużej mierze z doświadczeń narodów zachodnich, które budowały same swoje instytucje, tak żeby one służyły jak najlepiej tworzącym je społecznościom. Przestrzegał przed wyzyskiem, pozbawianiem praw zwykłych ludzi, zapędami dyktatorskimi, nieuczciwością rządzących, zarówno w politycznej strukturze, jak w organizacji społeczeństwa a przede wszystkim w zasadach zarządzania gospodarką i pracą. Uważał, że takie działania są moralnie naganne, ale też jak mało kto rozumiał, że tak skonstruowane państwo staje się niewydolne, zatrzymuje się w rozwoju.
Wtedy mało kto to tak rozumiał. Dziś stało się to na pewno oczywiste, prawie już wiek po wyznaczeniu głównego nurtu w teorii zarządzania przez Eltona Mayo jako „human relation”. Dziś, kiedy Nagrody Nobla dostają ekonomiści głoszący, że wygrywają narody potrafiące tworzyć instytucje włączające. Dziś, kiedy badania dowodzą, że partycypacja pracownicza i obywatelska, współpraca i solidarne wspieranie się we wspólnotach na różnych poziomach, że wynikające z takich relacji poczucie przynależności osób razem coś robiących – nie tylko mocno ludzi motywują, ale także pobudzają ich kreatywność, śmiałość podejmowania decyzji, a nawet czynią ich bardziej twórczymi i szczęśliwszymi.
Studiując publicystykę, wystąpienia i działania Korfantego możemy znaleźć tam wszystkie te prawdy, głoszone z dużą siłą i mądrością. Kiedy domagał się autonomii Górnego Śląska, to podkreślał, że nie po to, by izolować się od Polski, którą tak bardzo ukochał, ale po to, żeby Ślązacy lepiej i skutecznej organizowali rozwój gospodarczy tego regionu pomagając Polsce, która tak bardzo tej pomocy potrzebowała.
Wojciech Korfanty był świadomym i zaangażowanym katolikiem. Znajdował inspirację w katolickiej nauce społecznej, rozwijającej się w nowoczesnej formie od wydania przez Leona XII w 1891 roku pierwszej społecznej encykliki Rerum Novarum. Co więcej człowiekowi o takim temperamencie politycznym, chcącemu budować silną Polskę, to chyba właśnie katolicka nauka społeczna pozwalała mocniej uwierzyć w prawdziwość przesłania Ewangelii i mądrość Kościoła katolickiego. Odnajdywał tam wskazówki, jak budować społeczeństwo oparte na wartościach najbardziej ludzkich, najpełniej obrazujących naturę człowieka, przekraczając jednostronność różnych dominujących wówczas „nowoczesnych” i „naukowych” ideologii. Zarówno indywidualistycznych, jak i kolektywistycznych, zarówno kosmopolitycznych, jak i nacjonalistycznych, zarówno postępowych, odrzucających zakorzenienie w przeszłości, jak i jednostronnie konserwatywnych, niedostrzegających wyzwań przyszłości.
Katolicka nauka społeczna przez swoje ujęcie personalistyczne ukazuje, że niezbywalną godność osoby ludzkiej najlepiej realizować w solidarnych wspólnotach, czerpiąc z mądrości dziejów dla sprostania wyzwaniom przyszłości. Jeżeli przełożyć tę naukę na program polityczny, to takie działania tworzą realne, a nie tylko wymarzone, warunki do trwałego rozwoju, pokoju i bezpieczeństwa. Warunkiem jest uszanowanie i docenienie każdego człowieka, tworzenie takich struktur i instytucji – według zasad podmiotowości, solidarności i pomocniczości – w których każdy będzie miał realny wpływ na rzeczywistość, będzie w jakiejś formie uczestniczył w decydowaniu o sprawach, które dotyczą wspólnot, do których należy i z którymi się utożsamia. Najlepszym ekspertem we wspólnocie jest przecież ten, którego ona dotyczy, pod warunkiem, że ma prawo się wypowiedzieć, że będzie wysłuchany, że ma na te sprawy jakiś wpływ.
Korfanty rozumiał to, jak mało kto, a w rozwoju swojej myśli i publicystyki, potrafił wskazywać drogę jak w praktyce niepodległego państwa powinniśmy to realizować.
Być może dwie dekady niepodległej Rzeczypospolitej między dwoma strasznymi wojnami to za mało czasu na zbudowanie silnego gospodarczo, kulturowo, ale także naukowo i intelektualnie państwa. Polski dobrze zorganizowanej, posiadającej szerokie, naturalne przywództwo na różnych szczeblach struktury społecznej, w różnych dziedzinach życia wspólnotowego, potrafiącej radzić sobie z wyzwaniami XX wieku, a nie tylko łapać za broń i dzielnie walczyć tracąc najbardziej oddanych młodych ludzi. Niestety, temu, który niósł dojrzały plan budowania takiej Rzeczypospolitej, nie było dane podjąć próby jego realizacji. Górę wzięła źle rozumiana „szlachetczyzna” związana z tradycją insurekcyjną – przekonanie polityków, oficerów, właścicieli, zarządców i włodarzy, że my lepiej wiemy. Że jak my będziemy rządzić, to będzie dobrze, a w razie potrzeby i Polskę obronić potrafimy. Byle ten prosty lud, niemający kompetencji, nie wtrącał się, nie przeszkadzał, tylko pokornie robił swoje. Tych zaś, którzy chcą go organizować i wprowadzać do polityki, trzeba wykluczyć, a najlepiej pozamykać. Realizując prawo, tak jak my je rozumiemy.
Ówczesna Polska miała wielu światłych przywódców, rozproszonych w różnych formacjach politycznych. Niektórym, takim jak Eugeniusz Kwiatkowski czy Władysław Grabski, udało się zrobić dużo dobrego. Ci, którzy doceniali Korfantego i myśleli podobnie jak on – choć nie zawsze mieli tak dojrzałą wizję systemu społeczno-gospodarczego – spotkali się na zaproszenie Ignacego Paderewskiego, z inicjatywy gen. Władysława Sikorskiego, w formacji nazwanej Front Morges. Byli tam m.in. gen. Józef Haller, premier Wincenty Witos, Karol Popiel, Izydor Modelski, Cyryl Ratajski, współpracował prezydent Stanisław Wojciechowski. Po wybuchu II wojny światowej ta formacja objęła władzę na uchodźstwie, ale okoliczności powojenne nie pozwoliły na realizację dojrzałych i nowoczesnych wizji Wojciecha Korfantego.
On sam, przed wybuchem II wojny, przebywał na wychodźstwie. Kiedy jednak stało się oczywiste, że Polska zostanie zaatakowana, nie mógł nie wrócić do kraju. Nie doceniono, nie zrozumiano tego gestu. Ci, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo zagrożonej Polsce potrzebny jest jeden z najwybitniejszych mężów stanu w naszej historii, zamknęli go do więzienia na Pawiaku, gdzie wkrótce ciężko zachorował. Zmarł w szpitalu na dwa tygodnie przez 1 września 1939 roku.
Dwa lata potem zmarł w Nowym Jorku Ignacy Paderewski, a rok później zginął w tajemniczej katastrofie lotniczej gen. Sikorski. Polska straciła przywódców najbardziej obiecującej formacji politycznej. Być może przez to łatwiej było zainstalować u nas komunizm. Po wojnie ugrupowania chrześcijańsko-demokratyczne stworzyły w wolnej części Europy zapewniający rozwój i sprzyjający pokojowi model społeczno-gospodarczy nazwany socjalną gospodarką rynkową oraz zaproponowały partnerski model integracji europejskiej, opartej na tworzeniu wspólnego rynku przez solidarnie współpracujące, ale niepodległe i mające podmiotowość polityczną kraje naszego kontynentu.
Chadecja wniosła więc do odbudowującej się Europy myśl analogiczną do tej, wypracowanej w Polsce przez Wojciecha Korfantego. Jej skutkiem, dopóki była przez pierwsze ćwierćwiecze rzetelnie realizowana, był trwały rozwój regionu, jego bezpieczeństwo i – malejące wówczas nierówności społeczne. Także w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej rozwijały się partie chrześcijańsko-demokratyczne. Wnosiły one najpoważniejszą alternatywę z jednej strony wobec zastanych „struktur grzechu” wyzyskujących miejscową ludność, które pozostały tam po zniewoleniu kolonialnym, a z drugiej wobec komunizujących ruchów rewolucyjnych budujących ustrój być może jeszcze bardziej niewydolny.
Gdyby los się inaczej potoczył, gdyby Polska w wyniku klęski Niemiec hitlerowskich odzyskała niepodległość, gdyby nadal żyli tacy ludzie, jak Wojciech Korfanty, może udałoby się zbudować, tak jak w krajach zachodnich, poważną siłę polityczną, mającą koncepcję i wizję odbudowy Polski i Europy na najdojrzalszych, jak dotąd, zasadach organizacji społeczeństwa, zawartych w katolickiej nauce społecznej, bazującej na Objawieniu i kumulującej doświadczenia wieków.
Niestety uniemożliwili nam to nasi wrogowie, z zachodu i wschodu. W czasie wojny wymordowali celowo olbrzymią część polskich elit, naszego przywództwa narodowego. Kontynuowano tę zbrodniczą działalność także po wojnie, do 1956 roku wymordowano jeszcze kilkaset tysięcy ludzi, których ówczesne władze stalinowskie uznały za autorytety środowiskowe, ludzi którzy przenoszą ku przyszłości tożsamość i kulturę narodową. Nasi wrogowie niszczyli też w sposób zorganizowany wszelkie naturalne, zakorzenione w polskości i chrześcijaństwie struktury i instytucje społeczne, nie pozwalając im praktycznie do czasu wybuchu „Solidarności” – poza prześladowanym i infiltrowanym Kościołem – odradzać się, organizować, wzmacniać Polaków i otwierać im możliwości do współdziałania. Tak jak tego chciał Wojciech Korfanty.
Po latach od tej zbrodniczej destrukcji warto zapytać – czy dojrzała i nowoczesna myśl chrześcijańsko-demokratyczna, którą w II RP prezentował na najwyższym poziomie Wojciech Korfanty, może nam dziś pomóc wobec zbliżania się ewidentnych zagrożeń? Czy potrafimy po nią sięgnąć i tworzyć państwo według jej niezawodnych zasad? Przyłożonych do problemów współczesności i wzbogaconych o doświadczenia nowoczesności?
Czy też, niestety, na skutek zbrodni nazistów i komunistów, mamy bardzo osłabione struktury społeczne, mocno pomniejszone i rozproszone przywództwo narodowe oraz – co tu dużo mówić – zagubioną przez te wydarzenia, gromadzoną zwykle przez narody, mądrość pokoleń? Czy wschodnia, niewierząca w możliwość demokracji i partnerstwa społecznego kultura polityczna tak już zdeterminowała nasze myślenie, że nie wierzymy w możliwość wpływania na doskonalenie zasad życia wspólnego? Czy – mimo dłuższego już okresu niepodległości niż cieszyła się nią II RP – ów nabyty sposób myślenia wiedzie nas do konkluzji, że rządzić powinni ci, którzy się na tym znają?
„My natomiast mamy swoje problemy, nie mamy czasu się angażować, działać, organizować, czytać Korfantego, poznawać i inspirować się katolicką nauką społeczną. To dla hobbystów. „A my przecież dużo możemy – mamy prawo ponarzekać i jesteśmy na tyle odważni, że możemy też sobie powalczyć z różnymi przeciwnikami. Napisać coś w Internecie, pójść na manifestację, poskarżyć się sąsiadom. To co, że to nic nie zmieni. Ale dowiedliśmy własnej niezależności i odwagi…”
„Skoro więc nasi dziadowie nie zbudowali Rzeczypospolitej demokratycznej, partnerskiej, o dobrze zorganizowanym, podmiotowym społeczeństwie i prężnej gospodarce, to my też przecież nie damy rady. Nauczyła nas komuna, że przyszłość do nas nie należy, więc na pewno nie podołamy. Teoretycznie to bardzo ciekawe, ale u nas akurat zupełnie niemożliwe. Szanujemy Korfantego, ale mamy własne sprawy. Bez ich realizacji nie wyjedziemy na wakacje, nie zbudujemy domku z ogródkiem, nie zrealizujemy naszych, tak przecież ważnych, hobby i zainteresowań.”
Mam więc do Ciebie, Drogi Czytelniku gorącą prośbę:
Skoro już przeczytałeś, albo tylko przeleciałeś, tych parę słów o Wojciechu Korfantym, to spróbuj zajrzeć też do jego twórczości. Do artykułów, książek, debat na YT i innych dostępnych materiałów, albo takich, które opisują specyfikę jego myślenia o Polsce, o Śląsku, o państwie i polityce, o życiu społecznym i gospodarczym, o świecie wartości, który stanowi tego wszystkiego podstawę.

W sobotę, 20 czerwca, obchodzimy Narodowy Dzień Powstań Śląskich. Jak zwykle Stowarzyszenie Polskich Chrześcijańskich Demokratów oraz Fundacja Odbudowy Demokracji im. Ignacego Jana Paderewskiego organizują uroczystości pod pomnikami pana Wojciecha w Warszawie i we Wrocławiu, w Warszawie także przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Jeżeli do tego czasu parę osób spojrzy na dorobek Wojciecha Korfantego i postawi sobie pytania, na ile jego myśl polityczna oraz działania, mogą stać się dla nas inspiracją na czasy dzisiejsze i remedium na niesione przez nie zagrożenia – to zorganizuję spotkanie, na którym przedyskutujemy te wnioski i może uda się coś wspólnie zaplanować.
Potrzebuję tylko odpowiedzi, że jej nadawca chciałby wziąć udział w takiej debacie. Proszę o sygnał do końca maja na adres mdrozdek57@gmail.com (z tytułem „dla Korfantego”), bo musimy mieć czas na przygotowanie spotkania i zaproszenie gości.
Niecierpliwie czekam na odpowiedź.
To będzie taki prezent dla pana Wojciecha na urodziny. I na imieniny, które przypadają parę dni później.
UROCZYSTOŚCI W WARSZAWIE I WROCŁAWIU
W poniedziałek, 20 kwietnia tego roku, w dniu 153. rocznicy urodzin przywódcy powracających po wiekach do polskości Ślązaków – jednego z najwybitniejszych mężów stanu, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości – Stowarzyszenie Polskich Chrześcijańskich Demokratów oraz Fundacja Odbudowy Demokracji im. Ignacego Jana Paderewskiego, zorganizowały przed pomnikami Wojciecha Korfantego w Warszawie i we Wrocławiu, a także przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, uroczystości upamiętniające tego wielkiego patriotę.

O godz. 10.00 w Warszawie, przy Al. Ujazdowskich, pod pomnikiem Korfantego odbyła się pierwsza część stołecznej uroczystości. Wzięła w niej udział liczna reprezentacja Górnego Śląska, z inicjatorem uroczystości Adamem Kowalczykiem, prezesem SPChD, który przedstawił zgromadzonym sylwetkę Wojciecha Korfantego. Przemawiał także prezes honorowy założonego przez Korfantego chadeckiego Stronnictwa Pracy, prof. Zbigniew Wrzesiński.
W trakcie uroczystości po raz pierwszy wręczono Złote Medale Bojownika Niepodległości Wojciecha Korfantego. Medale przyznano osobom, które w sposób szczególny od lat zaangażowane są w podtrzymywanie pamięci o Wojciechu Korfantym oraz kontynuację jego dzieła. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że na tego rodzaju odznaczenia zasłużyli także działacze Związku Piłsudczyków, którzy mimo przedwojennych różnic politycznych, teraz potrafią docenić wielkość i dorobek Wojciecha Korfantego, angażując się od lat w uroczystości upamiętniające tego wielkiego Polaka i Męża Stanu. Także fundator Medali i przewodniczący Kapituły, Antoni Patecki, należy do związku Piłsudczyków. Odznaczono m.in. płk. Zbigniewa Piątka, gen. Stanisława Olszewskiego, Sławomira Pilarskiego, dra Andrzeja Wilka, Ryszarda Kopcia i Michała Drozdka.
O godz. 12.00 kontynuowano uroczystość przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Tu sylwetkę Korfantego przedstawił b. dyrektor Panteonu Górnośląskiego Ryszard Kopeć. Przemawiali także w imieniu IPN dyrektor Biura Edukacji Narodowej dr Adam Pleskaczyński oraz w imieniu Bractwa Kurkowego RP jego Wielki Kanclerz Gniewomir Kuczyński-Rokosz. W obu uroczystościach złożono wieńce, a Hymn Narodowy i Rotę odśpiewał Chór Reprezentacyjny Wojska Polskiego przy akompaniamencie Orkiestry Polskiej Grupy Górniczej w Katowicach.

We Wrocławiu uroczystości przewodniczył szef Rady Fundacji Odbudowy Demokracji im. Ignacego Jana Paderewskiego pan Jan Zimroz. Modlitwę w intencji Wojciecha Korfantego – oraz niedawno zmarłego członka władz Stronnictwa Pracy w kraju i na wychodźstwie a także międzynarodowych organizacji chadeckich, prof. Stanisława Gebhardta, z którego inicjatywy postawiono pomnik Korfantemu – poprowadził ks. prof. Jan Klinkowski. Zebrani złożyli wieńce i odśpiewali Rotę.