Protest w Radomiu w czerwcu 1976 roku

Panie Rektorze, Panie Przewodniczący, Szanowni Państwo.

Dokładnie dziś mija 50 lat od tego najkrótszego w dziejach masowego protestu w czasie PRL. To był protest, który trwał tylko jeden dzień, a mimo to ten jeden dzień znalazł się wśród „polskich miesięcy” obok wydarzeń, które często trwały przez całe tygodnie. Chciałbym wspólnie z Państwem zmierzyć się z pytaniem, czy rzeczywiście ten jeden dzień zasługuje na tak wyjątkowe miejsce w naszej wspólnej pamięci.

Ale zanim do tego przejdę, chciałbym zacząć od genezy wydarzeń. Musimy się cofnąć do 1970 roku. Edward Gierek objął władzę na skutek dramatycznych wydarzeń na Wybrzeżu. Jego poprzednik, Władysław Gomułka, wydał rozkaz strzelania do robotników i w tym momencie zmiana przywództwa była jedynym wyjściem z kryzysu. Ale wbrew czasem pokutującemu przekonaniu, sama zmiana pierwszego sekretarza nie uspokoiła sytuacji. W styczniu pojawiła się nowa fala strajków.

W lutym 1971 roku kluczowym miejscem była Łódź, gdzie pracownice przemysłu włókienniczego zorganizowały strajk powszechny. W efekcie zmusiły władze do wycofania się z podwyżki. To jest kluczowy moment zwycięstwa większego niż tylko zmuszenie do zmiany kierownictwa PZPR.

Później następuje krótki, co warto podkreślać, okres prosperity na kredyt, którego najbardziej wymownym elementem jest gwałtowny wzrost płac, w latach 1971-1975 roku aż o 42%. W efekcie następuje duże ograniczenie oporu społecznego, w tych latach możemy mówić dosłownie o pojedynczych gestach natury opozycyjnej i bardzo niewielkiej liczbie strajków. Od 1974 roku zaczyna się powrót do sytuacji kryzysowej. Ten kryzys jest bardzo widoczny w roku 1975, w którym średni czas, jaki rodzina musiała spędzić w kolejce, żeby nabyć podstawowe produkty, wrócił do pułapu z roku 1971.

Mimo, że w 1975 roku sytuacja gospodarcza się znacząco pogorszyła, to jednak pierwszy protest związany był z inną kwestią – z zaplanowanymi jesienią 1975 roku zmianami w konstytucji. W grudniu odbywał się kolejny zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i w tezach zjazdowych ogłoszono pomysł, że należałoby Konstytucję unowocześnić. Jest to trochę paradoks, ponieważ zmiana w stalinowskiej konstytucji wywołała odruch sprzeciwu. Wiązało się to z trzema planowanymi zmianami: 1. wpisania w konstytucję kierowniczej roli partii, 2. zapisu o nienaruszalnym sojuszu ze Związkiem Radzieckim, 3. zapisu uzależniającego prawa obywateli od spełniania przez nich obowiązków wobec państwa.

Plany PZPR wywołały bezprecedensową falę protestów, która została zainicjowana w grudniu 1975 roku przez tak zwany List 59. Protesty odniosły pewien skutek, ponieważ zapisy przeformułowano: zamiast kierowniczej roli pojawia się przewodnia rola partii w budownictwie socjalistycznym, zamiast nierozerwalnej więzi pojawia się zapis o umacnianiu przyjaźni ze Związkiem Radzieckim i innymi krajami bloku socjalistycznego.

Genezą podwyżki z czerwca 1976 roku była wspomniana już pogarszająca się sytuacja ekonomiczna. PRL wówczas była wielkim placem budowy różnorodnych inwestycji, w wielu przypadkach brakowało środków na ich dokończenie. Ekipa Gierka wierzyła, że jeśli zdobędą te środki, to dokończą swój wielki plan, zmodernizują Polskę i sytuacja zmieni się. Szybko zdano sobie sprawę, że jedynym źródłem takich dodatkowym funduszy może być podwyżka cen. Pogłębiała się nierównowaga między kosztami produkcji a cenami sprzedaży, utrzymująca się od 1971 roku, kiedy wycofano się z poprzedniej podwyżki.

Rozważano kilka wariantów podwyżki. Ostatecznie zwyciężyła opcja ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza, który uznał, że trzeba radykalnie za jednym razem dokonać głębokiej podwyżki. Ceny mięsa i jego przetworów wzrosły średnio o 69%, nabiału o 64%, cukru o 90%. Zdawano sobie sprawę, że tego typu działanie może wywołać protesty społeczne. Wciąż wierzono jednak w charyzmę Gierka i w siłę propagandy sukcesu. Zakładano, że społeczeństwo doceni postęp, który się dokonał, ale oczywiście nie zaniedbano standardowych planów przygotowań aparatu bezpieczeństwa oraz wojska w ramach operacji o kryptonimie: Lato-76.

Bardzo istotne jest, że od razu założono, że oddziały, które będą interweniować w razie jakichś niepokojów, nie będą miały na wyposażeniu broni. To jest oczywiście doświadczenie grudnia 1970 roku, natomiast przygotowano bardzo dużą ilość, kilka tysięcy ręcznych i samochodowych wyrzutni gazów łzawiących. Zmobilizowano 50 tysięcy milicjantów, czyli nie tylko ZOMO, ale także dodatkowe jednostki.

1570 osób związanych z działalnością opozycyjną albo po prostu jakichś rozpoznanych liderów w zakładach pracy, co do których podejrzewano, że mogą stać się inicjatorami protestu – powołano na „ćwiczenia” wojskowe. Jaroszewicz wziął na siebie ogłoszenie podwyżki, wybrał taką arenę: trybunę sejmową. 24 czerwca 1976 roku w godzinach już praktycznie wieczornych wystąpił w Sejmie, zapowiadając, że jest rozważana podwyżka, zapowiedział, że jest jeszcze przestrzeń na konsultacje społeczne i stwierdził, że nastąpi pełna rekompensata jej kosztów.

I te dwa stwierdzenia de facto doprowadziły do wzrostu niezadowolenia społecznego, ponieważ była tutaj radykalna sprzeczność. Po pierwsze pomiędzy tym, co mówił Jaroszewicz o konsultacjach społecznych, a zapowiedzią, że podwyżka wejdzie w życie od poniedziałku. Mówił to w piątek, więc kiedy jest czas na konsultacje społeczne?! Po drugie, wcześniej już odbyły się spotkania partyjne, na których zapowiedziano działaczom, że podwyżka będzie miała miejsce, w tym czasie rozwieziono już nowe cenniki do sklepów. Podobnie było z rekompensatą, którą w ostatniej chwili zmieniono w ten sposób, że poprawiono sytuację najlepiej zarabiających, czyli im lepiej się zarabiało, tym lepszą się dostawało rekompensatę.

To wywołało ogromne wzburzenie, dlatego też pięćdziesiąt lat temu, 25 czerwca, już o siódmej rano ogłoszono ponad pięćdziesiąt strajków. W ciągu dnia ta liczba rosła w sumie do około stu protestów. Wrocław i Dolny Śląsk był widocznym ośrodkiem protestów w czerwcu 1976 roku. Widzimy cztery duże wrocławskie zakłady pracy, pięć w Świebodzicach, łącznie z innymi było to około piętnastu procent wszystkich protestów w skali całego kraju. Do historii przeszły protesty w trzech miastach: w Płocku, w Ursusie i Radomiu.

W Płocku pracownicy Petrochemii wyszli na ulicę, obrzucili kamieniami komitet wojewódzki partii, później miały miejsce walki uliczne z oddziałami ZOMO. W Ursusie wybrali dość ciekawą formę protestu, mianowicie zablokowali tory kolejowe. Ten wzrastający protest społeczny sprawił, że wyraźnie zdenerwowany, spocony Jaroszewicz wieczorem wystąpił w TV i odwołał podwyżki.

Myślę, że to jest pierwszy element, który powinniśmy zapisać na „tak” na naszą roboczą listę argumentów za tym, dlaczego warto pamiętać o Czerwcu 1976: natychmiastowe zmuszenie władz do kapitulacji. Władza, która ustępuje przed protestem, staje się po prostu słabą.

Radom. Największy protest, początkowo jest spokojny, tam nie było sił, które mogłyby podjąć jakiekolwiek działania przeciwko demonstrantom, bo spodziewano się, że w większych miastach dojdzie do wystąpień, skoncentrowano siły w dużych ośrodkach.

Dwukrotnie działacze PZPR zaczynają podejmować próbę rozmów, czerpiąc trochę z wiedzy z grudnia 1970 roku, kiedy brak próby dialogu, tylko potęgował emocje, ale zrobili to w taki sposób, że właśnie te emocje eskalowały. Wreszcie po jednej z takich prób ludzie wchodzą do komitetu wojewódzkiego i trafiają do stołówki. A w tej stołówce wszystkie produkty, których brak było w sklepach. To symbol tego, jak władza jest oderwana od ludzi pracujących, którą przecież miała reprezentować.

Ostatecznie tłum zdenerwowany tym, że nikt z nim naprawdę nie rozmawia, podpala Komitet Wojewódzki PZPR. Około godziny piętnastej – więc mniej więcej właśnie w tym czasie, jak dzisiaj się spotykamy – do Radomia trafiają posiłki, odwody milicyjne, przerzucano je samolotami wojskowymi. I zaczynają się walki uliczne.

Niestety już na samym początku były ofiary, podczas próby wykorzystania przyczepy załadowanej materiałami. Ona się miała rozpędzić w kierunku zbliżających się szeregów MO. Ta przyczepa się przewróciła i przygniotła dwie osoby. W szczytowym momencie było około dwudziestu tysięcy demonstrantów. Walki trwały do północy.

Ponieważ władza została zmuszona do kapitulacji, natychmiast nastąpiła bardzo brutalna zemsta. W tych trzech miastach, ale przede wszystkim mówimy tutaj o Radomiu, to jest mniej więcej tysiąc zatrzymanych, kilkaset osób bardzo brutalnie pobito. Najczęściej miało to formę tak zwanej ścieżki zdrowia, czyli dwa szpalery funkcjonariuszy z pałkami, kijami. Aresztowani są zmuszani, żeby tędy przejść. I następuje brutalne bicie. Dochodzi też do bestialskich pobić w mieście.

Później oczywiście nastąpiły kolejne represje.

Ponad 280 osób stanęło przed sądem. Przy czym kilka osób zostało skazanych na kary od 8 do 10 lat. Takie wyroki nie zapadały od lat. Tysiące osób zostało zatrzymanych. Mamy dwie śmierci: Jan Brożyna, do jego śmierci najprawdopodobniej przyczyniło się pobicie przez milicjantów oraz ks. Roman Kotlarz.

Elementem działań władz była też wielka kampania nienawiści. Mówiono o „warchołach” z Płocka, Ursusa i Radomia. Po raz ostatni władze PRL były w stanie zmobilizować społeczeństwo, które się podporządkowało. Patrząc na te zdjęcia, nie widać żadnego entuzjazmu w tym czasie, ale ludzie się podporządkowali. Jak mówię po raz ostatni – to jest drugi argument, to co warto pamiętać. To jest koniec symbolicznej władzy komunistycznej nad Polakami.

Te masowe represje, ta ogromna kampania propagandowa, jak wiemy, wywołują wielką falę pomocy. Natychmiast, po 25 czerwca, w wielu miejscach kraju zdarzają się spontaniczne, nieskoordynowane zbiórki pieniędzy. Warszawskie środowiska opozycyjne wpadają na pomysł, że trzeba też jechać na proces, najpierw jako obserwatorzy, później także, żeby zapewnić pomoc prawną dla represjonowanych i wreszcie powstają pierwsze listy rodzin, które wymagają pomocy.

Następuje też decyzja, że trzeba tę działalność zorganizować i tak 23 września 1976 roku powstał Komitet Obrony Robotników. I tutaj cytat, warto zwrócić uwagę na to stwierdzenie: ofiary milicji nie mogą liczyć na żadną pomoc i obronę, dlatego społeczeństwo nie ma innych form obrony przed bezprawiem, jak solidarność i wzajemna pomoc. To słowo „solidarność” w kolejnych latach będzie wracać. W nazwie Studenckiego Komitetu Solidarności. W bardzo wielu dokumentach opozycji, która rodzi się po 1976 roku.

Dlaczego powinniśmy pamiętać o Czerwcu 1976? Przejawy solidarności były i w 1956, i w 1968 i w 1970 roku, ale nigdy nie miały tego strukturalnego charakteru, jak wyglądało to po Czerwcu ‘76. To trzeci argument na naszej liście.

Warto pamiętać, że już w grudniu 1976 roku Wrocław staje się widoczny na opozycyjnej mapie Polski. Tak zwany „list profesorski”, podpisali w większości naukowcy z Warszawy, dwie osoby z Krakowa i aż osiem z Wrocławia.

Mam nadzieję, że przekonałem Państwa, że mimo, że ten „polski miesiąc” trwał niecały jeden dzień – to warto o nim pamiętać.

Skróty: redakcja PJC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *