Dziurawa przyszłość

Gdy rządzi PO, rośnie bezrobocie, pogłębia się dziura budżetowa, obniża się standard życia obywateli, upowszechnia się kolesiostwo i „prywatyzowanie” państwa. Trudno zrozumieć, jak rządy szkodników i nieudaczników znajdują aprobatę elektoratu.

Rok 2025 miał być rokiem przełomu – reklamował premier. Tymczasem zadłużenie państwa rośnie w tempie niespotykanym, inwestycje wstrzymane lub blokowane, zapaść w służbie zdrowia. Parę dni mrozu rozkłada państwo. To jest rok awarii, których autorem jest Donald Tusk – informuje spot opublikowany w mediach społecznościowych przez Mateusza Morawieckiego. Niemniej zysk banków sięga 50 mld zł, a próba wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków wciąż oczekuje na realizację.

Wszystko wskazywałoby na to, że sprzysiężenie nieudaczników założyło stowarzyszenie szkodzenia krajowi, a jednak udało się przywrócić esbekom uprzywilejowane emerytury. Zdołano też przemianować ministerstwo finansów w resort zadłużania państwa. W styczniu 2026 roku na obsługę długu Skarbu Państwa wydano 8,16 mld zł (plan roczny – 90 mld zł). To jest dwa razy więcej niż w styczniu 2025 roku – 4,1 mld zł (w całym roku 75,5 mld zł). Nie szczędzono środków na rządową propagandę, m.in. MSZ przekazał TVN 1,3 mln zł na promocję polskiej prezydencji w UE (nb. bezobjawowej).

Stop Mercosur fot. Urząd Miejski Wrocławia

Gdy premier reklamuje „rozpędzającą się polską gospodarkę”, deficyt w handlu zagranicznym w 2025 roku wyniósł 7,7 mld euro (eksport wzrósł o 4%, import – ponad 6%). Wzrastające bezrobocie rozkłada się nierównomiernie na terenie kraju. Szczególnie dojmujące jest w mniejszych miastach, więc ludzie szukają pracy w dużych ośrodkach. W konsekwencji te mniejsze wyludniają się, podupadają gospodarczo. Obecna zima zaskoczyła rządzących, ujawniając żałosne paradoksy. Samorządowe ośrodki pomocy społecznej wspomagają mieszkańców dotacjami do opału, gdy straż miejska ściga tradycyjne piece jako nieekologiczne. Opanowany przez aktywistów resort klimatu chce zlikwidować górnictwo i energetykę węglową. Związkowcy domagają się wsparcia dla sektora, osłony dla tracących pracę, choć wydaje się, że powinni „wystrajkować” odejście od zielonego szaleństwa i powrót do zdrowego rozsądku, czyli racjonalnej gospodarki.

W innych resortach nie lepiej, gdy w szpitalach likwidują oddziały, proponując wsparcie finansowe na dwa lata, a reakcją na zapaść demograficzną jest redukcja porodówek. Deforma służby zdrowia konkuruje z tą w edukacji. Demolowanie szkolnictwa, nieliczenie się z prawami rodziców, degradacja szkoły, minimalizacja wymagań – to arsenał środków minister Nowackiej, znanej z obrażania pisarzy (Jarosław Marek Rymkiewicz), czy naukowców (Wojciech Roszkowski) oraz z bezkarnego oskarżania Polaków o nazizm.

Tymczasem „przywracanie praworządności” objawia się chaosem i anarchią prawną, zamachami na prokuraturę, KRS, TK, a sądy skazują dziennikarzy za ujawnianie przewinień polityków. Dochodzi do tego, że funkcjonariusz służb specjalnych grozi dziennikarzowi zamachem na jego życie, zaś debatę publiczną opanował hejt, a politycy nie mogą spotykać się ze studentami. W tej sytuacji rosyjskie powiązania towarzysza marszałka rotacyjnego, który pozwala sobie parodiować historię, uczestnicząc w obchodach rocznicy powołania AK, to tylko kwiatek na grubokreskowym kożuchu.

SAFE jak KPO

UE jest organizacją międzynarodową, w której państwa członkowskie powinny korzystać z prawa równego głosu, partnerskiego traktowania, uszanowania postanowień traktatowych. Tymczasem lobby lewicowo-liberalne skutecznie zawłaszczyło tę organizację, narzucając jej swoją ideologię – tak w dziedzinie gospodarki, jak i edukacji, prawodawstwie, nie mówiąc o obyczajowości. Podstawowym narzędziem nacisku tego lobby jest wprowadzony w życie tzw. mechanizm warunkowości (praworządności), od którego zależy sposób traktowania państw członkowskich, podział funduszy unijnych. Taki szantaż wydawał się niewyobrażalny (z punktu widzenia ideałów wspólnotowych), ale okazał się niezwykle funkcjonalny, bo można dzięki niemu wpływać na rządy w państwach członkowskich. Tak właśnie było z KPO, o którym Rafał Trzaskowski zapewniał, że będzie „mrożony” dopóki PO nie dojdzie do władzy. Ten fundusz miał pomóc krajowi wyjść z kryzysu po-covidowego, ale skończyło się na dotacjach (jachty, gastronomia, hotele) dla krewnych i znajomych PO.

Gdy fundamentalne wartości brukselskie (wolność przepływu osób, kapitału, towarów i usług) zostały zdemolowane i skompromitowane, spoiwem państw członkowskich stało się wspólnotowe zaciąganie długów. Centralizacja zadłużeniowa pod niemiecką dominacją to karykatura, której nie poznaliby ojcowie-założyciele UE. Niemniej rozwija się dzięki inwencji i konsekwencji brukselokratów. A teraz pojawiły się nowe argumenty. Na bazie coraz powszechniejszego antyamerykanizmu powstała doktryna europejskiej autonomii strategicznej pod niemieckim zarządem. W końcu nie trzeba traktatowej jednomyślności, może być większość. Nie musimy przestrzegać traktatów, możemy być kreatywni – ogłosiła Urszula von der Leyen.

Na 27 państw członkowskich 19 zamierza skorzystać z pożyczki SAFE. Szwecja zrezygnowała z tego pomysłu, bo – będąc w dobrej sytuacji finansowej – może uzyskać pożyczkę na lepszych warunkach niż te proponowane przez brukselokratów. W naszym kraju parlamentarzyści administracji 13 grudnia, wśród których wielu jest sformatowanych przez niemieckie fundacje, bronili pożyczki SAFE jak przysłowiowej niepodległości, chociaż UE nie jest sojuszem obronnym, więc to pomysł poza traktatowy. Przecież skarga PE leży od sierpnia 2025 w TSUE (pominięto stanowisko PE, naruszono przepisy traktatowe). Działo się to podczas polskiej prezydencji w UE. Niemniej posłowie administracji 13 grudnia głosowali nie wiedząc za czym, bo nie ujawniono listy zakupów ani beneficjentów, chociaż zakupy sprzętu wojskowego należy zrealizować do 2030 roku.

Nie wzięli pod uwagę, że moc produkcyjną polskich firm zbrojeniowych szacuje się na 20 mld zł (pożyczka to ok. 180 mld zł), że UE już cofnęła dotacje Węgrom. Głosowali jak lobbyści niemieckich firm (zresztą już działają w naszym kraju), za odejściem od dotychczasowej polskiej polityki zbrojeniowej. Propaganda SAFE ma kosztować kilka miliardów złotych, a spółka zaprzyjaźnionego z PO ma dostać 10 mld zł.

Gospodarka nieekonomiczna

Administracja 13 grudnia reklamuje się 20. gospodarką świata, gdy pełzająca drożyzna (w 2025 zakupy zdrożały o 4,2% rdr.) i pełzające bezrobocie stają się coraz powszechniejszym doświadczeniem społeczeństwa. Bezrobocie przekroczyło 6%. Urzędy pracy zarejestrowały blisko 935 tys. ludzi (o 47 tys. więcej niż w grudniu 2025). Pozostaje paradoksem, że przedsiębiorcy nadal preferują tanich, egzotycznych pracowników, zamiast podwyższania płac czy robotyzacji produkcji. A w górnictwie redukuje się zatrudnienie (Polska Grupa Górnicza – 5 tys. ludzi), gdy brakuje węgla z powodu prawdziwej zimy.

W 2025 roku sprzedano 40,2 mln ton węgla (o 2,3 mln ton mniej niż rok wcześniej), na co ma wpływ zacietrzewienie ideologiczne i unijne zielone szaleństwo (OZE). Tymczasem nowoczesne elektrownie węglowe nie emitują prawie wcale zanieczyszczeń, co zresztą widać w wielu miastach, gdzie elektrociepłownie zdecydowanie mniej zagrażają środowisku niż piece węglowe na przedmieściach. W końcu w wielu krajach pozyskiwanie energii z węgla jest konieczne i opłacalne. Tylko w naszym kraju aktywiści-ekologiści likwidują kopalnie i elektrownie węglowe. Za nic mają narażanie społeczeństwa na ubóstwo energetyczne.

Brakuje też pelletu, który trzeba importować z Niemiec. Zarządzający resortem klimatu aktywiści też nie przewidzieli zimy (skoro jest ocieplenie klimatu). Miłośnicy przyrody ograniczają pozyskiwanie drewna. W 2026 roku przewidują dostarczyć na rynek 37 m sześc. drewna, gdy zapotrzebowanie branży drzewnej wynosi 41 m sześc. (czyli o 10 % mniej). Im mniej drewna, tym mniej odpadów – trocin, z których wyrabia się pellet. Rosną ceny tego paliwa (nawet 3 tys. zł za tonę), co jest wielkim problemem dla 43 tys. gospodarstw domowych. Zmniejszenie o 4 mln m sześc. drewna na rynku, to brak na nim 800 tys. ton pelletu, co zapewniałoby nagrzanie ok. 160 tys. gospodarstw domowych (1/4 wykorzystujących ten opał).

W 2025 roku olsztyńska fabryka opon do samochodów ciężarowych zaprzestała produkcji. Powód – napływ tanich opon chińskich gorszej jakości (narzeka na nią armia rosyjska). Ostatnio polskie wojsko zakupiło chińskie opony za 22 mln zł (okazyjna taniocha). W styczniu poznańska firma oponiarska zakończyła produkcję (po stu latach). Fabryka należała do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Taki sobie przyczynek do PO-gospodarki.

Bezpieczeństwo żywnościowe

Polski resort rolnictwa nie zdołał jeszcze oprotestować umowy Mercosur, a już zakażona argentyńska wołowina znalazła się na brukselskim rynku. Zakazany hormon w brukselskim menu. Resort rolnictwa zapowiada kontrole, choć uprzednio powoływał się na tzw. klauzule ochronne dla rolników. Tymczasem południowoamerykański napływ taniej żywności zagraża opłacalności krajowej produkcji rolnej. Nie jest przecież tajemnicą, że aktualne ceny zboża są takie, jak w latach 90. ubiegłego wieku, podczas gdy ceny maszyn, nawozów, środków ochrony roślin wzrosły kilkakrotnie. Rolnicy kredytują produkcję rolną, sytuując się na granicy bankructwa. Ich protesty brutalnie pacyfikuje policja.

Szacuje się, że w magazynach zalega ponad 17 mln ton zboża. Co z nim zrobić – nie wiadomo, tym bardziej że hodowcy trzody chlewnej zmniejszają nieopłacalną produkcję. Gdy cena pszenicy konsumpcyjnej kształtuje się na poziomie 700 zł za tonę – gospodarstwa rolne są zagrożone. Resort, który ma w swej nazwie „rozwój wsi” – właściwie jest jej grabarzem. Tę smutną konstatację uprawdopodabnia ostatni resortowy pomysł – ustawa o aktywnym rolniku. Ma ona ustalać, kto faktycznie zajmuje się produkcją rolną, a kto jest tylko beneficjentem programu dopłat.

Gdyby weszła w życie ok. 600 tys. gospodarstw mogłoby stracić formalny status rolnika, bo ich gospodarstwa (na własny użytek, ekologiczne) za mało produkują. Słuszne założenia ustawy, ale egzekucja przepisów nie do przyjęcia. Bo to resort rolnictwa określałby corocznie uprawnienia rolnika do dopłat. Utrata opłacalności gospodarstw rolnych i statusu rolnika to 3 mln ha ziemi na rynku, czyli ziemia obiecana dla kapitału korporacyjnego (agroholdingi).

Ucieczka do przodu to sprawdzona technologia administracji 13 grudnia. Wtedy dezaktualizują się bieżące problemy. Można skoncentrować się na bliżej nieokreślonej przyszłości, co jest wdzięcznym przedsięwzięciem propagandowym. Właśnie premier powołał Radę Przyszłości pod przewodnictwem ministra finansów. To ten, który nie wypłacił subwencji największej partii opozycyjnej i spowodował bezprecedensowe zadłużenie państwa. Teraz prowadzi gospodarkę do przyszłości, gdy rzeczywistość coraz głośniej skrzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *